Słucham premiera Morawieckiego w TVN24… Nie będę go komentował, bo nie o tym chcę napisać. Pan Premier powiedział: „Pacta sunt servanda”. Piękne zdanie i jakie prawdziwe. Tylko mnie jakoś tragicznie smutno, chociaż kilka lat temu, decydując się na ujawnienie, wiedziałem, że tak będzie.

Mój kraj, moja Polska, dla której pracowałem, narażałem się, straciłem jedną rodzinę, zapłaciłem zdrowiem, nerwami i wieloma sprawami, o których nigdy nie napiszę, ta właśnie Polska teraz mnie zabije, ponieważ nigdy nikomu nie wybacza się przeszłej naiwności, w sumie możliwej do zrozumienia, jeśli naiwność ta nigdy nie doprowadziła do zbrodni i została odpracowana z nawiązką. Widziałem to przed wydaniem swojej pierwszej książki, wiążąc się ze stroną, która mnie wykończy. Jeśli tak się stanie, to trudno. Nie skorzystam z propozycji „koleżeństwa”, bo oni nie są dla mnie Polską, chociaż wygrają w tym starciu.

To jest mój jedyny post na temat, którego nie nazywam, ponieważ nie chcę go analizować w sposób prawny, kontrwywiadowczy i w końcu etyczny. Nie odpowiem też na żaden komentarz. Najprawdopodobniej w piątek okaże się czy zostanę ukarany za pracę po roku 1990. Jestem autorem „największego sukcesu polskiego kontrwywiadu”, jak określa to pewien generał, który o sprawie dowiedział się dopiero, gdy wyszła. Mam osobiste podziękowanie premiera (nie będę go zamieszczał). Jestem autorem i wykonawcą jednej z większych spraw kontrwywiadowczych prowadzonych z wywiadem partnerskim. O innych rzeczach nie będę nawet wspominał. W piątek okazać się może, że zostanę za to ukarany.

Nie chodzi mi o lata osiemdziesiąte, o te siedem lat. Zamknąłem to i rozliczyłem się. Nie chcę za nie nic, ani 0,7, ani 0,5, ani 0,1. Nic. Zacząłem 1 sierpnia 1990 roku i chcę, by tylko to było podstawą mojej egzystencji. To samo dotyczy rozszerzenia definicji. Wbrew pozorom zgadzam się z tym, co spowoduje atak na mnie „drugiej strony”. Mam to gdzieś. Rozumiem konieczność historyczną, moralną i etyczną, Zgodzę się nawet na to, że pracujący więzień, morderca, będzie miał za ten okres wyższy przelicznik ode mnie. Tego nie kwestionuję, chociaż uważam, że tak trzeba było zrobić w roku 1990. Niech tak będzie. Ja jednak zostanę ukarany i zmieciony – co już się dzieje, bo nie może w tej sytuacji być pozytywnego przykładu – za to, że odciąłem się w 1990 zupełnie i nie powiązałem swojej służby dla Polski z korzyściami osobistymi, że nie załatwiłem sobie bezpiecznej, pełnej figurantów i źródeł spółeczki, która mnie ochroni i w której będę rechotał na widok takich frajerów jak ja, bo tam mnie restrykcje nie dosięgną, że uwierzyłem w państwo, które zrozumie i zadba o tych, którzy mu służą i dla których jest ono jedynym dobrem. Cóż, przegrałem, a to dopiero początek, gdyż trzeba jeszcze przygotować latarnie.

Zdaję sobie sprawę, że większość z państwa cieszy się z takiego obrotu rzeczy, a ja nie jestem w stanie pokazać, jak błędne jest to rozumowanie. I nie pokażę, ponieważ nikt mnie nigdzie nie wysłucha. Po co zastanawiać się nad racjami jakiegoś Wrońskiego, przeszkadzającego wciąż, upierdliwego esbeka? Trzeba go ukarać, bez względu na wszystko. Pacta sunt servanda. Zniosę nawet, że prawdopodobnego agenta służb rosyjskich, funkcjonariusza od 1994 roku, czy młodego aferzysty, żadna kara nie spotka.

Ten post nie oznacza, iż zmieniłem stronę i jestem przeciw temu, co teraz w Polsce się dzieje. tak się nie stanie, a ja nie przyjąłem kolejnej propozycji rodem z „przeszłości”. Nie! Ja dawno już wybrałem stronę, a od pewnego czasu mogę zwerbalizować ją publicznie. Wierzę w to co wierzę i tego nie zmienią żadne publiczne igrzyska. Boję się tylko, że nie mam już siły na walkę z wiatrakami.

To tyle. Nie ma to nic wspólnego z „histerią”, lecz jedynie pokazuje określony stan świadomości. Więcej nie będę już pisał na ten temat, nawet gdy stanie się faktem. Polska jest rzeczywiście najważniejsza, nawet gdy zabije mnie dla doraźnych korzyści.