Nieustannie słyszę jak zarówno premier Mateusz Morawiecki oraz posłowie i europosłowie mówią o konieczności zreformowania Unii tak, by stała się ona tzw. Europą ojczyzn czyli wspólnotą państw narodowych. Już w przemówieniu podczas ceremonii powołania nowych ministrów premier Morawiecki powiedział, że celem rządu jest budowanie „podmiotowej Polski w ramach silnej Europy ojczyzn”. Na różnych unijnych spotkaniach przekonywali do swej koncepcji.

Wszyscy kiwają głowami, jest pełne zrozumienie dla naszych argumentów, a Niemcy oraz Francja powoli i systematycznie robią swoje oswajając wszystkich z wizją superpaństwa. Francuski prezydent będąc we wrześniu 2017 r. w paryskiej Sorbonie przedstawił swoją wizję Europy. Chciałby m.in. powstania europejskich sił obrony cywilnej, europejskiego urzędu ds. azylu, wspólnego programu finansowania integracji i szkoleń dla uchodźców, ponadnarodowych list w wyborach do Parlamentu Europejskiego.

Z kolei kanclerz Niemiec Angeli Merkel w listopadzie 2018 r. będąc w PE w Strasburgu mówiła „Powinniśmy pracować nad tym, by pewnego dnia mieć prawdziwą europejska armię”, a podczas konferencji „Parlamentaryzm między globalizacją a narodową suwerennością”, zorganizowanej w Berlinie (21.11.2018) stwierdziła, że „Państwa narodowe powinny być obecnie gotowe do oddania suwerenności”.

Powstanie wspólnej armii europejskiej to dla Niemiec i Francji super sprawa. Będą nią wspólnie dowodzić, i to oni za nas zdecydują kiedy można jej użyć. Dla nas zostanie przyznane jedno lub dwa nic nie znaczące stanowiska w dowództwie, co znając naszych polityków będzie przez nich przedstawiane jako wyraz olbrzymiego znaczenia Polski.

Kolejnym krokiem oswajającym Europejczyków z superpaństwem jest opublikowany 05.03.2019 r. w prasie wszystkich krajów Unii Europejskiej, Manifest Europejski Emmanuela Macrona „Na rzecz europejskiego odrodzenia”. W Polsce opublikowała go „Rzeczpospolita”.

Według niego „europejskie Odrodzenie” polegać ma na „usunięciu wszelkich przejawów mowy nienawiści i przemocy”. Oczywiście o tym co jest mową nienawiści i przemocą będą decydowali „eksperci” wyznaczeni przez zwolenników superpaństwa. Tak więc pod pozorem szczytnego hasła walki z mową nienawiści i przemocą zamiast wolności wprowadzona zostanie cenzura na wszystkie środki przekazu.

Odnośnie imigracji, to należy wprowadzić „jednolitą politykę azylową, z jednakowymi zasadami przyjmowania i odmowy”.

Obecnie chwalimy się tym, że nie przyjmujemy imigrantów. Nie trzeba być jasnowidzem, by przewidzieć, że w nowych traktatach będą takie zapisy które spowodują, iż nikt nie będzie się nas pytać czy chcemy ich przyjmować. Już zwolennicy ich relokacji postarają się byśmy szybko nadrobili zaległości.

To samo będzie z ideologią gender. Na nic zdadzą się protesty rodziców.

Będziemy mieli euro i wielu się zdziwi, gdy pozna siłę swoich finansów.

Macron obiecał, że (…) Do końca roku utworzymy więc (…) Konferencje dla Europy, aby zaproponować wszystkie zmiany niezbędne dla naszego politycznego projektu, bez tabu, nawet bez tabu rewizji traktatów. (…) Zdefiniuje ona harmonogram działań dla UE, przekładając te główne priorytety na konkretne działania”

Nie powinniśmy mieć złudzeń, po rewizji traktatów nowe zapisy stworzą z państw narodowych atrapę. O wszystkim będzie decydowała Bruksela kierowana przez Niemcy.

Po zapoznaniu się Polaków z treścią jego manifestu w którym przedstawione zostały priorytety działań Francji i Niemiec spodziewałam się gorących felietonów, komentarzy polityków, dziennikarzy i ekspertów. Zamiast tego zapanowała głęboka cisza.

Oglądając konwencję PiS w Jesionce (09.09.2019) czekałam na to by premier M. Morawiecki i J. Kaczyński odnieśli się do „europejskiego odrodzenia” Macrona.

Okazało się, że nie tylko żaden z polityków się do niej nie odniósł, ale w zaprezentowanej „Deklaracji Europejskiej” wśród jej dwunastu punktów zabrakło tego najważniejszego – walki o suwerenność państw narodowych tworzących Unię.

Widzę, że politycy PiS jak ognia unikają tematu dotyczącego przyszłości Unii Europejskiej proponowanej przez Francję i Niemcy, bojąc się, że każde ustosunkowanie się do propozycji Macrona będzie wykorzystane do oskarżeń przez opozycję, że dążą do polexitu.

W publicznej telewizji i prasie prawicowej od tygodnia nie znalazłam żadnego komentarza na jego temat, mimo, że jest to jeden z najważniejszych tekstów opublikowanych w ostatnim czasie w Unii.

Miałam nadzieję, że w cotygodniowym programie telewizyjnym „Salon dziennikarski” (09.03.2019) zaproszeni goście odniosą się do propozycji Macrona. Niestety najważniejszymi tematami była „piątka Kaczyńskiego” i jej wpływ na sondaże oraz walka z LGBT.

Uważam, iż przemilczanie manifestu Macrona, który według mnie jest szkicem działań po majowych wyborach do Parlamentu Europejskiego to ogromny błąd. Trzeba Polaków uświadamiać co ich czeka.

Jedyny który miał odwagę odnieść się do planu „europejskiego odrodzenia”, to były szef MON, Antoni Macierewicz. W cotygodniowym felietonie „Głos Polski” TV Trwam (07.03.2019) punkt po punkcie wyjaśniał telewidzom czym grozi jego realizacja. Na koniec zaapelował do wszystkich środowisk narodowych, niepodległościowych i katolickich by się zjednoczyły, w celu wygrania wyborów do parlamentu Unii Europejskiej. Tylko w ten sposób raz na zawsze będzie można odrzucić pomysły prezydenta Francji Emmanuela Macrona.

Foto: biblioteka mediów