Ponoć królowa Maria Antonina (ta, która utraciła głowę na rzecz Robespierre’a, i to dosłownie) na wieść, że ludzie nie mają chleba, miała powiedzieć: – niech zatem jedzą ciastka.

I chociaż niewielu historyków wierzy w autentyczność wypowiedzi zapisała się ona jako dowód oderwania i głupoty wielkich tego świata.

Poseł Dobromir Sośnierz jeszcze do wielkich nie należy. Niemniej jego niektóre kwestie sugerują, że przynajmniej werbalnie może dorównać Marii Antoninie.

Oto w programie PolsatNews ten niedoszły prawnik, z wykształcenia…teolog, ściął się z posłanką lewicy Beatą Maciejewską. Na jej stwierdzenie, że w województwie pomorskim aż w 90 miejscowościach na najbliższy przystanek trzeba iść godzinę, co de facto oznacza wykluczenie komunikacyjne, wypalił:

– Ludzie powinni po prostu kupować samochody.

Zdecydowanie odrzucił pomysł przywrócenia państwowej komunikacji, łączącej nawet najmniejsze miasteczka i wsie.

 – Znowu marnujemy pieniądze na państwowe autobusy, które będą nieefektywne, zamiast dać ludziom zarobić.

Natomiast sugerowanie, że rozwój transportu da impuls gospodarce, to nieprawda.

Produkowanie autobusów, budowanie nowych torowisk i pociągów to „irracjonalna alokacja kapitału”.

To nie jedyna złota myśl posła „narodowej jedenastki”, jak niektórzy zwolennicy nazywają wszystkich posłów Konfederacji.

Na spotkaniu sejmowej podkomisji ds. transportu lotniczego „śląski” poseł zaatakował muzealną staroć, jaką wg niego jest… kolej.

– To jest wynalazek z XIX w. Zanim wynaleziono asfalt, samochody i tak dalej, no to budowano koleje. Ale między jednym pociągiem a drugim szyny stoją puste. No to nie jest dobrze wykorzystana infrastruktura. Utrzymujemy dwie osobne infrastruktury, właściwie trzy: drogi, kolej i transport powietrzny. Ta infrastruktura kolejowa przez większość czasu stoi niewykorzystana, bo między pociągami nic tam w stanie nie jest pojeździć.

Co więcej, przeciw kolei świadczy to, że

ludzie nie kupują sobie przecież małych prywatnych pociążków, które by zasuwały po tych torach.

A samochodów ci u nas dostatek. Wystarczy tylko pójść do pierwszego z brzegu dilera, by się o tym przekonać.

Co prawda te auta kosztują co nieco, ale przecież jak „jedenastka” rozmnoży się i sięgnie po władzę, to razem z prezydentem Bosakiem taki zapewnią nam dobrobyt, że każdego stać będzie na zakup przynajmniej jakiegoś francuskiego Opla. I niekoniecznie najmniejszego.

Po co więc nam pociągi, po co marnować pieniądze na autobusy?

Każdy Polak za kierownicą!

Tak zapewne będzie brzmiało hasło Konfederacji w nadchodzących wyborach.

A na razie ludzie, którzy z braku pieniędzy kupić mogą jedynie stary rower i nawet o dowiezienie do gminy muszą prosić bogatszych sąsiadów powinni zastosować się do (niewypowiedzianej jeszcze) rady konfederackiej Marii Antoniny:

– Niech jedzą ciastka, skoro nie mają autobusów… 😉

8.03 2020

fot. pixabay