To czerwone to aż drażni i tu wolno tylko chwalić!

Panele: 1. Odwaga, wizja, pieniądze 2. Aleje i pierzeje czy miejskie autostrady. 2 prowadzących, 12 dyskutujących.

Warto zauważyć, „Ludzie” są na 1-miejscu. Słusznie, bo ludzie, mieszkają, kręcą się jak mrówki w wielkim mrowisku… Są władze, które nieomylnie rządzą i b. często błądzą, ale mają rację!!!
Pierwszy prowadzący nawet rzucił problem pod koniec pierwszej części: „ale to miasto zwiedzają też ludzie…” szkoda, że nie podkreślił, że po to jest architektura, zabytki ich piękno i troska o nie!
Byli nawet m.in.: p. Taraszkiewicz – dziekan wydziału architektury politechniki, Duch (żywy człowiek!) – dyrektor wydziału architektury…, Bielawski – z-ca prezydenta miasta…
Ten ostatni z pół roku temu na spotkaniu z przewodnikami powiedział, że „ ma moją książkę (Kompromitacja … Gdańska i … ministra kultury!) i że bardzo utkwiła mu w pamięci!

Chętnie bym mu powiedział, że mnie też utkwiło w pamięci, że członkowie zarządu i radni za pokwitowaniem dostali po 1 egz., aby się zapoznać i zacząć działać, aby dokonać korekty super spieprzonej restauracji przepięknego kiedyś zabytku Bramy Długoulicznej/Langgasser Tor z głupoty przemianowanej na Złotą no i rozkradli te książki mnie nie płacąc ani złotówki, za lata badań, napisanie i druk. Widziałem, że patrzył na mnie wzrokiem jak na bandytę, a dla mnie to on jest współmordercą demokracji i oszustwa mieszkańców Gdańska broniąc tej zmasakrowanej bramy!
Chyba też nic z niej nie zrozumieli, bo nic nie zrobili i wstydzili się mnie zaprosić z wykładem, abym im wszystko wyjaśnił, wg mnie to chyba tępacy, tchórze i złodzieje!

Tematu zabytków nikt nie podjął. Skorzystałem z okazji i zabrałem głos podkreślając, że tą kompromitacją ośmieszamy się na cały świat i nasze dzieci, młodzież uczymy jak kłamać i bezcześcić piękno.
Widziałem twarze niektórych wpatrzone we mnie, bo chyba 1 raz usłyszeli,
że na tej bramie jest 8 figur alegorycznych i żadna z nich nie wygląda tak jak powinna, są nawet błędy ortograficzne, niewłaściwa kolorystka.
Parę razy udało mi się głos zabrać, gdy był prezydent miasta Adamowicz, to ktoś z jego sługusów krzyczał: ZAMILCZ !!! Tu takiego nie było, tylko jeden chyba miejski sługus krzyknął „to nie na temat!” Nawet jeden z referujących krótko, anemicznym głosem też tak powiedział.
Cóż Gazeta Wyborcza od razu stanęła w obronie oportunistów na czele z Michnikiem obrońcą zbrodniarza Jaruzelskiego.
Próbowałem niektórych wciągnąć do dyskusji w czasie przerwy i po dyskusji, ale beton jest betonem, a układy zobowiązują do obrony destrukcji komunistycznej.
Ucieszyłem się, chyba za szybko, gdy redaktorzy Gazety obiecali mi, że chętnie będą pisać o tej bramie i zaprosili mnie do siebie na rozmowę. Ja zastępcy Jamrożowi zaproponowałem, a może Wy obaj wpadli byście do mnie i ja pokaże Wam mój warsztat naukowy przebogaty w literaturę ikonografię itd. Nie, odpowiedział z-ca niech pan przyjedzie do nas. Wymieniliśmy wizytówki.
Następnego dnia zadzwoniłem, usłyszałem „szef jest zajęty – może jutro?” Dobrze powiedziałem. Następnego dnia usłyszałem: „ mam dziś wolne – może jutro?”
Pokornie zaaprobowałem. W to kolejne jutro dzwoniłem od 9.00 do 15.30 siedem razy i z-ca red. nacz. GR, ani razu nie odebrał telefonu i nie oddzwonił… Zaśpiewałem sobie niemiecki szlagier : Ich mache keine Kommentare! (Nie robię komentarzy!)
Michał Jamroz wystraszył się, że może coś sCHRZANić i choć nieelegancko, ale wycofał się z niewygodniej dla władz dyskusji ze mną.

Cóż – pomnę pierwsza Gazeta Wyborcza w Gdańsku, wtedy nazywająca się Gazeta Morska w 1998 roku obsmarowała mnie na pierwszej stronie (3/4 strony) dodatku sobotnio-niedzielnego pod ładnym tytułem, a ośmieszającą mnie treścią. Chyba inicjatorami artykułu był prezes PTTK Stanisław Sikora i nie orzeł tylko wróbel literacki Jacek Friedrich, bo te nazwiska w treści też występuje, a obaj mnie znają – recenzowałem ich publikacje. Zasugerowałem, aby mnie przeproszono. Wyśmiano mnie sugerując sąd.
Zatem złożyłem pozew. W pierwszej instancji wygrałem bez adwokata! Gazeta założyła rewizję! Też wygrałem! Mając pieniądze społeczne Gazeta w niosła kolejną rewizję do Sądu Najwyższej instancji.
I padalcy sługusy postkomunizmu przeprosili mnie po 4 latach w 2002 roku na 2 stronie drobnym drukiem w 3 linijkach i wypłacili mi kilka tysięcy odszkodowania.

Chyba dzisiaj nie chcą ze mną zaczynać, bo na pewno by nie wygrali kłamstwem, a pracę mogli by stracić…

Franciszek Krzysiak – pasjonat zabytków gdańskich i dysydent.