Na prawdę chciałbym, by panu Pawłowi Kukizowi udało się wejść do sejmu w takiej sile, która może nie zmieni sceny politycznej, ale poważnie nasz spetryfikowany system naruszy.. I nadal tak uważam mimo wczorajszej wpadki w TV Republika. Nadal też uważam, że ma jeszcze dużą szansę i nawet widzę sposób, który pozwoliłby mu wyjść z impasu Nie podam go jednak z przyczyn oczywistych. Zauważyłem przy okazji dwa skrajne typy zachowań publiczności: pierwszy to obrazić się i zmieszać z błotem osoby przeciwne lub zadające pytania. „Nasz lider jest genialny, a każda krytyka stanowi zbrodnię stanu”. Wydaje mi się, ze takie podejście jest całkowicie sprzeczne z tym, co głosi pan Paweł Kukiz. Drugi typ, to dokładanie mu jeszcze bardziej tylko za samo zachowanie, bez nawet najmniejszej próby analizy jego wypowiedzi. Oba są tak samo błędne. Pan Kukiz wpadł w pułapkę własnego niezdecydowania: czy chce być trybunem ludowym i oprzeć się na zwykłych ludziach, czy chce być kolejnym politykiem i wejść do świata, który tak krytykuje? Taki swoisty paradoks Balzaca. Trybun ludowy, panie Pawle, nie potrzebuje poklasku mediów, świateł reflektorów. Nie musi ładnie wyglądać, niczym zmakdonaldyzowana papka. Za nim stoją ludzie, dla których ów plastikowy świat jest całkowicie obcy, bo muszą lecieć na szóstą rano do ciężkiej pracy, niepewni, czy zapłacą im na czas i czy tą pracę jeszcze mają. To oni winni stanowić siłę pana Kukiza, a nie grupa doradców z tytułami oraz psycholog, który ma ocenić uczciwość danego kandydata. Psycholog? Nie znam psychologa, który by to potrafił, a nawet jeśli taki geniusz się znajdzie, to ocena dotyczy danego momentu. A co dalej? A co w sejmie? Kolejny psycholog? W roku 1989 ludzie, zwyczajni ludzie, uwierzyli i sami stworzyli ikony, by szybko przekonać się, jak „bezpartyjni” teoretycznie spryciarze ich oszukali. Czy teraz musi być tak samo? Panie Pawle Kukiz, to czy ktoś kiedyś był w PO, czy PiS, czy w jakiejkolwiek innej partii, jest absolutnie nieważne. Liczy się człowiek i jego czyny, a nie naklejka. czasem lepiej jest skorzystać z byłych członków, którzy odeszli z jakiegoś ugrupowania, bo nie mogli znieść działań naruszających ich poczucie uczciwości lub patriotyzmu, niż opierać się na bezpartyjnych spryciarzach. Obawiam się, że wielu takich znalazło się w otoczeniu pana Pawła i grają ostro, ponieważ poczuli szansę tylko dla siebie, a nie dla kraju. Obawiam się, a nie sądzę. Tak stało się, w myśl tej zasady, w roku 1989 i później.
Media to nie koncert rockowy. Na taką imprezę kupują bilety ci, którzy lubią muzykę graną przez pana Kukiza. Jak ktoś jej nie lubi, nie kupuje i nie zakłóca koncertu. W mediach bilety mają ci, którzy niekoniecznie lubią rocka. Tu nie będzie aplauzu fanów. I tego trzeba mieć świadomość. Przetestowałem to na sobie w pewnym medium (nieważne jakim; na szczęście żadna telewizja, więc nikt tego nie widział), gdzie młoda dziennikarka nawet nie przeczytała mojej książki, nie chciała jej zrozumieć, a jedynie usiłowała udowodnić mi, że jestem zbrodniarz. Miałem się obrazić i wyjść? Udowodnić w ten sposób, że miała rację? Dyskutować z nią? Nie, przybrałem mądrą minę, zacząłem używać zdań podrzędnie złożonych, pełnych słów uznawanych powszechnie za świadczące o wiedzy/inteligencji/wykształceniu oraz sprowadziłem szybko dyskusję na tematy filozoficzne, będąc przy tym uprzedzająco grzeczny. Oczywiście, że wewnątrz „gotowało się” we mnie wszystko, ale rozstaliśmy się bardzo miło. Ja, co prawda, więcej w tym medium nie będę, ponieważ nadal czuję się obrażony, ale to nie oznacza, że obwiniam dziennikarza. Jego prawem było podjęcie próby zniszczenia mnie, a moim prawem – obrona. Każdy z nas z tego prawa skorzystał.
Mam nadzieję, że pan Paweł wyciągnie właściwe wnioski, a nie „pójdzie w zaparte”. To ludzie są jego siłą, a nie spryciarze z różnych kancelarii (nota bene dziwię się, że ci „doradcy” nie potrafili przewidzieć pytań, jakie mogą być zadane; panie Pawle, na Pana miejscu wywaliłbym ich natychmiast). Życzę mu sukcesu, bo jest potrzebny, ale przede wszystkim życzę mu, by nie zawiódł wszystkich tych, którzy codziennie gniotą się w autobusach i tramwajach, usiłując związać koniec z końcem, pełnych obaw czy stać ich będzie na książki dla dzieci i nowe ubranie.
Dość! Nie chce analizować wszystkiego. Ma pan jeszcze szansę, panie Pawle. Niech Pan z niej skorzysta.

Przypominam mój list do pana Pawła Kukiza (czytajcie TUTAJ).