Zaczynam pisać nową książkę, lecz tym razem będzie ona o czymś ważniejszym niż służby specjalne. Nie obchodzi mnie czy ktoś to wyda czy nie. Jej roboczy tytuł to „Kompleks cienia, czyli tanatologia w praktyce”. Niech Was tytuł nie zmyli. To będzie powieść.

„Na Nowy Rok”. Tak zaczyna się moja nowa książka:

„Piątek jest zawsze „jeansowy”. Nie ma krawatów, luzackich garniturów, odróżniających plebs od managerów. Fryzury też mniej wyżelowane, a kobiety odkrywają plasterki antykoncepcyjne, przyklejone na ramionach. Większość przykleiła je rano, bo piątek, bo zbliża się weekend, w którym jedynym lekarstwem na odreagowanie stresu jest wódka, prochy i seks nieskrępowany i bez zobowiązań. Plaster pokazuje gotowość i bezpieczeństwo, chociaż, jak wszystko, jest wyłącznie oznaką gry, żetonem na jeden długi wieczór, może dwa, ale nie więcej, bo w niedzielę po południu trzeba już zacząć trzeźwieć, by od poniedziałku rano, w powszechnie obowiązującym uniformie, łowić frajerów, kłaniać się wyższym piętrom i walczyć o wskaźnik, a wieczorem płakać w poduszkę ze strachu, że inni mają większy wynik dzienny, tygodniowy, miesięczny, lecz lepiej wziąć amfę niż pokazać swój strach, więc rano trenujemy skrzywienie warg przed lustrem, które pokaże nasze zadowolenie i szczęście, tak doceniane na każdym wyższym piętrze. Plasterek znaczy jedynie gotowość, bo każda z moich koleżanek i tak była zabezpieczona codziennie. Nigdy nie wiadomo, który manager zechce pomóc w karierze. Ja też byłem managerem. Szefem zespołu, zajmującego się rekrutacją i oceną okresową pracowników. Mogłem swoim podpisem skazać kogokolwiek z niższych pięter na niebyt lub pozwolić mu na dalsze udawanie szczęśliwego. Nie chciałem wyrwać żadnej panienki, bo żadna nie była mi w stanie zaszkodzić ani pomóc. Poza tym miałem już panienkę z wyższego piętra i to w dodatku córkę znanego polityka, więc zabezpieczyłem się przed szefostwem na tyle dobrze, by nie musieć szukać dodatkowej trampoliny. Dziś piątek i za chwilę zadzwoni moja ochrona. Ciekawe, co dziś wymyśliła. Może nie co, ale z kim, bo pewnie i tak pójdziemy do „Szeolu”, modnego ostatnio i cholernie drogiego klubu w Wilanowie. „

Zawsze zastanawiali mnie ludzie, którzy uważają, że znajomośc z nimi to zaszczyt dla innych. Asertywnośc niczym nie usprawiedliwiona, bo w rzeczywistości to są wyłącznie zimne skały, usiłujące zaświecić cudzym blaskiem. To też jest niebezpieczeństwo Internetu. Można nazwać mnie głupcem, ale nie naiwniakiem. Szczególnie, gdy mam możliwości sprawdzenia. Przykro mi tylko, że mój kredyt zaufania jest tak często wystawiany na lichwiarską aukcję.

Sorki, ale każdy podsumowuje miniony rok.

Efekt autostrad!

Znam tą sprawę i o tym kilkakrotnie mówiłem. Pan Łukasz zapłacił pracą za ojca i płaci nadal, bo długie ręce mają nadal ci sami ludzie, którzy za tym stoją. Firma, która za tym stoi kokietuje teraz PiS i to z sukcesami.

Wszystko dzieje się na dwa tygodnie przed kasacją.

No i co? A mówili, że kłamałem i pisałem bajki w Weryfikacji i Spisku!

Czytaj więcej.

Pytacie mnie w komentarzach na FB dlaczego nie ujawnione są dokumenty z czasów II WŚ, a w tym o śmierci gen. Sikorskiego.

Proszę Państwa, te dokumenty nie będą ujawnione dopóki obecna rodzina królewska nie zgodzi się na to, gdyż biją one bezpośrednio w nią. Nie w całą oczywiście, lecz w system Windsorów. Podobnie było z filmem „Cambridge Spies” i Bluntem. Film mógł zostać wyemitowany dopiero po śmierci Królowej Matki, której Blunt był bliskim krewnym. Przypominam, że dość długo Windsorowie zachwycali się Hitlerem i upór Churchilla zmienił wszystko. Podobny upór Thatcher zmusił królową do ujawnienia, niewielkiego, roli Blunta.

Dobra wiadomość na koniec roku.

Nie chciałem robić cyrku medialnego, ale zaproponowałem spokojne i logiczne rozwiązanie z udziałem instytucji państwowych. Nie histeryczno-plotkarskie, ale zimne i przemyślane. pamiętacie zabrane Polce, porwane dzieci w Eindhowen, o których wspomniałem w KCHT i odcinku specjalnym? Rozmawiałem poza kamerą z kilkoma osobami. Przed chwilą otrzymałem wiadomość:

„Witaj Piotrze, dobra wiadomosc.Dzieci Katarzyny z Eindhoven zostaly oddane matce.Wlasnie dostalam wiadomosc od pracownicy Barki.
Zycze Ci bardzo dobrego 2018″.

To nie mój sukces, lecz wielu ludzi, którzy pomyśleli podobnie do mnie.

Nie rozumiem takich zapowiedzi.

Co może prezydent powiedzieć na spotkaniu z korpusem dyplomatycznym? Nic, poza ogólnikami, o których czytamy w artykule, zawartymi w konstytucji. Mam nadzieję, że w przemówieniu tym nie będzie nic o wewnętrznych rozgrywkach w rządzie. To nie to forum.

Propaganda to trudna sztuka. Czytaj więcej.

Fot. Zbigniew Targosz