Po dwóch miesiącach 2026 r. deficyt wynosił ok. 48,5 mld zł. W połowie marca było to już ponad 80 mld zł.
To nie jest ostrzeżenie. To jest jazda bez trzymanki.
To nie jest budżet. To jest fikcja księgowa
Budżet zakłada ponad 270 mld zł deficytu. Już sam ten fakt powinien wywołać polityczny alarm. Ale nie wywołuje — bo przestaliśmy traktować liczby poważnie.
Jeśli w dwa i pół miesiąca przepala się ponad 80 mld zł, to nie mamy do czynienia z żadnym „zarządzaniem finansami”. To jest systemowe życie ponad stan, wpisane w konstrukcję państwa.
Tu nie ma żadnej strategii. Jest tylko mechanizm:
wydaj dziś → pożycz → przykryj → powtórz.
Najbardziej kompromitujące nie jest to, ile wynosi deficyt. Tylko jak szybko rośnie.
48,5 mld po lutym.
Ponad 80 mld w połowie marca.
To oznacza jedno: dziura nie tylko istnieje — ona eksploduje w czasie rzeczywistym.
Każdy dzień takiego tempa to setki milionów złotych, których państwo po prostu nie ma. I których nie zarobi. Może je tylko pożyczyć.
To już nie jest „korzystanie z długu”. To jest uzależnienie, dług liczony w bilionach, rosnące koszty jego obsługi, coraz mniej pieniędzy na cokolwiek poza spłatą przeszłości.
Państwo działa dziś jak ktoś, kto bierze kolejną pożyczkę nie dlatego, że chce inwestować — tylko dlatego, że inaczej system się zawali.
I najgorsze: to zaczyna być traktowane jako normalne.
Władza Tuska powtarza ten schemat, rozdawać swoim, bo to się opłaca politycznie, zadłużać bo to mniej widoczne, problem przerzucić na przyszłość. A potem padają wielkie słowa o „odpowiedzialności”.
Nie ma tu żadnej odpowiedzialności. Jest tylko krótkoterminowa kalkulacja i długoterminowa obojętność.
To nie jest już pytanie, czy to się wykolei.
Pytanie brzmi: kiedy i jak boleśnie.
Bo matematyka jest nieubłagana — można ją ignorować przez rok, dwa, nawet pięć. Ale nie można jej oszukać.
A kiedy rachunek przyjdzie, nie zapłacą go politycy.
Zapłacą go wszyscy.
I nie będzie to 80 miliardów.
Zostaw komentarz