Wtorkowa konferencja PiS została zakłócona przez europosłankę KO Martę Wcisło ( to ta od CPK, PCK i inne nazwy) i grupę osób z transparentami. Hasła były dobrze znane: „Czarnek nie kłam”, „Czarnek idź pod Pałac”, „Nawrocki broni koncernów”. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że po raz kolejny zamiast rzeczowej debaty dostaliśmy żałosny, polityczny spektakl oparty na prostych sloganach, manipulacji i przerzucaniu odpowiedzialności.
Od kilku dni trwa próba przekonania Polaków, że za wysokie ceny paliw odpowiada prezydent Karol Nawrocki. Wcześniej winą obarczano Donalda Trumpa, choć Polska nie sprowadza ropy przez Cieśninę Ormuz, więc tłumaczenie wzrostów cen wydarzeniami na tamtym szlaku transportowym było co najmniej mocno naciągane. Dziś narracja po prostu się zmieniła. Winny ma być prezydent.
Tymczasem fakty wyglądają zupełnie inaczej. Karol Nawrocki zawetował ustawę o podatku od nadzwyczajnych zysków koncernów paliwowych nie dlatego, że sprzeciwiał się samemu opodatkowaniu wysokich zysków. Powód był znacznie poważniejszy. Ustawa naruszała fundamentalną zasadę państwa prawa: lex retro non agit, czyli zasadę, że prawo nie działa wstecz.
To jedna z podstawowych reguł wynikających z art. 2 Konstytucji RP. Oznacza ona, że państwo nie może po fakcie zmieniać zasad i nakładać nowych obowiązków na zdarzenia, które już się zakończyły. Rząd chciał opodatkować zyski osiągnięte w okresie, gdy taki podatek jeszcze nie istniał. Innymi słowy, przedsiębiorcy działali zgodnie z obowiązującym prawem, a państwo postanowiło później zmienić reguły gry i wystawić rachunek za przeszłość.
To nie jest tylko spór prawników o interpretację przepisów. Chodzi o zaufanie obywateli do państwa. W demokratycznym państwie prawnym każdy powinien znać zasady wcześniej, a nie dowiadywać się o nich dopiero wtedy, gdy osiągnie zysk albo podejmie określone decyzje gospodarcze. Jeśli państwo może w każdej chwili cofnąć się o kilka miesięcy i zmienić reguły, to przestaje być przewidywalne, a prawo staje się narzędziem doraźnej polityki.
O wysokości podatków można dyskutować. Można spierać się o to, czy nadzwyczajne zyski powinny być opodatkowane mocniej. To jest normalna debata polityczna. Nie można jednak akceptować tworzenia prawa, które działa wstecz, bo jutro ta sama zasada może zostać zastosowana wobec każdego obywatela.
Dlatego sprowadzanie całej sprawy do hasła, że „prezydent broni koncernów”, jest zwyczajnym uproszczeniem. Prezydent zawetował ustawę dlatego, że jego obowiązkiem jest stać na straży Konstytucji i zasad państwa prawa, nawet wtedy, gdy polityczne hasła brzmią atrakcyjniej niż prawda.
Zostaw komentarz