Jakiś nowicjusz wykupił miejsce w Srebrnym Szerszeniu na trasie Cieszyn-Warszawa (zabieram ludzi na blablacarze, bo wtedy taniej wychodzi przejazd, a czasem można poznać ciekawych ludzi). Dzwoni i pyta czy nie mam nic przeciwko, żeby zamiast niego jechał zapakowany odpowiednio i zabezpieczony „zwierzaczek”. Upewniłem się, że nie chodzi o jakieś agresywne zwierze, które przegryzie klatkę i zaatakuje mnie z tylnego siedzenia w czasie jazdy. Powiedział, że nie, ale nie poinformował o jakie zwierzę chodzi. Nie naciskałem.
Odbieram w Dębowcu pod Cieszynem paczkę ze „zwierzaczkiem”. Facet pyta mnie czy wiem, co będę wiózł. Szczerze odpowiadam, że nie wiem. On mówi, że to wąż (czyt. wonsz), a zasadniczo wężycaa, bo ten człowiek z Warszawy ma węża i chce robić węże dzieci. Zapewnił mnie jednocześnie, że wąż jest niejadowity i odpalił w komórce zdjęcia swoich dzieci bawiązych się z wężycą. Gostek okazał się być pracownikiem ogrodu zoologicznego xD.
Nie ukrywam, że lubię takie porypane sytuacje przełamujące banały dnia powszedniego.
Odbiorca, któremu przekazałem pakunek był wyraźnie szczęśliwy i podniecony.
Zostaw komentarz