Klub parlamentarny Kukiz’15 to zgrany zespół ciekawych osobowości. – Osoby, które uważały, że Paweł Kukiz to amator, który wprowadzi do Sejmu przypadkową zbieraninę osób, drugą Samoobronę – już chyba widzą, że się ostro pomyliły. Właśnie nasi posłowie są najbardziej merytoryczni – mówi Paweł Kukiz-Szczuciński, lekarz psychiatra, który zamienił gabinet na korytarz Sejmowy. – Dużo lepiej czuję się w Indyjskiej dżungli niż na korytarzach sejmowych. Nie jestem człowiekiem, którego żywiołem jest biurko i gabinet. Sytuacja, w której jestem obecnie, jest więc z pewnością przejściowa – podkreśla w rozmowie z Krzysztofem Sitko bliski współpracownik lidera Ruchu Kukiz’15.

Krzysztof Sitko: Panie Pawle, czym się Pan zajmuje zawodowo?

Paweł Kukiz-Szczuciński: Na co dzień pracuję na oddziale pediatrycznym jako lekarz pediatra. Jest to 2 specjalizacja którą realizuję, ponieważ jestem również specjalistą psychiatrą. Jestem biegłym sądowym w dziedzinie psychiatrii. Zdarza mi się również prowadzić różnego rodzaju wykłady i szkolenia. Natomiast drugą bardzo istotną częścią mojej aktywności zawodowej jest praca na rzecz Fundacji – jedna opiekuje się sierocińcem na Ukrainie, druga prowadzi ośrodek dla dzieci z rodzin trędowatych w Indiach. Staram się jeździć tam raz do roku i przyjmować pacjentów.

Są to projekty: „Świt życia”  oraz Jeevodaya. Jestem również członkiem rady „Centrum Nie lękajcie się w Krakowie”.

Co zatem skłoniło Pana by zająć się polityką?

– W czerwcu br. Paweł Kukiz – zdając sobie sprawę z ogromu pracy związanej z koniecznością szybkiej budowy list wyborczych – zwrócił się do mnie jako do „fachowca od ludzi ” z prośbą o pomoc w tym projekcie. Zostałem ekspertem Rady Społecznej i pomagałem w weryfikacji kandydatów. Zastosowaliśmy nowatorskie metody – adekwatne do niestandardowego wyzwania.

Po zakończeniu tego etapu starałem się dalej wspierać zespół w kampanii. Było to duże wyzwanie, ostatecznie zakończone niespodziewanym dla wielu sukcesem.

Co to oznacza, że jest Pan fachowcem od ludzi? Krążą o tym już po Polsce legendy. Jak Wasza komisja w parę minut weryfikowała kandydatów na posłów?

– Jestem biegłym sądowym, którego zadaniem jest odpowiedzenie sądowi na pytanie, na ile wiarygodny jest podsądny. W tym celu zadawanych jest szereg pytań. Obserwuje się reakcje, itd. Co do paru minut… Widzi Pan, przede wszystkim stworzyliśmy interaktywną bazę danych, do której spływały ankiety kandydatów. Była tak stworzona, że łatwo było w szybkim czasie uzyskiwać bardzo dużo informacji o danej osobie znajdujących się w sieci. Dziś nikt nie jest anonimowy, ale czasem znajdywanie informacji nie jest proste. Rozmowa, która była zwieńczeniem wcześniejszej analizy, nie trwała kilka minut, w pewnych przypadkach odbywało się nawet po kilka rozmów. W tych procedurach chodziło o odsianie ludzi, których obecność na listach mogła szkodzić projektowi. Oczywiście bardziej dokładnie rozmawialiśmy z kandydatami na czołowe miejsca. Czy podać Panu jakiś przykład?

Tak, może być przykład posła dr hab. Józefa Brynkusa, którego odrzuciliście na przesłuchaniach, a on jednak i tak został posłem…

– Najpierw podam przykład pewnej metodologii. Pojawił się kandydat, który stwierdził, że mieszka w Olsztynie. Były co do tego pewne wątpliwości. Pytałem więc najpierw, czy jest kierowcą, gdy odpowiedział, że jest, wówczas pytałem o oznaczenie literowe rejestracji aut w Olsztynie. Nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie – koniec końców okazało się, że w rzeczywistości nie miał z Olsztynem i tym okręgiem wyborczym wiele wspólnego. W innym przypadku kandydat chwalił się, że jest matematykiem – spytałem go, czy wie kim jest Grigorij Perelmann – każdy matematyk to wie – on nie wiedział, itd., itd. Mieliśmy świadomość, że pojawi się grupa osób chcących nas wprowadzić w błąd i tak było. Rekrutowaliśmy ludzi do parlamentu  – byliśmy więc świadomi wagi zadania.

Co do posła Brynkusa – o ile wiem został jedynką i jest posłem, zresztą prawdopodobnie będzie jednym z najlepszych posłów – to wyjątkowo kompetentny człowiek – nie został więc odrzucony. Tu nie ma żadnych sensacji. Komisja wojewódzka proponowała innego, zresztą również świetnego kandydata, ale decyzja Rady Społecznej była taka, że na szczycie listy znalazł się poseł Brynkus. Osobiście uważam, że był to klasyczny przykład patologii, z którą walczymy promując JOW – że musieliśmy wybierać między doskonałymi kandydatami.

Przy tej okazji chciałbym podkreślić, że nigdy nie pytałem kandydatów o status majątkowy, pytania nie naruszały nigdy niczyjej godności. Mam oczywiście na myśli działania komisji, której ja byłem członkiem, w skali kraju, mogły zdarzać się różne incydenty. Ostatecznie nasza praca zakończyła się wielkim sukcesem – listy nie posypały się – a takie zagrożenie zawsze istnieje. Nieprzychylne media nie wyciągały w trakcie kampanii żadnych dziwnych postaci. Ale przede wszystkim – udało się wybrać fantastyczną grupę posłów, choć oczywiście mnóstwo wartościowych osób się nie dostało. Z pewnością nie byliśmy bezbłędni. Na takie sytuacje naraża nas jednak obecna ordynacja.

Jest Pan wziętym lekarzem, cenionym – zwłaszcza po tej udanej weryfikacji – jak Pan znajduje czas, aby jeszcze udzielać się w Sejmie? Jaka rola przypadła Panu klubie parlamentarnym Kukiz’15?

– To rzeczywiście jest pewien problem. Ograniczyłem nieco swoje obowiązki lekarskie, przynajmniej na kilka miesięcy. Nie przerywam jednak pracy – dalej przyjmuję pacjentów, pracuję jako biegły. Nie kandydowałem mimo licznych sugestii Rady Społecznej – bo nie planuję uzależniać swojego życia od polityki. Przez pewien czas, tych początków, gdy zapada wiele kluczowych decyzji towarzyszę Pawłowi i przyjaciołom z klubu. Jestem doradcą – głównie Pawła Kukiza i Stanisława Tyszki. Blisko współpracuję z Darkiem Pitasiem, którego bardzo cenię.

Duże znaczenie ma fakt, iż jako kraj znajdujemy się w dość kluczowym momencie. Czasy są niespokojne. Za naszą granicą toczy się wojna. Osobną kwestią jest natomiast moje zaangażowanie w Stowarzyszenie. Wydaje się, że po 26 latach powinniśmy starać się usprawnić działanie kraju na wielu polach. Nie uważam, że Polska jest w ruinie, ale też nie uważam, że wobec choćby potężnych nierówności społecznych – nic już nie należy poprawiać – przeciwnie – wydaje się, że po blisko 20 latach przyszedł czas na wprowadzenie zmian w Konstytucji, dostosowujących ją do nowych realiów. I działalność w stowarzyszeniu będzie bardzo ciekawym wyzwaniem.

Pracuje Pan społecznie? Jaki jest pana status w klubie parlamentarnym? Ma Pan etat?

– Co do Pańskiego poprzedniego pytanie – nie mam etatu, natomiast charakter mojej ewentualnej stałej współpracy z klubem nie został jeszcze ostatecznie przesądzony. Rozważam różne możliwości. Z pewnością jednak – nie zamienię swojej dotychczasowej działalności lekarskiej i humanitarnej na pracę pełnoetatową w Klubie.

Czy to prawda, że posłowie korzystają z Pana porad? Jest Pan dla nich wsparciem?

– Wielu posłów zwraca się do mnie z różnymi pytaniami, jako do osoby doskonale zorientowanej w całym projekcie. Jako członek sztabu centralnego znam bardzo dużo różnych uwarunkowań. Niewątpliwie mam sporą wiedzę dotyczącą zasobów kadrowych. Z uwagi na wcześniejszą działalność społeczną, znam również wielu krajowych, a w pewnych przypadkach i międzynarodowych uczestników życia społecznego. Przed laty blisko współpracowałem z kard. Stanisławem Dziwiszem, było to dla mnie okazją do poznania wielu bardzo interesujących osób. Kontakty nieformalne pomagają w polityce.

Ma Pan świadomość jak ważna jest Pana misja. Rozmowy z fachowcem są niezbędne, zwłaszcza w trudnych, pełnych napięcia, sytuacjach. Czy można ujawnić, o co najczęściej pytają Pana, Posłanki lub Posłowie z klubu Kukiz’15?

– Najczęściej? Czemu noszę szalik. A na serio, ja jestem przede wszystkim doradcą Pawła Kukiza, marszałka Tyszki. Wiele czasu w kampanii spędziłem z Kornelem Morawieckim. Blisko współpracowałem z Piotrem Apelem i Jakubem Kuleszą. Pytania dotyczą głównie spraw bieżących. Atmosfera w klubie jest bardzo serdeczna. Ludzie się w zdecydowanej większości bardzo lubią i szanują. Oczywiście dochodzi również do konfliktów, to normalne w dużej i barwnej zbiorowości. Dla części osób jestem też zapewne osobą zagadkową.

Będzie Pan z posłami w czasie całej kadencji?

– Moją misją jest przede wszystkim działalność humanitarna. W szczególności ochrona dzieci. Oczywiście uczestnictwo w takim projekcie, daje możliwości, których nie ma wiele osób. Będę starał się inicjować lub wspierać dobre projekty, natomiast z całą pewnością tak intensywna obecność w Sejmie jak obecnie jest przejściowa. Ja dużo lepiej czuję się w Indyjskiej dżungli, niż na korytarzach sejmowych. Nie jestem człowiekiem którego żywiołem jest biurko i gabinet. Sytuacja, w której jestem obecnie jest więc z pewnością przejściowa.

Czy jest jakaś szansa na wyleczenie człowieka i na jakim etapie są badania naukowe nad schizofrenią, są wprowadzane jakieś nowe leki? W Pana opinii, temat schizofrenii się rozwinął czy stanął w miejscu? W mediach nie mówi się zbyt mało o zaburzeniach osobowości? Borderline jest uleczalna?

– Schizofrenia jest chorobą występującą  w różnych postaciach. W ok 30 % przypadków, uzyskuje się bardzo dobrą odpowiedź na leki, w części przypadków – tzw. lekoopornej schizofrenii – rzeczywiście trudno uzyskać reemisję. W ostatnich latach wprowadzono cała serię tzw. Neuroleptyków II generacji – jak np. Olanzapina. Prace trwają non stop. Psychofarmakoterapia idzie naprzód. Natomiast nadal nie znamy precyzyjnej odpowiedzi na wiele pytań – np. czemu od dawna w populacji utrzymuje się stała liczba chorych – 1 % populacji, mimo iż ta choroba bardzo obniża dzietność. Intrygujący jest również równomierny globalny rozkład zachorowalności – rzecz rzadka w medycynie. Ciekawe jest również, iż choć wyzwalaczem choroby jest stres – to w rejonach konfliktów i w okresach wojny nie notujemy zwyżki zachorowań. Z pewnością schzofrenia jest niezwykle zagadkową chorobą. Czy osobowość.

Proszę jednak zwrócić uwagę, iż większości chorób nie jesteśmy w stanie definitywnie wyleczyć – jak łuszczyca, astma, cukrzyca, padaczka, nadciśnienie tętnicze. Co do osobowości borderline – generalnie zaburzenia osobowości leczą się bardzo trudno. W przypadku borderline – szczególnie. Stosuje się połączenie farmakoterapii – głównie leków z grupy inhibitorów zwrotnego wychwytu serotoniny, oraz psychoterapię. Szczególnie ważna jest psychoterapia. Oczywiście przypadek przypadkowi nierówny i pytanie co znaczy wyleczyć. Ale generalnie – jest do bardzo duże wyzwanie.

Czy osobowości BPD i NPD są niebezpieczne?

– Borderline jest autodestrukcyjna i toksyczna dla otoczenia. Kiedyś spotkałem się ze skrajnym przykładem kobiety, która świadomie zaraziła się HIV, cięła się i atakowała w ten sposób otoczenie. Ale to skrajność. Narcystyczna, może często się przenikać z Borderline. Tacy ludzie są przede wszystkim niebezpieczni dla siebie i najbliższej rodziny, najbliższych współpracowników. Natomiast najniebezpieczniejszym typem jest osobowość dyssocjalna – tu klasycznym przykładem był niejaki Richard Kukliński (nie mylić z Ryszardem Kuklińskim – naszym bohaterem). Richard Kukliński znany jako Ice Man – był skrajnie niebezpieczny.

Czy tendencje symbiotyczne i narcyzm mogą występować u jednej osoby? Czy mogą współistnieć?

– Tak, oczywiście. Wbrew pozorom – znam takie przypadki, ale to wynika z faktu, że nie istnieją „czyste” typy osobowości. Zawsze jest to jakaś mieszanka. Osoba narcystyczna w gruncie rzeczy jest oczywiście osobą słabą wewnętrznie. I taka osoba może się również uzależnić od drugiego człowieka. Więc jedno drugiemu nie wadzi.

Czy każda osobowość borderline ma w sobie narcyzm?

– Myślę, że w medycynie niemal nie istnieje słowo zawsze. To są wszystko pewne umowne ramy. Generalnie – temat rzeka.

W jakim okresie życia powstają zaburzenia osobowości?

– Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Szczególnie że system klasyfikacji chorób w USA / DSM IV i V / oraz system europejski: ICD – 10 inaczej to traktują. Ale generalnie we wczesnych fazach życia – dzieciństwie, młodości. Tu jednak mówimy o zagadnieniach nieco nieostrych i mogą być różne szkoły.

Polityka jest jak narkotyk? Istnieje problem uzależnień narkotykowych lub alkoholowych wśród polityków waszego ugrupowania? Czy któryś z posłów cierpi na DDA? Słyszał Pan coś o tym?

– Pewnie dla  niektórych polityka jest  jak narkotyk. Ja w Sejmie nie występuję jako lekarz. Tak jak Joakin Navarro Vaals, który był psychiatrą – nie wykonywał tego zawodu w Watykanie – tylko był rzecznikiem Stolicy Apostolskiej. W Sejmie jest inny psychiatra – Bogdan Klich i o ile wiem ma również inne zadania. Czy ktoś cierpi na DDA? Nie wiem. Gdyby nawet – nie miało by to żadnego znaczenia. To prywatne kwestie.

Na korytarzach Sejmowych mówi się, że „wycinacie” posłów w klubie Kukiz’15 razem z  Panem Dariuszem Pitasiem, jak któryś wam podpadnie to jest na czarnej liście rankingowej. Podobno, to Pan i „Ojciec dyrektor”  rządzicie klubem, a nie Paweł Kukiz. To prawda, czy taka jest faktycznie wasza rola?

– Tylko osoba kompletnie niezorientowana może uważać, że Paweł Kukiz nie rządzi klubem. A kogo wycięliśmy?

Mówi się, że Janusza Sanockiego…

– Janusz Sanocki to bardzo inteligentny i kreatywny człowiek. Natomiast polityka jest grą zespołową. W tej sprawie oświadczenie wydał rzecznik klubu – Jakub Kulesza i nie należy doszukiwać się drugiego dna. Właśnie jestem po lekturze Newsweeka, w którym rzeczywiście poseł Sanocki przypisuje mi i Dariuszowi jakieś nadludzkie moce, ale proponuję to włożyć między bajki. Zbliżają się święta, i mogę korzystając z okazji życzyć Januszowi wszystkiego najlepszego.

Ponoć ma Pan swoistego bzika na punkcie służb specjalnych i podsłuchów oraz ludzi prowadzonych na agenturalnej smyczy. To prawda, czy tylko celowo puszczana plotka?

– Nie jestem zwolennikiem spiskowych teorii, nie doszukuję się wszędzie podsłuchów itd. Natomiast choćby sprawa „nagrań u Sowy” pokazała, że polityka to nie jest” szkółka niedzielna „. Klub Kukiz 15 zrzesza 10 % wszystkich posłów w Sejmie – są to wyłącznie debiutanci. Jeśli „u Sowy” sami ministrowie, stare polityczne wygi dali się nabrać jak dzieci, to co tu mówić o grupie niedoświadczonych osób. Dlatego w konsultacji z fachowcami uczulaliśmy posłów Kukiz’15 – by np. nie przyjmowali od nieznanych osób w prezencie urządzeń elektronicznych, byli ostrożni w korzystaniu z zaproszeń ambasad, osób których nie znają, itd. I nie chodzi tu tylko o działalność obcych wywiadów, ale może nawet przede wszystkim – działalność grup przestępczych. Mówimy nie o grupie radnych a o grupie posłów. I to w okresie, gdy za naszą wschodnią granicą toczy się wojna. Osoby, które uważały, że Paweł Kukiz to amator, który wprowadzi do Sejmu przypadkową zbieraninę osób, drugą Samoobronę – już chyba widzą, że się ostro pomyliły. Właśnie nasi posłowie są najbardziej merytoryczni a my staramy się ich chronić również uczulając na kwestie poruszane przez Pana.

Jak widzi Pan swoją rolę w stowarzyszeniu „Na rzecz Nowej Konstytucji Kukiz’15”, które powołaliście do życia. Czy to taka przykrywka do „ciągnięcia” kasy od ludzi biznesu? Czy z tego powodu ma być to stowarzyszenia a nie partia, bo partie mają zakaz finansowania przez świat biznesu i zagraniczne podmioty?

– Jak Pan zapewne wie, Paweł Kukiz zdecydował, że nie będzie uczestniczyć w procederze, który potępia, a który polega na ściąganiu ogromnych pieniędzy od podatnika. Gdyby K’15 było partią – spłynęło by na jej konto ok. 40 mln zł. Wobec powyższego – by tworzyć ruch należało przyjąć inne rozwiązanie – założyć stowarzyszenie. Zarzut, że chodzi o pieniądze jest więc w świetle tych faktów absurdalny. Szczególnie, że partie otaczają się różnego rodzaju fundacjami itd. i w ten sposób ściągają kolejne środki.

Natomiast odnośnie mojej roli – jak wspomniałem wcześniej – chcę by stowarzyszenie pamiętało o najsłabszych, wspierało projekty humanitarne. Odnośnie samych zmian w konstytucji – zdecydowanie zamierzam wspierać koncepcje oddawania Państwa Obywatelom – referenda, konsultacje społeczne, bezpośrednie wybory sędziów. Nie wyobrażam sobie, by ruch, do którego należę, cechowała ksenofobia, nietolerancja, nawoływanie do wykluczenia kogokolwiek.

Zmienił Pan swoje imię i nazwisko. Co było tego powodem?

– Nigdy nie zmieniłem imienia. Nie zmieniłem też nazwiska, jedynie z żoną, przed 16 laty obydwoje przyjęliśmy nazwiska dwuczłonowe, by w ten sposób podkreślić szacunek do korzeni każdego z nas. Takie nazwiska noszą nasze dzieci. Z tego min powodu – nie kandydowałem w wyborach, bo sytuacja w której ludzie zagłosowaliby na mnie z uwagi na zbieżność nazwiska z liderem – była sprzeczna z moimi zasadami. W pełni popieram tu stanowisko senatora Cimoszewicza.

Nigdy nie uczestniczyłem w żadnych wyborach, i oczywiście 16 lat temu do głowy mi nie przyszło, że nazwisko może stać się „polityczne”. Starem się zresztą, kiedy mogę, używać wyłącznie nazwiska rodowego, jak Pan widzi, na FB nie używam członu Kukiz. Wielu moich przyjaciół z dawnych lat nie wie nawet, że mam podwójne nazwisko. Wreszcie, podczas pracy za granicą – nazwisko Kukiz jest wygodne – łatwo je wymówić.

Czym prywatnie zajmuje się Paweł Kukiz-Szczuciński? Jakie ma hobby, zainteresowania, co lubi i jak spędza wolny czas?

– Uwielbiam muzykę, dużo podróżuję. Dużo czytam. Ale moją największą pasją są Tatry. A szczególnie ulubionym miejscem – schronisko na Hali Kondratowej. Powracam tam często jak mogę, a jak nie mogę to myślami. Bardzo lubię też Pieniny, szczególnie przełom Dunajca. Przed laty uprawiałem sporty walki, teraz niestety brakuje mi na to czasu. Uwielbiam się również uczyć obcych języków.

O czym Pan marzy?

– O miesiącu urlopu gdzieś daleko.

Czego mogę Panu życzyć?

– Życzę wszystkim – by opadły niepotrzebne emocje i konflikty wygasały, a nie eskalowały.

Dziękuję za rozmowę.

Paweł Kukiz-SzczucińskiPaweł Kukiz-Szczuciński, absolwent warszawskiego L.O. im Stefana Batorego, lekarz, działacz sektora NGO, doradca Pawła Kukiza, członek zarządu Stowarzyszenia na rzecz Nowej Konstytucji.