Medialne przygłupy zaczynają mieć z profesorem Bralczykiem taki sam problem jaki 30 lat temu miały ze Zbigniewem Herbertem.
No bo co tu począć gdy nastała nowa ideologia, język zamienił się w żałosny belkot, Bralczyk się tym fekaliom nie poddaje a jednocześnie ma zbyt wielki autorytet by można było zrobić z niego prawicowego oszołoma?
To się nazywa klincz. Ale oni na pewno znajdą sposoby. Na Herberta znaleźli. Dokleili mu chorobę psychiczną.
Jesteśmy żywymi świadkami całkowitego upadku świata i naszej cywilizacji bo tylko w rzeczywistości zupełnych pierdolców możliwe może być roztkliwianie się nad kotem czy psem, który „umarł” przy jednoczesnej całkowitej obojętności na los bliźniego.
Tak się jakoś składa, że im większe ludzkie toksyny, tym większa miłość do zwierzątek. Też lubię zwierzęta, tu nie o to idzie. Idzie o całkowite odwrócenie hierarchii wartości.
Dziś jakaś chora pizda która wczoraj wyskrobała sobie dziecko z brzucha ale za to leje łzy nad przejechanym na szosie kotkiem, stała się normą. Dziś wszystkie dewiacje i ścieki stały się normą.
Profesor Bralczyk powiedział, że pies zdechł a nie umarł bo taka jest prawidłowa formuła językowa. I ona taka zawsze będzie. Choćby i milion lewackich zjebów wypruło z siebie flaki, nie odwrócą naturalnego biegu rzeczy.
Pies nie umarł. Pies zdechł, tak samo jak zdechł rozum i wszystko inne w zmierzającym donikąd świecie.
Foto: scren TVP Info
Zostaw komentarz