Pewnie pamiętacie jeszcze niesławne wystąpienia „Ukraińca w Polsce” czyli Igora Isajewa, homoseksualisty z Kijowa, na dodatek obnoszącego się z dumą ze swoim rzekomo żydowskim pochodzeniem? Ten sam, który zalewał strony www wpisami obrażającymi nas jako Polaków, przy okazji szydząc ze świętego Jana Pawła II.
Oj, było tego sporo. Naszego Orła malował w kolory tęczy, Jan Paweł II zamiast słynnych słów Nie lękajcie się u Isajewa mówił deczko inaczej – nie zes.ajcie się. Poza tym polscy patrioci, w szczególności zaś uczestnicy Marszu Niepodległości to byli bez wyjątku naziści. Pluł w stronę Prezydenta Polski, bezcześcił pamięć Lecha Kaczyńskiego…
Apogeum zniewag osiągnął jednak w 2020 roku, kiedy to na facebookowym profilu umieścił zdanie: Zaiste Polsko ty hóju. Sprawa z zawiadomienia m.in. ABW i organizacji prawicowych ciągnęła się do 2022 roku, kiedy to Sąd Okręgowy Warszawa-Praga ostatecznie… uniewinnił Isajewa stwierdzając, że jego wypowiedź – choć wulgarna i prowokacyjna – mieściła się w granicach konstytucyjnej wolności słowa i stanowiła element debaty publicznej oraz krytyki działań ówczesnych władz państwowych.
Jednocześnie sam odgrywał rolę „niewinnej ofiary prawicowych szowinistów”. Podejmował zatem próby doprowadzenia do skazania z art. 212 Kk Jacka Międlara oraz Lucyny Kulińskiej za to tylko, ze określali jego działalność taką, jaką w istocie była.
Na szczęście sądy nie dały się zwieść. W procesie wytoczonym Jackowi Międlarowi zapadł wyrok uniewinniający, zaś sędzia-przewodnicząca stwierdziła wprost, że ostre słowa pod adresem Isajewa były wyłącznie spowodowane jego wcześniejszą prowokacją.
Jacek Międlar szeroko informował o tym w mediach społecznościowych.
– Wygrałem proces z powództwa Igora „Ukraińca w Polsce”. Pozwał mnie za nazwanie go „prowokatorem”, „banderowskim potworem” oraz za stwierdzenie, że „pluje na Polaków”. SO oddalił powództwo w całości. Reprezentowało go 3 prawników (Magdalena Spisak, Jagoda Szaciłowska, Bartłomiej Wojtaszek), mnie zdrowy rozsądek i prawda. Sędzia kategorycznie wskazała, że Ukrainiec świadomie prowokuje Polaków, by wytaczać procesy z powództwa cywilnego, gdyż ma świadomość, że jego wypowiedzi zostaną ostro skrytykowane. Wskazała, że trudno dziwić się „odpowiedzi w mocnym tonie” na jego prowokacyjne wypowiedzi.
Podobnie przegrał z p. Lucyną Kulińską.
Isajew był więc wystarczająco skompromitowany i musiał na chwilę zamilknąć. W 2025 roku powrócił. Tym razem jednak jego działanie jest subtelniejsze. Już nie jest chamem-prowokatorem, którego odór czuć na milę.
Teraz, przy okazji zmieniwszy nazwisko na brzmiące bardziej z żydowska, robi na odcinku komentatora w polskojęzycznym der Onecie. Jego naczelnik, niejaki Bartosch Wenglartschyk, z całą pewnością zna dotychczasowy dorobek Isajewa- Krawetza.
Mimo to (a może właśnie dlatego?) wypuszcza kolejny tekst, w zamierzeniu mający podburzyć Polaków.
W opublikowanym 29 września felietonie Polska traci swój wyjątkowy status w Ukrainie. Resentyment zaczyna wypierać bliskość Krawetz pisze:
Po 2022 r. o Polsce mówiło się w Ukrainie niemal wyłącznie językiem wdzięczności. Otwarta granica, dach nad głową dla uchodźców, broń, wsparcie polityczne i rola Warszawy jako adwokata Kijowa w Europie utrwaliły obraz najbliższego sojusznika — państwa, z którym Ukraina wreszcie zostawiła przeszłość za sobą. Było to tym bardziej odczuwalne, że w pierwszym okresie pełnoskalowej wojny Polska uchodziła także za „głos desperackiej prawdy” na Zachodzie, który wciąż irracjonalnie wierzył może już nie Rosji, ale nadal w Rosję.
Jednak wkrótce język ukraińskiej debaty zaczął się zmieniać. Po blokadzie granicy i wysypywaniu zboża w 2024 r., podbijaniu stawki wokół zbrodni wołyńskiej, odebraniu Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego oraz doniesieniach o atakach na Ukraińców nie chodzi już o kolejny spór dyplomatyczny. Ukraińscy autorzy piszą o utracie złudzeń, politycznym cynizmie i zagrożeniu, które z retoryki przenosi się na ulicę. „Nadmiernie idealizowaliśmy i przecenialiśmy polską przyjaźń. Polska ostatecznie utraciła status adwokata Ukrainy” — podkreśla Petro Herasymenko na portalu zaxid.net. Paradoksalnie — podkreśla — romantyczne złudzenie z 2022 r. przetrwało nawet blokadę granicy, lecz nie przetrwało historii z Orderem Orła Białego.
„Ataki na Ukraińców zostały faktycznie zalegalizowane” — bez ogródek pisze Jurij Panczenko, publicysta od lat zajmujący się sprawami polsko-ukraińskimi, w serwisie European Pravda. Rozczarowanie polityką zagraniczną przeradza się w lęk o fizyczne bezpieczeństwo Ukraińców w Polsce. Panczenko podkreśla, że antyukraińskie nastroje wykorzystywali politycy różnych obozów, w tym środowisko Donalda Tuska.
Isajew-Kravetz zupełnie przemilcza wcześniejsze wystąpienia Zełenśkiego m. in. na forum ONZ, gdzie Polskę określał wręcz jako sojusznika Rosji w wojnie z Ukrainą. Nie zająknął się ani słowem nt. dumpingowych cen „zboża technicznego”, które zaczęło wręcz wypierać nasze z krajowego rynku. Wreszcie, co wydaje się szczególnie teraz oczywistą oczywistością – jednostkowe przypadki ostracyzmu wobec Ukraińców, często zresztą wywołane świadomie przez tych ostatnich, zostały przypisane całemu Narodowi. Natomiast częstsze przypadki ataków Ukraińców na Polaków (w tym nawet zabójstwa) ciągle mają uchodzić za przypadki jednostkowe, za którymi kryje się, być może, długie ramię Kremla. A przecież, gdyby zachować symetrię, równie zasadnie można by przypisywać takie zachowania wszystkim Ukraińcom by w końcu stwierdzić, że przyjechali do Polski tylko po to, by nas wymordować. Logiki obu takich wywodów byłyby bowiem bliźniaczo podobne.
Clou Isajew podaje na samym końcu.
Najgłębsza różnica pojawia się tam, gdzie polska pamięć widzi przede wszystkim zbrodnię przeciwko ludności cywilnej, a ukraińska — jeden z symboli oporu wobec sowieckiego imperium. Uznanie zbrodni i szacunek dla ofiar nie niwelują tej różnicy.
Dla Kulczyńskiego żądanie odrzucenia UPA oznacza wyrwanie z ukraińskiej historii części doświadczenia państwowotwórczego. Setki tysięcy rodzin były deportowane, więzione lub prześladowane przez władze sowieckie z powodu związku — rzeczywistego albo przypisanego — z podziemiem. Pamięć o UPA stała się pamięcią o tych, którzy odmówili uznania władzy sowieckiej za ostateczną. „UPA to ogromna część ukraińskiej historii. Polski w tym sposobie myślenia po prostu nie ma. Nikt nie robił tego ani po to, by Polskę poniżyć, ani po to, by ją pochwalić” — podkreśla dziennikarz.
Na moje pytanie, czym byłaby Ukraina bez UPA, odpowiada: Białorusią — państwem, które nie dostało dostatecznego impulsu do oporu przeciw imperialnej asymilacji.
Mamy zatem dwie rzeczy do zapamiętania. Po pierwsze – nie jesteśmy już „adwokatem Ukrainy”. Jak można się domyśleć w tej roli zastąpiły nas bowiem Niemcy.
Po drugie – Ukraina nie zrezygnuje z UPA, bo bez niej byłaby wzorem Białorusi co najwyżej jakąś Gubernią Kijowską.
A wszystko dlatego, że Prezydent Karol Nawrocki odebrał Zełenśkiemu order.
Obłęd? Czy też świadoma akcja mająca stworzyć propagandowe uzasadnienie wyparcia nas z Ukrainy przez Niemców?
W Kijowie i w Berlinie wiedzą bowiem dobrze, że zgody na czczenie obłąkanych morderców polskich dzieci, kobiet i starców, a tym przecież była UPA, nigdy w Polsce nie będzie.
I nie chodzi tylko o skrajną prawicę. Również ludzie lewicy (por. Leszek Miller) są przeciwko banderyzacji naszego wschodniego sąsiada.
Ale nie chodzi tylko o propagandę niemiecko-ukraińską. Takie teksty, jak cytowany wyżej, implikują bolesną dla Ukraińców prawdę – Ukraina tak samo jak Niemcy po II wojnie światowej nie jest w stanie sama z siebie dokonać samooczyszczenia i porzucenia nazistowskiej przeszłości.
Przecież gdyby nie denazyfikacja Niemiec wykonana pod bagnetami mocarstw zwycięskich dzisiaj mielibyśmy w Berlinie jakiś AdolfHitlerplatz czy inną Himmlerstasse, zaś Horst Wessel Lied byłaby zamiennikiem niemieckiego hymnu. Wszak podobnie jak UPA na Ukrainie NSDAP stanowi ogromną część historii Niemiec w XX wieku.
Tymczasem w Kijowie bezkarnie oddaje się cześć ludobójcom i hitlerowskim kolaborantom.
Putin to wie. I dlatego swoją „specjalną operację wojskową” wszczął właśnie pod hasłem debanderyzacji (denazyfikacji) Ukrainy.
Niestety. Zełenśki przez lata robi wszystko, by stanowisko Putina Świat uznać mógł za zasadne.
30.09 2026
Zostaw komentarz