Prapoczątki cywilizacji sięgają głęboko w mroki historii, tym niemniej jednak przyjąć można z dużą dozą prawdopodobieństwa, że właściwie począwszy od epoki neolitu cywilizacja ulega systematycznym przeobrażeniom od circa 10 000 lat.

Tempo przemian społecznych, gospodarczych czy politycznych globu było w różnych regionach wielce zróżnicowane. Na ogół jednak zgodnie przyjmuje się, że cezura współczesnej cywilizacji odnosi się terytorialnie do rządzonego przez faraonów Egiptu i datowana jest od ponad 40 wieków – słynne słowa Napoleona o 40-wiekowych piramidach spoglądających na jego armię. Przyspieszenie technologiczne inspirowane przede wszystkim militarnym zapotrzebowaniem na różnorakie rodzaje uzbrojenia związane jest nierozerwalnie z funkcjonowaniem od ok. IV w. p.n.Ch. Imperium Rzymskiego. Kolejny skok zarówno technologiczny jak również społeczny to okres Renesansu. Akceleratorem dynamicznych zmian okazał się wiek XIX zwany wiekiem pary i elektryczności i tak to już się kręci do czasów nam współczesnych.

Stosunkowo niedawno tj. ok. 500 lat temu M. Kopernik swoim genialnym dziełem De revolutionibus orbium coelestium, czyli O obrotach sfer niebieskich dokonał przełomu w funkcjonowaniu heliocentryzmu. Jak każde novum pozostające w negacji do dotychczasowych obowiązujących teorii, była ta teoria Kopernika z trudem aprobowana.

Tyle tytułem krótkiego wstępu, aby móc rozwinąć tytułową kwestię nierozerwalnie związaną nie jak mogło by się to blisko znaczeniowo wydawać z fizyką, podobnie jak matematyką nauką ścisłą. Jest wręcz odwrotnie bowiem metafizyka kojarzona jest przede wszystkimabstrakcją, czyli trudnym do ogarnięcia i zdefiniowania pojęciem.

Ponadto termin metafizyka odnosi się do nauki filozoficznej, której przedmiotem są podstawowe kwestie związane z istotą i przyczyną bytu, a także do rozważań o tym, co niepoznawalne, tajemnicze, niedostępne zmysłom i doświadczeniu.

Bezsprzecznie na przestrzeni ostatniego roku swoistym akceleratorem różnorakich przemian w życiu społeczno-politycznym, gospodarczym, a przede wszystkim związanym z medycyną na całym globie okazała się stale przybierająca na sile pandemia koronoświrusa.

W formie imperatywu kategorycznego a rebours pandemia odcisnęła swoiste złowrogie piętno w zachowaniach społecznych i sensu largo stosunkach międzyludzkich.

IMPERATYW KATEGORYCZNY – po łacinie imperativum debitum to nakazana powinność, obowiązujący nakaz, obowiązek; podstawowa, ogólna, uniwersalna formalna zasada w etyce (wynaleziona” i zdefiniowana przez I. Kanta), która kategorycznie, czyli bezwarunkowo, skłania rozumną wolę człowieka do działania moralnego !!!! Wyraża ona zatem innymi słowy konieczność moralną czynu wynikłą z poszanowania powinności.

Tylko tyle i aż tyle !!!

W sposób oczywiście oczywisty tenże imperatyw kreuje dychotomicznie modele funkcjonowania istot pozazwierzęcych; jako definiuje tow. S. Spurek; albowiem od dawien dawna funkcjonujący homo sapiens jest permanentnie wypierany przez homo vulgaris preferującego zamiast dotychczasowych zweryfikowanych zachowań aksjologicznych; ich diametralne zaprzeczenie.

Nie tylko w dziedzinie ekonomii; ściślej finansów; sprawdza się prawo Kopernika.

Od 5 już lat polactwo pod światłym przewodem przodującej siły funkcjonującej w obiegu politycznym jako PeŁo popada w coraz większą frustrację związaną z odsunięciem od koryta; poszukuje rozpaczliwie jakiegokolwiek przyczółka dającego cień nadziei na return władztwa z korzyścią dla ościennych hegemonów.

W Europie globalnie dotkniętej wszak skutkami pandemii i to w wymiarze znacznie dotkliwszym niż w RP polityka jaką stosuje polactwo za prawie codziennym knowaniem malarza kominów fabrycznych z brukselki – jawi się jako ewenement. Chodzi wszak o to, aby rozumiejąc w pełni pryncypia jakimi kieruje się każda europejska opozycja; nie działać wbrew uniwersalnym interesom narodowym, a PeŁo właśnie dokładnie w ten sposób postępuje. Jawnie zatem przyczynia się do powstania jej wizerunku jako klasycznego zaprzaństwa, a nawet zdrady narodowej.

Zamiast jak mawiał b. prezydent Francji J. Chirac wykorzystać okazję i siedzieć cicho postępuje diametralnie odwrotnie; różnymi rozróbami podgrzewając polityczną atmosferę. Oczywistą oczywistością jest fakt, że sprawująca aktualnie rządy PiS nie oczekuje ze strony opozycji afirmacji, czy aplauzu w związku z jego prowadzoną polityką, również odnoszącą się do sfery walki ze świrusem.

PiS oczekuje doprawdy niewiele zgodnie z medyczną maksymą primum non nocere i po prostu oczekuje przynajmniej w zakresie temporalnym odnoszącym się do tej walki ze świrusem braku „rzucania kłód pod nogi”.

Zacietrzewienie, nienawiść przejawiająca się każdym grymasem na facjatach opozycyjnych furerów – z germańska: przywódców, animalna wręcz wrogość wobec rządzących i „pisiorskiego”, podkarpackiego, zacofanego elektoratu aktualnie dyskwalifikują nawet tak minimalne oczekiwania.

PeŁo niczego nie nauczył swoisty kodziarski romans z komedianckim alimenciarzem, M. Kijowskim na czele.

Aktualnie z całą premedytacją polactwo podjęło swoistą współpracę z tzw. strajkiem kobiet, pod lesbijskim przywództwem urokliwego inaczej kobietona, czy lampartnego babola .

Na horyzoncie pojawia się prawdopodobnie już w niedługim czasie kolejna odsłona politycznej hucpy i farsy jednocześnie, bowiem uprzednio już polactwa posiadło niezaprzeczalną umiejętność stawiania na zdechłą chabetę w rodzaju Paligłupa, maderowego Petrescu, inteligentną inaczej i rozpyszczoną od ucha do ucha kaśkę kariatydę, w/w kija z ufryzowanym ogonkiem. Efekty – wszyscy znamy.

BRAFFO WYYYYY!

Na wszelki wypadek do arsenału walki z pisowskim rządem RP wybranym wszak w demokratycznych wyborach polactwo pod egidą PeŁo usiłuje wkomponować elementy metafizyczne, co w pełni uzasadnia nadany felietonowi tytuł.

Wypada jednak w tym miejscu odnieść się do wzmiankowanego tytułem słynnego metafizycznego i „przesympatycznego” inaczej wnuczka obergnoma Wiesława( W. Gomułki), czyli BORYSŁAWA.

Jako kolejna polityczna matrioszka po hyrzym róju i strząszaczu z drzew wrażej szarańczy BORYSŁAW eksponuje wszem i wobec nie pohamowaną żądzą ponownego uchwycenia się klamki u drzwi władzy, wypluwając z swoich ust pełnych jadu i trucizny inwektywy pod adresem rządzącego PiS-u i jego elektoratu permanentnie używa bezczelnych łgarstw jako narzędzia mającego zapewnić mu return przy korycie władzy.

Ten ¼ inteligent nie widzi w tym niczego nagannego i bezczelnie raz wywodzi, że czarne jest białe i odwrotnie. Klasyczne inferno.

Wszak tenże łgarz oświadczał, że rzekomo posiada ekspertyzy zapewniające o bezpieczności przeprowadzenia wyborów prezydenckich właśnie obecnie, bo majowe koniunkcyjnie związane z zakażonymi kopertami (feldmarszal Grodzki na horyzoncie) były tym samym niemożliwe wg niego do przeprowadzenia. W znakomitej ripoście sejmowej premier M. Morawiecki wytknął mu w sposób kompromitujący ten fałsz.

To tylko jedynie jeden z przykładów mijania się przez BORYSŁAWA z prawdą dnia codziennego i tym samym kwalifikującym go do konkurowania z PINOKIEM. BORYSŁAW jest w tej konkurencji bezapelacyjnym zwycięzcą.

BORYSŁAW jednak czerpie w tym zakresie z przebogatej krynicy łgarstw z której częstokroć czerpał jego poprzednik na stolcu szefa PO, czyli hyrzy rój.

Bezczelny hucpiarz permanentnie łgający o niepodwyższaniu podatków, wieku emerytalnego, katastrofy, putinowskich żółwikach, nieopuszczania premierowego stolca dla brukselskich i makrelowych konfitur etc. osiągnął jako primus inter pares bezapelacyjną maestrię, a zatem jego pinokiowy nochal osiągnął infinitywne rozmiary.

Dla bezmózgowego i bezrefleksyjnego polszewickiego elektoratu nie miało to jak dotąd negatywnego odniesienia, jednak każda z kolejnych elektoralnych porażek, przynajmniej wśród części trzeźwiejszych akolitów hyrzego rója, czy też BORYSŁAWA rodzi konstatację, że stosowana metafizyka jest wyłącznie negatywnym obciążeniem.

Oczywistą metafizyką trącą wywody profesurki płatkowej o rzekomo wyższej rozrodczości pedałów niż w rodzinach hetero, zidiociałego hartmanka, czy plagiatora myśli filozoficznej BOLKA, – „za a nawet przeciw” – deprecjonującego swój tytuł dr K. Simona oznajmieniem, że świeżość luftu w przestrzeni cmentarnej grozi wzmożeniem pandemii, podczas gdy manifestacje na wolnym powietrzu, ale za to antypisowskie wykluczają takie niebezpieczeństwo.

Zacny onegdaj prof. A. Zoll także śladem BOLKA był drzewiej przeciwko konwencji stambulskiej, a aktualnie „wyprostowany” przez saloon jest jak najbardziej za. Pozazdrościć można jego studentom, albowiem na postawione przez A. Zolla alternatywnie pytanie egzaminacyjne; każda odpowiedź wszak będzie prawidłową i tym samym skutkującą wpisem do indeksu pozytywnej oceny. Mrożek z Kafką2 usilnie się nisko kłaniają.

Stado metafizycznych ałtorutetuf jakimi PeŁo i jej alianci się posługują jest oczywiście znacznie szersze. No, cóż głupich i idiotów nie sieją, sami się rodzą.

Tylko dwie rzeczy są nieskończone: wszechświat oraz ludzka głupota, choć nie jestem pewien co do tej pierwszej, tako rzekł słynny A. Einstein.

Metafizyka jako czysta emanacja abstrakcyjności w przekonaniu w/w rzekomo uwalnia od posiadania jakiegokolwiek nieprzyjemnego stanu zawstydzenia, aberracji, konfuzji czy statusu honorowego.

No comment !!!!

I to byłoby na tyle jak onegdaj konkludował śp. prof. J. T. Stanisławski.

12.11 2020