W 1945 roku Stalin był jeszcze za słaby, by w podbitych przez siebie krajach Europy środkowej wprowadzić od razu bolszewicką dyktaturę.

Nic dziwnego, że tzw. komuniści musieli obrać specjalną taktykę. Jej nazwa (taktyka salami) została wymyślona przez węgierskiego komunistę Mátyása Rosenfelda, szerzej znanego jako Mátyás Rákosi.

Było to nic innego, jak tylko dokonywanie stopniowego eliminowania partii demokratycznych na rzecz „dyktatury proletariatu”, czyli rządów stalinowskiej kompartii.

Komuniści przejęli w ten sposób (1945–1947) Polskę, Węgry, Rumunię, Jugosławię, Bułgarię i Albanię. Umocnili również swoją pozycję w sowieckiej strefie okupacyjnej w Niemczech. Tylko w Czechosłowacji stalinowcy usiłowali zdobyć władzę metodą legalną; po niepowodzeniu dokonali zamachu stanu (1948).

Inna nazwa tej taktyki to „pełzająca rewolucja” czy tez „pełzający zamach stanu”

Czas realsocu (realnego socjalizmu) to czas nieustannego wrzenia społeczeństw.

Od NRD przez Węgry, Polskę, Czechosłowację i nawet sam Związek Sowiecki, gdzie ofiar i protestów było najwięcej.

W 1984 roku wiadomo było już, że system upadnie.

W 1985 zmarł ostatni betonowy gensek Związku Sowieckiego Konstantin Czernienko.

Jego następca Michaił Gorbaczow wprowadził pierestrojkę, czyli odrzucił tzw. doktrynę Breżniewa.

Za chwilę eksperyment społeczny trwający nieprzerwanie od 1917 roku się skończył.

Tak samo, jak wcześniej socjalizm w Niemczech (1933-45).

To jednak w żaden sposób nie oznaczało końca idei.

Przegrana bitwa wszak nie oznacza końca wojny.

Wschód Europy nieco zwolnił, w sukurs musiał przyjść zachód.

Ze względu na upadek zachodniego modelu socjalizmu (1945) praca organiczna nad utworzeniem nowego człowieka musiała przebiegać bardziej subtelnie. Nie za pomocą karabinów i pałek policyjnych, ale wg wskazówek włoskiego komunisty Gramsciego:

Ruch rewolucyjny nie może się ograniczać wyłącznie do obalenia państwa, musi odnieść zwycięstwo także, a może przede wszystkim, w dziedzinie wartości, łamiąc intelektualną i kulturalną dominację klasy rządzącej. Ruch rewolucyjny musi stworzyć kontr hegemonię, co oznacza ustanowienie ruchu socjalistycznego z jego własnymi instytucjami.
W odróżnieniu od „wojny manewrowej” (która udała się w Rosji ze względu na słabość caratu), w sytuacji, gdy klasa rządząca w pełni panuje nad społeczeństwem, powinna być prowadzona „wojna pozycyjna”, wojna o społeczeństwo.

W tych kategoriach trzeba postrzegać Marzec’68.

Wtedy środowiska lewicowe poczuły się na tyle mocne, że mogły rzucić wyzwanie społeczeństwom Zachodu.

I choć przegrali konfrontację z Państwem, to przecież udało im się wniknąć do kultury.

Powoli, potem coraz bardziej przyspieszając, zmienili obraz świata.

To łamanie kultury miało miejsce już tak dawno, że ludzie zachodu nie są w stanie zauważyć, jak bardzo oddalili się od moralności nawet nie XIX-wiecznej, ale nawet swoich dziadów czy ojców.

To właśnie nowoczesna strategia salami.

Jaskrawo widać ją na przykładzie środowisk LGBT+.

Podzielona na etapy wygląda tak:

Etap 1: tolerujcie nas bo jesteśmy normalni tylko po prostu inni.

Etap 2: skoro jesteśmy normalni to mamy prawo manifestować na naszych „paradach równości” czy „marszach tolerancji”.

Etap 3: skoro mamy prawo manifestować to żądamy także innych praw, przede wszystkim do zawierania homomałżeństw.

Etap 4: jeśli mamy prawo do homomałżeństw to chcemy także prawa do ADOPCJI dzieci!

Etap 5: by zlikwidować uprzedzenia i „mowę nienawiści” (której warunki brzegowe sami określamy) żądamy prawa do edukowania dzieci.

Etap 6: kto się z nami nie zgadza, jest zacofanym homofobem, wrogiem, którego należy zniszczyć! W imię tolerancji zmieniamy prawo.

W imię tolerancji musimy być także nietolerancyjni.

Na przykład katolików zmusimy, by pościągali krzyże, bowiem rażą uczucia religijne (bądź ateistyczne) innych.

Jednocześnie jesteśmy tolerancyjni wobec różnego rodzaju burek czy jarmułek, choć noszenie ich ma podłoże religijne, gdyż świadczy to o wielokulturowości społeczeństwa.

Jesteśmy za rozdziałem Państwa od Kościoła i dlatego żądamy usunięcia krzyża z sali sejmowej.

Jednocześnie popieramy zapalenie świecy chanukowej tamże.

Powyższy scenariusz (taktyka tęczowego salami) realizowana punkt po punkcie nie budzi obaw społeczeństwa.

To tak, jak gotowanie żaby.

Wrzucenie do wrzątku spowoduje jej ucieczkę, ale stopniowe podgrzewanie wody już nie.

Po prostu kiedy w świadomości społecznej ugruntuje się jeden etap, zaczyna się następny.

Jak ma wyglądać „wolność słowa” w przypadku osiągnięcia władzy przez lewicę pokazuje zgłoszony ponad rok temu projekt ustawy mającej zliberalizować ustawę aborcyjną.

Otóż tzw. czarne parasolki (obecnie KE) chciały…. zakneblować społeczeństwo.

Konkretnie proponując zaostrzyć obowiązujące prawo karne poprzez dodanie art.269 d:

Kto rozpowszechnia, również w internecie, twierdzenia, nieznajdujące oparcia w aktualnym stanie wiedzy ani badaniach naukowych, o przebiegu lub konsekwencjach medycznych stosowania antykoncepcji lub zabiegów przerywania ciąży, mające na celu odwiedzenie od jej stosowania lub od wykonania lub poddania się zabiegowi, bądź też napiętnowanie osób, które go wykonały lub się mu poddały,

podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności lub karze pozbawienia wolności do lat 2.

Oraz 269 e:

Tej samej karze podlega, kto dopuszcza się aktu przemocy fizycznej bądź wandalizmu lub kto pomawia, zniesławia i znieważa, także w internecie, osoby, organizacje lub instytucje działające na rzecz realizowania przepisów zawartych w ustawie o prawach kobiet i świadomym rodzicielstwie.

O tym, jaki jest „aktualny stan wiedzy” decydować będą biegli, powołani na tę okazję spośród organizacji lub instytucji działające na rzecz realizowania przepisów zawartych w ustawie o prawach kobiet i świadomym rodzicielstwie.

Lewicowy światopogląd musi być strzeżony przez prawo, jako że nie jest w stanie zwyciężyć w normalnej dyskusji.

Przy czym kara ma być dwa razy bardziej dotkliwa, niż w przypadku zwykłego zniesławienia.

Na razie widać, niestety, pierwsze oznaki „triumfu woli” LGBT+.

Jak podaje Dorzeczy:

Pisarz i publicysta Ireneusz Lisiak jechał do Poznania na spotkanie autorskie. We Wrocławiu musiał jednak przerwać podróż, gdyż po interwencji obsługi został wyproszony z pociągu.

Interwencja obsługi (w tym kierownika pociągu) była związana z (jak twierdzi przewoźnik) zachowanie pisarza. Jak tłumaczy sam Lisiak, został oskarżony o homofobię, kiedy w rozmowie z inną pasażerką nazwał związki homoseksualne „pedalskimi„. – Powiedziałem, że mnie wkurza, że moje wnuki będą musiały płacić na tych wszystkich libertynów, którzy nie mają dzieci, którzy są w związkach homoseksualnych – powiedziałem „pedalskich” –relacjonuje Lisiak w rozmowie z Radiem Poznań.

Lisiak opuścił pociąg w asyście policji, po tym jak współpasażerowie stwierdzili, że nie chcą z nim dalej jechać.

https://dorzeczy.pl/kraj/96493/Pisarz-wyproszony-z-pociagu-Oskarzono-go-o-homofobie.html?fbclid=IwAR3_tI9o9q0d7746B3FyI7NC7XkkubQU0C4–hoeY0tbAtb4bJRdk6C1epU

Do czego to prowadzi?

Przede wszystkim do wywołania stanu permanentnej obawy przed wypowiadaniem dręczących nas obaw.

Mniej więcej tak już jest w Niemczech, Szwecji, a nawet Anglii.

Przykłady co rusz pojawiają się na facebooku i w innych mediach społecznościowych.

W dalszej kolejności do zaniku więzi międzyludzkich.

Za chwilę pojawi się tęczowy Pawlik Morozow (życia nie ułatwię, poszukajcie w necie, kto zacz), a GazWyb i inne wiodące media wskażą nań jako na wzór dla młodzieży.

Ale…

Ale „tęczowi” demokraci nie mówią prawdy.

Im wcale nie chodzi o równouprawnienie.

Celem nowej ofensywy pomarcowych socjalistów jest budowa nowego społeczeństwa.

Masza Gessen, rosyjska homoseksualna działaczka LGBTQ mówi otwarcie:

 

„Nie chodzi o prawo homoseksualistów do zawarcia małżeństwa, ale o to, że instytucja małżeństwa powinna przestać istnieć. Walka o małżeństwa dla homoseksualistów zazwyczaj wiąże się z ukrywaniem tego, co mamy zamiar zrobić z małżeństwa, kiedy ten cel osiągniemy. Mówienie, że instytucja małżeństwa wówczas nie ulegnie zmianie, jest kłamstwem. (…)Sądzę, że ona nie powinna istnieć.”

(za: https://www.gosc.pl/doc/1541683.Lesbijka-Chcemy-zdemontowac-malzenstwo)

To tylko etap w budowie Nowego Świata.

Zapomniany hr. Richard Coudenhove-Kalergi uznawany jest za jednego z Ojców dzisiejszej Unii Europejskiej.

Jego ojciec Heinrich von Coudenhove-Kalergi (z koneksjami z bizantyjską rodziną Kallergis, a więc również z ukochaną Cypriana Kamila Norwida) był austriackim dyplomatą, matka Japonką – Mitsu Aoyama.

Kontakty ojca umożliwiły Richardowi zwrócić uwagę najważniejszych w dwudziestoleciu międzywojennym polityków na swoje idee.

I bankowców.

Jego „nowy wspaniały świat” miał się nazywać Stanami Zjednoczonymi Europy.

Pisał:

„Człowiek przyszłości będzie rasy mieszanej. Dzisiejsze rasy i klasy będą stopniowo znikać ze względu na eliminację przestrzeni, czasu i uprzedzeń. Eurazjatycko-negroidalna rasa przyszłości, podobna z wyglądu do starożytnych Egipcjan, zastąpi różnorodność narodów i różnorodność jednostek. Zamiast niszczyć europejski judaizm, Europa, wbrew jej woli, uszlachetniła i wykształciła tych ludzi, popędzając ich do przyszłego statusu wiodącego narodu poprzez ten sztuczny proces ewolucyjny. Nic dziwnego w tym, że naród który uciekł z getta-więzienia, stał się duchową szlachtą Europy. Tym sposobem litościwa troskliwa Europa stworzyła nową rasę arystokratów. To się wydarzyło, gdy upadła europejska arystokracja feudalna z powodu emancypacji Żydów [z powodu działań podjętych przez rewolucję francuską].”

By ten cel osiągnąć wystarczy tylko, by:

Wszystko co ludzie wszędzie mają zrobić, to ograniczać wskaźnik urodzeń i promować małżeństwa mieszane (między różnymi rasami), to ma na celu stworzenie jednej rasy na świecie, która będzie kierowana przez władzę centralną”.

Czy osoby tworzące „władzę centralną” miałyby podlegać tym samym rygorom, co reszta?

Pytanie z gatunku retorycznych. Wszak Richard udzielił na nie już wcześniej odpowiedzi – rząd światowy przypadnie w udziale „nowej rasie arystokratów”.

A nie euroazjatyckim negroidom.

.

A jak się okaże, że z różnych powodów nie da się zastąpić robotami ludzi w fabrykach („nowa arystokracja” będzie przecież potrzebowała dóbr doczesnych) homoseksualizm będzie znowu zakazany.

I aborcja.

Tak samo, jak w Związku Sowieckim w 1933 roku.

12/13.03 2019