Baku, Abu Zabi, Berlin i Moskwa. Historia ostrzega, a Europa znów rozmawia za zamkniętymi drzwiami.

W Polsce trwa nieustanne polowanie na rosyjskie wpływy. Agenci Kremla czają się podobno wszędzie. W komentarzach internetowych, na Facebooku, w wypowiedziach opozycji, w pytaniach o Ukrainę, w krytyce sankcji, a nawet w dyskusjach o cenach paliw. Wystarczy mieć inne zdanie niż aktualnie obowiązujące w rządowych gabinetach, żeby ktoś zaczął podejrzewać, że instrukcje przychodzą prosto z Moskwy.

Donald Trump mówi o rosyjskiej ropie, sankcjach i konieczności negocjacji? Natychmiast pojawiają się oskarżenia o sprzyjanie Putinowi. Ktoś pyta, ile kosztuje Europę odcięcie od tanich surowców? Podejrzane! Ktoś zauważy, że rachunki za energię wykańczają europejski przemysł? Jeszcze bardziej podejrzane! Najlepiej natychmiast sprawdzić, czy przypadkiem nie ma rosyjskiego samowara w kuchni!

A tymczasem w Baku… NIESPODZIANKA! Niemiecko-rosyjskie spotkania przy zamkniętych drzwiach! I to nie jakieś przypadkowe pogawędki turystów przy hotelowym basenie!

Ronald Pofalla, były szef kancelarii Angeli Merkel, CDU. Matthias Platzeck, były przewodniczący SPD i premier Brandenburgii. Po drugiej stronie Wiktor Zubkow, były premier Rosji, przewodniczący rady dyrektorów Gazpromu i człowiek od lat związany z otoczeniem Putina.

I co robią? Spotykają się. Regularnie. Nie raz, nie dwa. Przez ponad dwa lata!

A teraz, Szanowni Państwo, trzymajcie się mocno, bo niemieccy dziennikarze z ARD „Kontraste” i „Die Zeit” ustalili, że to całkiem interesujący kalendarz niemiecko-rosyjskiej przyjaźni!

21–22 kwietnia 2024 – BAKU, AZERBEJDŻAN. Pierwsze udokumentowane spotkanie. Wojna na Ukrainie trwa, Europa nakłada sankcje, a przedstawiciele niemieckich i rosyjskich elit znajdują czas na rozmowy o przyszłości wzajemnych stosunków.

20–21 października 2024 – BAKU. Kolejne spotkanie. Rozmowy o odbudowie kontaktów i przyszłości relacji niemiecko-rosyjskich. Co ciekawe, według dziennikarzy zaproszenie otrzymał również były przewodniczący CDU Armin Laschet, choć ostatecznie nie przyjechał.

13–14 kwietnia 2025 – BAKU. Trzecie spotkanie. Tym razem pojawia się również czynny poseł SPD Ralf Stegner, wcześniej zasiadający w parlamentarnej komisji nadzorującej niemieckie służby specjalne! Człowiek mający doświadczenie w kontrolowaniu służb jedzie na poufne rozmowy z przedstawicielami państwa, którego działania służby te mają przecież obserwować. Cóż za fascynująca turystyka polityczna!

POCZĄTEK LISTOPADA 2025 – ABU ZABI, ZJEDNOCZONE EMIRATY ARABSKIE. Czwarte spotkanie. Tym razem zmiana klimatu i kierunku podróży. Według „Die Zeit” omawiano nawet możliwość wzajemnych wizyt w Moskwie i Niemczech. W rozmowach uczestniczył również Walerij Fadiejew, objęty unijnymi sankcjami za działalność propagandową na rzecz rosyjskiej agresji.

12–14 lipca 2026 – BAKU. Piąte spotkanie! W pięciogwiazdkowym hotelu Four Seasons odbywają się kolejne rozmowy. Tym razem niemieccy dziennikarze osobiście obserwują uczestników. Gdy pytają, o czym rozmawiano, konkretnej odpowiedzi nie otrzymują.

PIĘĆ SPOTKAŃ! PONAD DWA LATA! BAKU, ABU ZABI, BAKU! CDU, SPD, GAZPROM I LUDZIE Z OTOCZENIA PUTINA!

I pomyśleć, że w Polsce wystarczy napisać, że gaz jest za drogi, żeby ktoś zaczął doszukiwać się rosyjskiej propagandy! 😁

Ależ oczywiście! To zapewne zwykła wymiana poglądów. Taka niemiecko-rosyjska integracja europejska, tylko bez udziału reszty Europy. Dawny Dialog Petersburski najwyraźniej przeszedł na ekskluzywny pakiet turystyczny!

I tu zaczyna się prawdziwy kabaret.

Bo kiedy Trump rozważa rozmowy z Putinem, natychmiast słyszymy o zdradzie Zachodu. Kiedy jednak wpływowi przedstawiciele niemieckiego establishmentu spotykają się z rosyjskimi elitami, dowiadujemy się, że to prywatna inicjatywa. Dialog. Budowanie mostów. Troska o pokój.

Amerykanin rozmawia z Rosjaninem? Podejrzenie zdrady! Niemiec rozmawia z Rosjaninem? Europejska kultura dialogu!

Przecież to niemal gotowy podręcznik politycznej gimnastyki artystycznej!

A pamiętacie Nord Stream? Ten wspaniały projekt niemiecko-rosyjskiej przyjaźni energetycznej, który przez lata przedstawiano jako przedsięwzięcie czysto gospodarcze? Polska ostrzegała przed uzależnieniem Europy od rosyjskiego gazu. Ale Berlin wiedział lepiej. Gaz miał być apolityczny, rurociąg pokojowy, a interesy z Moskwą najwyraźniej miały pachnieć europejską solidarnością.

Dopiero kiedy Putin rozpoczął pełnoskalową inwazję na Ukrainę, okazało się, że gazociąg nie jest wyłącznie rurą, a surowce energetyczne mogą być instrumentem politycznego nacisku.

I dziś ci sami Europejczycy, którzy z taką powagą pouczają innych o rosyjskich wpływach, muszą tłumaczyć, dlaczego ludzie z ich własnego politycznego zaplecza nadal utrzymują kontakty z przedstawicielami rosyjskich elit.

A najciekawsze? Według śledztwa ARD niemieckie służby bezpieczeństwa oceniają spotkania jako rosyjską operację wpływu!

No proszę! Rosyjskie wpływy nie zawsze muszą przychodzić w postaci anonimowego konta na Facebooku. Czasami mogą przyjechać eleganckim samochodem, wejść do pięciogwiazdkowego hotelu i zamówić kawę z człowiekiem Gazpromu.

A teraz wyobraźcie sobie, że podobne spotkania zorganizowaliby byli prominentni politycy PiS. Że regularnie, przez dwa lata, spotykaliby się za granicą z ludźmi Putina. Że uczestniczyłby w nich czynny parlamentarzysta mający doświadczenie w nadzorowaniu służb specjalnych.

Potraficie sobie wyobrazić nagłówki? „Kremlowska siatka!”, „Rosyjskie wpływy!”, „Zagrożenie dla bezpieczeństwa Europy!”. Konferencje prasowe, komisje śledcze, eksperci w telewizyjnych studiach i narodowa mobilizacja przeciwko rosyjskiej agenturze!

A tutaj? Niemiecki rząd odpowiada, że spotkania nie odbywały się z jego upoważnienia. Uczestnicy tłumaczą, że chodzi o utrzymywanie kontaktów. Oficjalnie nie wykazano, by prowadzili negocjacje w imieniu Berlina.

I bardzo dobrze. Niech sprawę wyjaśnią dowody, a nie polityczne insynuacje. Tylko może zastosujmy tę samą zasadę również wobec Polaków?

Bo jeśli rosyjskie wpływy są zagrożeniem, to niezależnie od tego, czy ich potencjalnym celem jest Warszawa, Berlin, Bruksela czy Waszyngton.

Nie można z jednej strony tropić agentów Kremla w każdym niewygodnym komentarzu polskiego internauty, a z drugiej udawać, że wieloletnie kontakty niemieckich elit z otoczeniem Putina nie zasługują na równie wnikliwe pytania.

I na koniec mała propozycja dla naszych zawodowych tropicieli rosyjskiej dezinformacji.

Może zamiast kolejny raz przeczesywać Facebooka w poszukiwaniu podejrzanych komentarzy, warto zainteresować się tym, co dziennikarze ARD znaleźli w luksusowym hotelu w Baku?

Bo może się okazać, że problemem nie jest emeryt spod Radomia, który napisał, że gaz jest za drogi, ale stare europejskie układy, które mimo wojny nadal znajdują drogę do ludzi Kremla.

W Polsce rosyjskiego agenta szuka się pod każdym kamieniem. W Baku dziennikarze znaleźli spotkanie z ludźmi Putina pod pięcioma gwiazdkami.

I to jest właśnie europejska komedia polityczna. Tyle że rachunek za jej kolejne akty może być całkiem prawdziwy.

#OkiemPolaka #Baku #AbuZabi #Niemcy #Rosja #Kreml #Gazprom #NordStream #Dezinformacja #Polityka #Hipokryzja #PodwójneStandardy