W dniu 7 lipca 2019 r zwiedzaliśmy miejsca i obiekty poruszając się metrem moskiewskim. Idea jego budowy pojawiła się w XIX wieku, ale umarła po wyraźnym sprzeciwie cerkwi, która miała skomentować, że człowiek będzie sam siebie poniżał, schodząc do piekła. Według wersji oficjalnej, powodem był brak środków.

Decyzje o jego budowie podjęto w 1932 roku. Do pracy zostali zaproszeni specjaliści z Anglii, których potem odesłano z powrotem, bowiem podejrzewano ich o szpiegostwo.

Pierwsze lata budowy to prowizorka (brak planów i badań geologicznych), wypadki. Z kosztami ludzkimi nikt się nie liczył. Robotnicy otrzymywali jako wypłatę 2 kg chleba dziennie. Prace przeciągały się przez brak wiedzy technicznej. Budowa rusza pełną parą dopiero po sprowadzeniu z łagrów zagranicznych specjalistów i zakupie na Zachodzie tarczy do drążenia tuneli (która przed skierowaniem do pracy została rozebrana na części i skopiowana).

Początkowo władze chciały by stacje były substytutami cerkwi, które przed wojną były masowo wyburzane. Ich wielkość i wysokie sufity miały dawać sowieckim ludziom poczucie małości które powinni odczuwać tak jak wchodząc do cerkwi.

Podczas budowy nie żałowano pieniędzy, dzięki czemu uważane są za jedne z najpiękniejszych na świecie. Ich wnętrza przypominają pałace – posadzki pokrywają granitowe płyty, ściany ceramiczne mozaiki i marmury, a z sufitów zwisają misterne żyrandole. Dotyczy to przede wszystkim stacji znajdujących się w centrum stolicy.

W czasie wojny na stacji Majakowskaja zbierał się komitet centralny partii ze Stalinem na czele. Podłogę przykryto czerwonymi dywanami, wagony przerobiono na bufety, w przejściu podziemnym uruchomiono szatnię. Bywała też salą koncertową – ponoć ma niesamowitą akustykę.

Metro moskiewskie należy do najbardziej rozbudowanych systemów kolei podziemnej na świecie. Pierwsze 13 stacji zostało otworzone w maju 1935 roku. Obecnie – to około 300 km długości i 200 stacji na 13 liniach. Co roku linie są wydłużane, powstają nowe stacje. W ciągu doby 8-10 mln osób korzysta z około 4,5 tys. wagonów które wykonują 10 tys. przejazdów. Na niektórych stacjach w godzinach szczytu pociągi podjeżdżają co kilkadziesiąt sekund. Za dnia jeżdżą ze średnią prędkością 40 km/h, w tunelach około 80 km/h, a w nocy osiągają nawet 120 km/h.

Stacje w kierunkach prowadzących do centrum miasta zapowiadane są przez głos męski, a w odwrotnym kierunku – przez damski.

Oprócz metra cywilnego, w Moskwie funkcjonuje także system kolei podziemnej dla najwyższych urzędników państwowych, w tym prezydenta Rosji, znany jako Metro-2 lub D-6.

Najbliżej położona stacja metra znajdująca się w pobliżu naszego hotelu (ok 300 m) nosiła nazwę Partizanskaja (wcześniej Izmajłowskaja i Park Izmajłowski) oddana do użytku w 1944 r.

Po przejściu przez kolumnadę weszliśmy na jej teren. Jest ona stosunkowo płytka. Jej wystrój związany jest z bohaterami walki z niemieckim najeźdźcą. W przedsionku znajduje się monumentalna rzeźba przedstawiająca grupę partyzantów z bronią w dłoniach.

Ponieważ nie posiada ona schodów ruchomych, by wejść na peron musieliśmy pokonać kilkadziesiąt marmurowych schodów prowadzących w dół. Schodząc powoli uderza widok rzędów kolumn pokrytymi brązowymi płytkami ceramicznymi, natomiast górna część ścian nad torami pokryta jest białym marmurem, a dolna podobnie jak kolumny płytkami ceramicznymi.

Na początku każdego rzędu kolumn umieszczone są po posągu dwójki partyzantów:

Zoi Kosmodiemjanskiej, radzieckiej partyzantki, czerwonoarmistki która z oddziałem otrzymała zadanie spalenia 10 osad i wsi nie przejmując się jej mieszkańcami. Po likwidacji oddziału przez Niemców sama postanowiła wykonać zadanie. Złapana, po wielu torturach została powieszona. Była pierwszą kobietą, która otrzymała tytuł Bohatera Związku Radzieckiego.

Z kolei Matwiej Kuźmin, który pojmany przez Niemców i zmuszony by pokazał im drogę na tyły wojsk radzieckich na wzgórzach małkińskich, poprowadził ich prosto pod ogień karabinów maszynowych radzieckich żołnierzy. Niemiecki oddział został zniszczony, jednak Kuźmin został przedtem zabity przez Niemców.

Na mnie ta stacja metra wywarła ponure wrażenie, jest surowa i smutna.

Następną stacją którą zwiedzaliśmy w drodze do Starego Arbatu, była Plac Rewolucji (Площадь Революции). Nazwana od pobliskiego placu Rewolucji.

Jest klasycznym przykładem architektury socrealizmu. Nowocześniejsza niż poprzednia Partizanskaja, posiada schody ruchome, ściany są wyłożone czerwonym marmurem. Powiedzieć, że nie należy do najpiękniejszych to mało, według mnie jest brzydka.

Przez środek peronu biegnie pylon w którym jest 18 łukowatych przejść do naw z torami. Pomiędzy łukami znajduje się 76 rzeźb z brązu przedstawiających lud sowiecki symbolizujących jego chwalebną przeszłość i wielką przyszłość. Ich postacie odzwierciedlają „idealnych” członków socjalistycznego społeczeństwa, mających budować zupełnie nowy kraj i wznieść go na wyżyny opisane w utopijnych księgach. Jej wygląd zrobiony został „na zamówienie” rządu Stalina. Podobno architekt był przeciwny, ale zbyt wiele do powiedzenia nie miał.Tu znajdowała się płaskorzeźba „Stalin i Konstytucja”, którą pod pozorem walki z kultem jednostki usunięto.

Będąc na peronie obserwowałam jak kilka osób podchodząc obok psa pogranicznika głaska go po pysku na szczęście. Wzięcie miał też kogut stojący obok gospodyni. Od dotykania dotykane części straciły swą patynę i zmieniły kolor na jasny. Nie widziałam by ktoś dotykał sołdatów i kołchoźnika. Widocznie nie przynoszą szczęścia.

W naszej grupie największym powodzeniem cieszył się pysk psa. Również i ja z mężem go pogłaskaliśmy i podeszliśmy do koguta. Ponieważ opinie się różnią, która rzeźba faktycznie przynosi szczęście, na wszelki wypadek można dotykać wszystkich po kolei, któraś na pewno będzie szczęśliwa.

Kolejną stacją była stacja Arbat. Posiada drugi pod względem długości peron. Jej wnetrze wyróżniała się lekkością którą nadawały jej żyrandole, białe łukowate sklepienie i kolumny harmonijnie kontrastujące z ceglano-szarą podłogą. Kiedyś była tutaj mozaika przedstawiająca Stalina.

Ostatnią stacją którą zwiedzaliśmy była stacja Smoleńska.

Jest to jednopoziomowa stacja typu pylonowego z trzema komorami i jednym peronem. Na bokach w środkowej nawie przymocowano świeczniki o specjalnej konstrukcji, a pozostałe oświetlenie przy suficie zostało ukryte. Podłogi wyłożono szarym grafitem. Ściany nad torami pokryto białymi płytkami ceramicznymi i czarnymi poniżej płaszczyzny peronu. Na końcu głównej nawy znajduje się koszmarna marmurowa płaskorzeźba przedstawiająca obrońców ojczyzny. Stacja podobnie jak poprzednie, nie zapierała tchu w piersiach, gdyż na trasie naszego zwiedzania nie było tych najpiękniejszych (Komsomolskaya, Novoslobodskaya, Belorusskaya, Kievskaya, Taganskaya)

To z niej udaliśmy się do znajdującego się nieopodal Starego Arbatu, o którym tak pięknie śpiewał Bułat Okudżawa.

Ta spokojna spacerowa uliczka, położona w centrum miasta na zachód od murów Kremla. Powstała w XV stuleciu jako część drogi wiodącej z Kremla do Smoleńska. W czasach komunistycznych Stary Arbat łączył Kreml ze słynną „szosą rublowską” – miejscem, gdzie znajdują się ekskluzywne wille najbogatszych mieszkańców Moskwy. Jeździł nią ze swojej willi do Kremla Józef Stalin (1878-1953), oraz działacze rządowi. Mimo to ulica bardzo podupadła. Pod koniec lat siedemdziesiątych ubiegłego stulecia zapadła decyzja o jego przebudowie i przekształceniu w deptak.

W okresie pierestrojki była miejscem manifestacji politycznych i spotkań nieformalnych ruchów młodzieżowych (hipisi, punki). Pozostałością po tych czasach jest ściana pamięci kultowego piosenkarza Wiktora Coja na rogu Arbatu i pierieułka Krzywoarbackiego.

Panuje tu niezwykły klimat, bowiem jest to miejsce pracy wielu ulicznych grajków i malarzy wystawiających swoje prace na sprzedaż, oraz poetów amatorów czytających swoje wiersze pod pomnikiem rosyjskiego poety i dramaturga Włodzimierza Majakowskiego (1893-1930). Tu mieszkali i tworzyli Tołstoj, Garczyn, Buhłakow. Ta ok. 2 kilometrowa ulica często była opisywana w utworach literackich. Arbat stał się obok Kremla i Placu Czerwonego jednym najchętniej i najczęściej odwiedzanych miejsc przez turystów przebywających w mieście.

W okresie międzywojennym wyburzono większość okolicznych cerkwi, a na jednym końcu ulicy pojawił się stalinowski wieżowiec

Większość stojących przy ulicy budynków pochodzi z początków XX wieku i stanowi przykłady architektury secesyjnej oraz konstruktywistycznej.

Idąc powoli ulicą pierwszym obiektem historycznym jaki zobaczyliśmy był seledynowy dom A.Puszkina i jego żony Natalii Gonczarowej, który wynajmowali od stycznia do maja 1831 r. na początku ich małżeństwa, przed wyjazdem do Petersburga

Na ścianie umieszczona jest tablica informująca o tym, iż mieszkał w nim poeta. Obecnie jest w nim muzeum poety. Przed domem stała nieduża galeria z obrazami na sprzedaż o różnej tematyce. Przeważała typowa martwa natura i pejzaże. Gdy na nie patrzyłam to żaden mnie nie zachwycił.

W innym miejscu swoje punkty mieli artyści malarze którzy na poczekaniu chętnym wykonają portrety.

Z pod domu Puszkina przeszliśmy do znajdującego się nieopodal pomnika Puszkina z żoną. Jest naprawdę ładny, niestety szpeci go oprawa w postaci namalowanych kolumn. Prawdziwy koszmar.

Jeszcze jeden pomnik A.Puszkina znajduje się na pobliskim skwerku tuż za cerkwią

Spacerując doszliśmy do najbardziej obleganego monumentu na Starym Arbacie, niezbyt ładnego pomnika sławnego rosyjskiego barda pieśni lirycznych i satyrycznych Bułata Okudżawy. Stoi on obok domu w którym mieszkał.

Jest on oprócz pomnika A.Puszkina najczęściej odwiedzanym i fotografowanym monumentem.

Następnie dotarliśmy do teatru im. Wachtangowa, przed którym stoi złoty posąg księżniczki Turandot.

Kolejnym ważnym punktem na trasie naszej wędrówki po Arbacie była cerkiew Przemienienia Pańskiego.

Gdy do niej dotarliśmy okazało się, że ta biała niewielka świątynia urocza zarówno z zewnątrz jak i wewnątrz ma ciekawą historię.

Pierwsza była budowlą drewnianą co najmniej do 1657. Na początku II połowie XVII w. zastąpiono ją murowaną. Po rozwiązaniu pułków strzeleckich stała się cerkwią parafialną. W 1752 została odremontowana po pożarze, w którym zniszczeniu uległ jej dach, zaś w 1763 urządzono w niej trzeci ołtarz św. Michała Archanioła.
W 1812 r. została zdewastowana przez wojska Napoleona, a następnie spalona i jednak już w 1814 przystąpiono do jej odbudowy. W 1836 ponownie ją wyremontowano. W ostatniej dekadzie XIX w. wykonano w obiekcie nowe freski.

Po wybuchu klęski głodu na Powołżu w kwietniu 1922 w ramach walki z nim nastąpiły konfiskaty majątku ruchomego Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego. Wówczas parafii odebrana została znaczna część wyposażenia: naczynia liturgiczne, ryzy (koszulki) z ikon, krzyże. Rząd bolszewicki faktycznego wykorzystania na ten cel pozyskanych przedmiotów, równocześnie traktował akcję jako okazję do kolejnego ataku na Kościół prawosławny.

Czynna była jeszcze przez jedenaście lat, po czym została zamknięta. Jej wyposażenie uległo zniszczeniu. W kolejnych dziesięcioleciach budynek pełnił różne funkcje świeckie; był siedzibą studium lalkarskiego, w ołtarzu znajdowała się pracownia stolarska. W XX wieku został wyremontowany, a od 1995 r w całości wróciła do pełnienia pierwotnych funkcji.

Gdy się na nią patrzy to uwagę przykuwa ładna dzwonnica oraz złota cebulatowa kopuła otoczona czterema mniejszymi pomalowanymi na czarno. Wchodzi się do niej przez piękną bramę wjazdową, która jest połączona z przedsionkiem świątyni. Do samej cerkwi prowadzi ciekawe łukowate wejście. Ściany, filary i sufity pokryte są postaciami świętych i aniołów. Po raz pierwszy widziałam w tego typu obiekcie sakralnym dwa ołtarze. Znajdujące się w nich ikonostasy są skromne, jednocześnie ich proporcje i znajdujące się w nich ikony są pełne uroku. Patrząc na nie zastanawiałam się od czego zależy przy którym ołtarzu sprawowana jest msza?

Warto było do niej wejść.

Z cerkwi wróciliśmy na szlak czyli Stary Arbat. Idąc już z daleka widzieliśmy na jednej z kamienic gigantyczny mural przedstawiający marszałka Żukowa.

.
Gdy go minęliśmy był czas wolny by odpocząć po intensywnym zwiedzaniu napić się kawy lub herbaty

Odpoczynek znaleźliśmy w słynnym bistro MU-MU, nieopodal stoiska z kiczowatymi pamiątkami i książkami sławiącymi Putina.

Oprócz napojów i ciastek po przystępnych cenach, można było nabyć po astronomicznych cenach niektóre z suwenirów.

i sfotografować się w pięknej scenerii z postaciami z bajki.

Po tym krótkim odpoczynku udaliśmy się w kierunku Placu Czerwonego aby zwiedzić słynny GUM, na co wczoraj nie starczyło czasu.

Gdy dochodziliśmy do Placu Czerwonego w pewnym momencie zauważyłam mnóstwo policjantów. Część z nich stojąc na chodniku tworzyła krąg, gdy chciałam przejść przez jego środek, jeden z nich dał mi znać ręką abym ich minęła bokiem. Gdy ich mijałam zauważyłam na chodniku dużą, świeżą, jeszcze kałużę krwi. Musiała się tu rozegrać jakaś tragedia, gdyż nieopodal widać było karetki pogotowia. Nie miałam odwagi tego sfotografować. Mogłyby spotkać mnie wielkie nieprzyjemności.

Podobnie jak nie miałam odwagi ani sumienia sfotografować biednych staruszek, które żebrały w pobliżu GUM-u i cerkwi. Wsparłam je datkiem i zrobiło mi się smutno. Jak czytałam władze Moskwy pozbywają się żebraków w ten sposób, że co jakiś czas wywożą ich 100 km za miasto i zostawiają na drodze.

Idąc do GUM-u minęliśmy Państwowe Muzeum Historyczne którego olbrzymia sylwetka przyciąga uwagę. Budynek muzeum został wzniesiony w latach 1875 – 1881 r. Znajduje się w nim 4,5 miliona eksponatów i 15 milionów kart dokumentów co stanowi dwunastą część muzealnych zbiorów w Rosyjskiej Federacji. Tylko 0,5% zbiorów jest udostępniana odwiedzającym. Niestety muzeum nie zwiedzaliśmy.

Następnie przeszliśmy obok znajdującego się nieopodal Państwowego Muzeum Historycznego stosunkowo niewielkiego (w porównaniu z obiektami przy Placu Czerwonym) Soboru Kazańskiej Ikony Matki Bożej

i weszliśmy do znajdującego się naprzeciwko Mauzoleum Lenina po drugiej stronie placu olbrzymiego trzypiętrowego domu towarowego potocznie zwanego GUM (Gosudarstwiennyj Uniwiersalnyj Magazin) zbudowanego w 1893 r. Gdy weszłam do środa zaskoczyło mnie jego wnętrze. Składa się z trzech podłużnych pasaży które rozświetlają szklane dachy. Znajduje się w nim ponad tysiąc sklepów z najwyższej półki i cenami zaporowymi zarówno dla większości moskwiczan jak i turystów. Gdy byłam tu przed laty jeszcze w czasach ZSSR, wyglądał jak zwykły olbrzymi uniwermag.

Mój mąż, po krótkim zwiedzeniu GUM-u nie chciał zostać z nami na lodach (były w nim najlepsze jakie kiedykolwiek jadłam w Rosji. Przepyszne) i poszedł zobaczyć jak wygląda Sobór Kazańskiej Ikony Matki Bożej w środku.

Pierwszy był zbudowany z drewna w 1635 r spłonął. Nowy murowany poświęcony został 1637 r. Przechowywano w nim Kazańską Ikonę Matki Boskiej, otaczaną w Rosji wielkim kultem, gdyż towarzyszyła ona księciu Dmitrijowi Pożarskiemu w jego zwycięskiej kampanii przeciwko okupującym Moskwę Polakom.

W 1936 władze stalinowskie zadecydowały o zniszczeniu obiektu i wzniesieniu na jego miejscu publicznej toalety. Sobór został odbudowany dopiero po upadku ZSRR, w latach 1990–1993.

Gdy wrócił, to opowiadał, że w stosunku do wyglądu zewnętrznego, wewnątrz jest skromne ze standardowym ikonostasem. Patrząc na znajdujące się w nim ikony nie wiedział która z nich jest sławna Ikoną Matki Boskiej Kazańskiej. Przed wyjściem zrobił kilka zdjęć

Musieliśmy się spieszyć bowiem wieczorem był w planie Teatr Bolszoj w którym mieliśmy oglądać operę Modesta Musorgskiego „Chowańszczyzna”.

Po powrocie do hotelu i szybkiej zmianie strojów, udaliśmy się na kolację, po której spotkaliśmy się na mszy świętej odbywającej się w pokojach.

Po niej mieliśmy trochę czasu by odpocząć przed udaniem się do słynnego moskiewskiego Teatru Bolszoj.

Ten najsłynniejszy rosyjski teatr rozpoczął swoją działalność jako prywatna scena moskiewskiego prokuratora, księcia Piotra Urusowa. Aktorami i śpiewakami byli zarówno absolwenci miejscowego uniwersytetu oraz gimnazjów jak i przyjezdni z różnych zakątków Rosji i zagranicy.

Pierwszy gmach teatru zbudowano w rekordowym czasie sześciu miesięcy. Premierowe przedstawienie odbyło się 30 grudnia 1780 roku. W stałym repertuarze znalazły się głównie opery komiczne kompozytorów włoskich i rosyjskich oraz spektakle baletowe. Jesienią 1805 roku budynek doszczętnie spłonął.

Budowa nowego rozpoczęła się w lipcu 1820 roku, a 6 stycznia 1825 roku nastąpiło uroczyste otwarcie Nowego Teatru Piotrowskiego. Wystawiano tu dzieła Donizettiego, Rossiniego, Meyerbeera i młodego Verdiego. Podstawę repertuaru stanowiły opery rosyjskie. W nim również odbywały się wystawne bale.

Było to możliwe dzięki audytorium, które do dziś można podnosić. Dzięki temu, gdy planowano zorganizować bal ponoszono całą podłogę parteru do poziomu proscenium, a orkiestron zasłaniano specjalnymi przepierzeniami. Był to najnowocześniejszy teatr, jaki wówczas widziano.

W 1853 roku Bolszoj ponownie stanął w płomieniach. Trwający trzy doby pożar doszczętnie strawił budynek. Nie licząc się z kosztami związanymi z odbudową w sierpniu 1856 roku otwarto go ponownie. Dopiero niedawno, podczas generalnego remontu odkryto, że niewykształceni murarze budując w pośpiechu postawili ściany zbudowane jedynie z ułożonych na sobie cegieł, bez zaprawy. Gmach został zbudowany na palach, które z czasem zaczęły niszczewć powodując jego osiadanie. Był to skutek zbudowania dodatkowego ujęcie płynącej przez centrum Moskwy rzeki Nieglinnej w podziemną rurę, co spowodowało obniżenie poziomu wód gruntowych. Pod koniec XIX w. przeprowadzono powierzchowne remonty fundamentów, które uratowały budynek od zawalenia się, ale problemu nie rozwiązały.

Po Rewolucji Październikowej rozpoczęła się dyskusja, czy nie lepiej byłoby post burżuazyjną scenę zamknąć. Ostatecznie jej nie zlikwidowali lecz przystosowali do własnych potrzeb. Odbywały się w nim ogólnokrajowe kongresy, posiedzenia centralnych komitetów i zjazdy Kominternu. Tu 30 grudnia 1922 roku, podpisano dokument potwierdzający powstanie nowego państwa, Związku Radzieckiego.

Elementem przepychu były trzy XIX-wieczne kurtyny. Z trzech cudem zachowała się tylko przedstawiająca tryumf muz, bowiem pozostałe dwie zostały spalone jako twory imperializmu.

Problem dotyczący niepewnej konstrukcji budynku rozwiązali zalewając puste przestrzenie pod podłogą i orkiestronem. Niewiele to pomogło, za to pozbawiło salę opery jej niepowtarzalnej wspaniałej akustyki. W opuszczony gmach 22 października 1941. trafiła bomba lotnicza. Zniszczenia nie były zbyt wielkie jednak jego odbudowa zajęła dwa lata.

Dla proletariatu był nie tylko miejscem kontaktu ze sztuką, ale i stołówką. W tamtym okresie bilety były nieprawdopodobnie tanie, a po każdym przedstawieniu odbywały się wystawne bankiety, na których można się było najeść specjałów nie do dostania w zwykłych sklepach. Proletariat słuchał, a potem rzucał się na jedzenie, sławiąc władzę i ciesząc się z wizyty w operze. W 1987 roku rząd wydał dekret na mocy którego Teatr Bolszoj miał przejść generalny remont.

Sprawy nabrały biegu dopiero wówczas, kiedy teatrem zainteresował się sam Dmitrij Miedwiediew. Jesienią 2009 roku budynek osadzono na solidnych fundamentach, a na budowie każdego dnia pracowało niemal 3500 ludzi, w tym ponad 1000 konserwatorów zabytków. Kolejny tysiąc zatrudniono w zewnętrznych warsztatach, które miały wykonać detale wyposażenia. Zadbano przy tym o każdy szczegół i dopilnowano, by teatr nie tylko odzyskał blask, ale przede wszystkim swoją legendarną akustykę. Wszystko sterowane jest komputerowo. Orkiestron został powiększony i dziś pozwala tam umieścić 130-osobowy zespół, umożliwiający wykonanie dzieł Wagnera.

Pod Placem Teatralnym zbudowano pomieszczenia dla artystów i obsługi sceny, a także sale prób. W efekcie remontu i budowy powierzchnia Bolszoj powiększyła się ponad dwukrotnie, z 30 do 72 tys. m². Remont pochłonął 21 miliardów rubli.

Uroczyste otwarcie odnowionej głównej sali miało miejsce 28 października 2011 roku. System sprzedaży biletów to jeden z najbardziej skorumpowanych interesów w mieście. Chcąc iść do opery, trzeba zwykle korzystać z oferty koników.

Nasze spotkanie z Teatrem Bolszoj rozpoczęliśmy po wyjściu ze stacji metra Tieatralnaja i wyjściu na Plac Teatralny. Nazwa placu wzięła się od trzech gmachów teatrów przyległych do placu: Teatru Bolszoj, Małego Teatru oraz Rosyjskiego Teatru Młodzieży Akademickiej.

Sam plac jest pokaźnych rozmiarów i by do teatru dojść musieliśmy przejść obok monstrualnego pomnika Karola Marksa, wyrzeźbionego z olbrzymiego 160 tonowego bloku z szarego granitu. Był on ogrodzony, bowiem układana była nowa nawierzchnia wokół niego. Gdy przed laty tu byłam przechodząc obok widziałam napis umieszczony w górnej części bloku „Proletariusze wszystkich krajów łączcie się”.

Budynek teatru to arcydzieło architektury i budownictwa, zbudowany w stylu klasycznym (wzorujący się na formach architektonicznych starożytnego Rzymu i Grecji). Przed fasadą znajduje się zespół fontann, które największe wrażenie robią w nocy bowiem są pięknie podświetlone.

Uwagę przykuwa przepiękna kolumnowa fasada nad którą znajduje się fronton z alabastrowym reliefem, przedstawiającym dwóch uskrzydlonych geniuszy trzymających lirę. Nad nią umieszczona jest wykonana z brązu kwadryga ciągnąca rydwan Apolla.
Być w tym światowej klasy słynnym teatrze operowo–koncertowym to marzenia wielu ludzi. Bilety są drogie, co najmniej 100 – 150 USD mimo to trudno je nabyć i rezerwować z dużym wyprzedzeniem. Są wydawane z 3-miesięcznym wyprzedzeniem. My kupowaliśmy bilety przez internet w Polsce. Ceny są różne w zależności od miejsca. My zdecydowaliśmy się na miejsca najlepsze, cena 300 zł od osoby.

Ja byłam w nim podczas mojej poprzedniej wizyty w Moskwie. Był wtedy wystawiany balet Arama Chaczaturiana „Gajane” z pięknym porywającym tańcem z szablami. Teraz mamy oglądać operę.

Po wejściu do foyer czekaliśmy kilka minut zanim mogliśmy wejść na salę. Jest ona ogromna i przytłacza przepychem. Jej złoto-czerwony wystrój przyprawiają ból głowy. Do sali przylegają sześciopoziomowe balkony kapiące od złota. Jak na mój gust jest go za dużo.

Po obu stronach widowni najbliżej sceny znajdują się pomieszczenia przeznaczone kiedyś dla rodziny cara, ministrów dworu i dyrekcji teatru. Loża samego cara jest największa i najbardziej ozdobiona. Znajduje się dokładnie naprzeciwko sceny, nieco wystając w stronę ostatnich rzędów parteru jest stosunkowo daleko od sceny. Gdy na nią patrzyłam to zastanawiałam się jak car odbierał występy z tak dużej odległości.

Godne uwagi są kurtyna, oraz żyrandol i malowidła na suficie które zachwycają.
Całość tworzy majestatyczne piękno i elegancją tego teatru co przekłada się na wyjątkową atmosferę.

Zaskoczył mnie ubiór widzów. Myślałam, iż idąc do świątyni sztuki zaskoczona będę kreacjami kobiet i elegancją mężczyzn. Niestety bardzo się rozczarowałam. Stroje widowni były mocno zróżnicowane od szpilek po adidasy i od krynolin po zwykłe kostiumy, natomiast mężczyzn w eleganckich garniturach stosunkowo mało. Panuje całkowita dowolność.

Sama sztuka była świetnie wyreżyserowana, wykonawcy od solistów, tancerzy po muzyków byli znakomici. Kostiumy jak i scenografia wspaniałe dopracowane do treści sztuki. Akustyka i reżyseria światłem doskonała. Fotele były wygodne z bardzo dobrym widokiem na scenę. Mimo, iż wcześniej niewiele o niej wiedziałem to historia jest łatwa do zrozumienia. Bunt pod wodzą księcia Iwana Chowańskiego przeciwko reformom cara Piotra. Zachwycały piękne głosy wykonawców, którzy na zakończenie otrzymali gromkie brawa.

Przedstawienie było ciekawe. Nie będę opisywać libretta, chętnych odsyłam do materiałów źródłowych.
Wizyta w Teatrze Bolszoj zawsze będzie miłym wspomnieniem.

Teatr ma też swoją ciemną stronę.
Siergieja Filina, dyrektora artystycznego i głównego choreografa moskiewskiego teatru Bolszoj ktoś oblał twarz kwasem. Ma uszkodzony wzrok. Według jednej z teorii oblanie dyrektora kwasem miało być ostrzeżeniem, by dyrekcja nie porządkowała handlu biletami. W czasach ZSRR w moskiewskiej milicji był wydział zajmujący się tylko teatrem Bolszoj i spekulacją biletami. Po upadku komunizmu milicjanci z tego wydziału sami przejęli intratny proceder. Dziś jest to dobrze zorganizowana grupa przestępcza. Ma zarejestrowane za granicą spółki i strony internetowe i swoich ludzi wśród pracowników teatru.

Również rywalizacja baletowych gwiazd w teatrze przypomina wojnę mafijnych bonzów o wpływy. Była balerina Anastazja Wołoczkowa opowiadała, że baletnice wkładały konkurentkom żyletki do puent, przecinały paski w kostiumach. – Wyścig o rolę i łaskę dyrektora jest nie do zniesienia, delikatni z pozoru tancerki i tancerze czasami mają ochotę się pozabijać. Gdy Siergiej Filin był tancerzem, rywalizował z Nikołajem Ciskaridze. Dzielili garderobę, ale nie odzywali się do siebie. Przez lata porozumiewali się za pomocą zapisków na kartce.
Jak ujawniła, od tancerek żądano, aby sypiały z oligarchami i szefami wielkich firm. – Dyrektor Iksanow zamienił teatr w wielki burdel. Tancerki i tancerze teatru Bolszoj byli wynajmowani na takie imprezy jako żywe ozdoby. Wołoczkowa twierdziła, że dyrekcja teatru szantażowała początkujące baletnice: albo pójdziesz na imprezę z biznesmenami, albo nici z kariery.

Wracaliśmy późnym wieczorem również metrem do hotelu.

Następny dzień 8 lipca 2019 r był ostatnim dniem naszego pobytu w Moskwie i jednocześnie dniem odlotu do Warszawy w godzinach popołudniowych. Po wykwaterowaniu z pokoi zostaliśmy z bagażami w holu. Nie mogliśmy skorzystać z przechowalni z powodu zbyt wysokiej ceny każdej sztuki bagażu. Część z nas, która nie chciała pójść na zakupy do pobliskiego Izmajłowskiego Wernisażu została na posterunku jako strażnicy bagażu

.

Po wyjściu z hotelu widoczne są z daleka kolorowe wieże i mur. Jest to sławny Izmajłowski Wernisaż, którego architektura wzorowana jest na rezydencję cara Aleksieja Michajłowicza początku XVII wieku. Wygląda on jak kiczowaty zamek z Disneylandu. Jest to typowe targowisko które przypominał mi bazar na stadionie 10-lecia w Warszawie na którym można było kupić przysłowiowe „mydło i powidło”.

Chodząc między straganami sprzedawcy ofiarowali nam znane na całym świecie matrioszki w różnych wymiarach i kolorach, skóry wilków, lisów, a nawet niedźwiedzia ze spreparowanymi głowami, talerze, kubki, kieliszki oraz tysiące najróżniejszych drobnych pamiątek. Ja przymierzyłam przepiękną czapkę z rudego lisa. Mimo przystępnej ceny jej nie kupiłam bowiem w Polsce nie ma zim.

Moją uwagę przykuło stoisko z haftowanymi na płótnie obrazami.

Na dłużej zatrzymaliśmy się przy stoisku z figurkami i popiersiami przywódców Rewolucji Październikowej. Były wykonane z najróżniejszych materiałów kamienia, metalu, tworzywa.

Wychodząc z bazaru z mężem skorzystaliśmy z oferowanego czaju o specyficznym smaku. Kupiliśmy kilka drobiazgów.
Przed wyruszeniem na lotnisko pożegnaliśmy naszego przewodnika Jurija.

Po drodze zatrzymaliśmy się w Katedrze Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny – jednym z dwóch działających współcześnie kościółów katolickich w Moskwie, by podziękować Bogu za przepiękną pielgrzymkę. Został on zbudowanym z inicjatywy zamieszkałej w Moskwie polskiej społeczności, która na początku XX wieku liczyła około 30 tys. osób. To przede wszystkim dzięki ich składkom, a także darom katolików z całej Rosji nasi księża mogli odprawić w nim mszę.

Budowa kościoła trwała 12 lat (1899-1911). Po rewolucji październikowej na katolików spadły represje. Ówczesny proboszcz ks. Michał Cakul był co kilka lat aresztowany, był też skazany na 2 lata zesłania, z zakazem zamieszkania w dużych miastach. Ostatni raz aresztowany został 3 maja 1937 za odprawienie na prośbę ambasadora RP w Moskwie mszy świętej z okazji polskiego święta narodowego. Skazany został za to na 10 lat łagrów, a w 1937 roku rozstrzelany. W tym samym roku komuniści zamknęli świątynię, a w 1938 ją znacjonalizowali. Nie każdy duchowny wytrzymywał ciężkie śledztwa. W 1931 aresztowano posługującego w parafii katolikom wschodnim ks. Diergieja Sokołowa, który podczas dochodzenia zachorował psychicznie.

Katolicy stanowią bardzo małą część populacji Rosji (0,2%). To jednak dzięki ich zaangażowaniu pierwszą po latach mszę świętą odprawiono 8 grudnia 1990 na schodach kościoła. Kościół był odzyskiwany stopniowo do 2 lutego 1996, kiedy to cała świątynia znalazła się w posiadaniu wiernych. Po remoncie, 12 grudnia 1999 kościół został konsekrowany.

Już z daleka zwraca na siebie uwagę jego przepiękna sylwetka i czerwony kolor współgrający z cynowym dachem. Przepiękne szpiczaste wieżyczki nadają mu specyficznego uroku. Gdy podeszliśmy bliżej, poraz pierwszy widziałam umieszczoną na jego zewnętrznych ścianach zachwycającą drogę krzyżową w formie obrazów wykonanych z kamiennej mozaiki. Powiedzieć, że była śliczna to mało.

W środku wystrój jest skromny, stylizowany krzyż oraz witraże współczesne i klasyczne.

Mszę odprawili nasi księża Józef i Lucjan

Dziękowaliśmy Panu Bogu za szczęśliwą pielgrzymkę do Rosji i modliliśmy się o szczęśliwy i bezpieczny powrót do kraju.

A później już tylko lotnisko Szeremietiewo i żegnaj Moskwo a po ok 2 godzinach lotu witaj Warszawo.

Jadąc do St. Petersburga i Moskwy byłam ciekawa jak one się zmieniły od czasu gdy w nich byłam jeszcze za komuny, a po zmianach ustrojowych. Jestem mile zaskoczona. Miasta te wypiękniały i znacząco zbliżyły się do Zachodu pod względem architektury, zaopatrzenia i mody. Muzea są dostosowane do standardów zachodnich i można w nich robić zdjęcia. Ulice są czyste. Nie wiem jak to Rosjanie zrobili, ale w tych miastach nie widziałam koszmarnego graffiti, będącego koszmarem Zachodu. Tylko ich mentalność od wieków nie uległa zmianie, zwłaszcza widać to przy przekraczaniu granicy.

Warto odwiedzić te miasta bowiem mają one do zaoferowania wiele wspaniałych zabytków godnych obejrzenia.

Foto:Liliana i Zdzisław Borodziuk