Byłem pierwszym kierowcą z peletonu samochodów zatrzymanych na Rondzie Czterdziestolatka. Kiedy policja kazała skręcić i odbić od Marszu Niepodległości większości zmotoryzowanym uczestnikom, poczułem, że będąc „pierwszym” głupio byłoby posłuchać. Pojechałem prosto, ale policjanci stanęli mi przed maską, a scena z Chin z 1989 r. z rozjechanym przez czołg człowiekiem nie widziała mi się jakoś, a rola czołgisty tym bardziej, pomimo, że Hummer niedaleko padł od malutkiego czołgu. Skręciłem i inni również. Wszyscy zaparkowali, gdzie mogli i poszli pieszo. Tak policja zadbała o walkę z pandemią… Matura dla tej służby to zdecydowanie za mało! Stratedzy ich mać…

A co do spalenia mieszkania. Byłem tam od początku. Mam film (wyślę organizatorom Marszu). To co widziałem i to co również naocznie pamiętam ze słynnej prowokacji sprzed lat z podpalenia budki pod ambasadą Rosji (prowokacja wydała się dzięki taśmom z Sowa i Przyjaciele) powiem krótko: nie hejtujcie, zanim się nie wyjaśni, czy sprawcą był dajmy na to kibic, czy może raczej pomysłowa przyjaciółka pani Lempart czy innej feminazistki lub jaki milicyjny major czy jenerał (a à propos feminazistek, jedyne znaki hitlerowskie na Marszu Niepodległości, widoczne na zdjęciu nr 1, czyli runy SS, to pozostałości po Strajku Kobiet).

Niech żyje Polska!