„Nie ma większej szkody dla interesu Rzeczpospolitej niż funkcjonujący od lat polityk, który nie rozumie zasad obecnej gry geopolitycznej.Tusk swoją retoryką w Financial Times – kwestionującą lojalność USA wobec Europy (nawet jeśli motywowaną troską) – obiektywnie osłabia pozycję negocjacyjną Polski i całej wschodniej flanki wobec Waszyngtonu. Jednocześnie ułatwia Niemcom pozycjonowanie się jako stabilnego i przewidywalnego partnera dla Amerykanów.

Mówi głośno to, czego Berlin nie powie wprost.

A co mówi Berlin w najnowszym dokumencie Ministerstwa Obrony – „Gesamtkonzeption militärische Verteidigung. Verantwortung für Europa?”

Niemcy kształtują swoją nową rolę w polityce bezpieczeństwa. Przyjmą na siebie dodatkowe obciążenia, a tym samym poniosą konwencjonalną odpowiedzialność strategiczną za Europę. Zwiększa to strategiczne znaczenie Niemiec dla naszych sojuszników, zwłaszcza dla USA.« (s. 11)

To nie Niemcy, lecz Polska powinna budować swoje siły zbrojne tak, by to Warszawa – a nie Berlin – stała się dla USA kluczowym strategicznym partnerem militarnym w tej części Europy.

Tusk, uderzając w podstawy sojuszu z USA i koncentrując się na partnerstwie z Francją (w tym elementach odstraszania nuklearnego), otwiera Berlinowi przestrzeń do gry. Obecny kanclerz Niemiec gra znacznie lepiej – nie konfliktuje się otwarcie z Waszyngtonem, tylko buduje pozycję poprzez dyplomację i soft power. Należy również podkreślić, że ewentualne rozmieszczenie francuskich myśliwców z bronią jądrową na terytorium Polski może zostać odebrane w Moskwie jako tzw. dylemat bezpieczeństwa, co Moskwa może wykorzystać jako pretekst do rozwinięcia własnych sił nuklearnych na terytorium Białorusi oraz Odwodu Królewieckiego. Ewentualna eskalacja konfliktu z Francją w takiej sytuacji jest dla Rosji dużo mniej kosztowne niż potencjalna eskalacja z Waszyngtonem. Z prostego powodu, Francja ma zaledwie ok. 300 głowic, a na dodatek nie ma rozwiniętej tzw. triady nuklearnej jak Rosja, co w porównaniu do potencjałem USA jest istotnym kontrargumentem. Ponadto, Francja nie ma doświadczenia wojennego w XXI wieku na kontynencie europejskim i nie ma armii lądowej przygotowanej do walki na naszym teatrze operacyjnym. Wreszcie, w przeciwieństwie do USA, nie ma w Polsce francuskich sił lądowych, które mogłyby w jakimkolwiek stopniu zastąpić Amerykanów na wypadek, gdyby Waszyngton chciał wycofać się militarnie z Europy.

Tymczasem Polska, mimo najwyższych w NATO wydatków na obronę i pięciu lat obserwacji wojny na Ukrainie, wciąż za wolno wyciąga wnioski z pola walki:

1) masowej produkcji dronów (to nie istnieje),
2) amunicji i adaptacji do nowej rzeczywistości technologicznej (to nie istnieje).
3) systemów dowodzenia, łączności, kooperacji w sferze multi-domain battle itd.

Rzeczywisty stan rosyjskiej armii w 2026 roku pokazuje wyraźne różnice i fakt, że pomimo trwającej wojny w Europie, potencjał militarny Rosji nie tylko nie uległ wyczerpaniu i długofalowemu osłabieniu, ale przede wszystkim on wciąż rośnie pomimo strat, jakie Rosja codziennie ponosi na Ukrainie. Wyraźnie to podkreśla marcowy raport estońskich służb wywiadowczych:

1) 680 000 żołnierzy okupuje Ukrainę. Siły lądowe podwojone w porównaniu z 2022 rokiem do niemal 600 000, mimo utraty 1,3 miliona.
2) 1,3 miliona żołnierzy czynnych (wzrost o 44% od 2022 roku).
3) 70–85 rakiet balistycznych Iskander i Kinzhal miesięcznie. W 2022 roku było to 3/miesiąc.
4) 120–170 pocisków manewrujących miesięcznie.
5) Produkcja pocisków/amunicji: 7 milionów sztuk artyleryjskich, moździerzowych, czołgowych/wozów bojowych piechoty oraz MLRS w 2025 roku (17× poziom sprzed inwazji w 2021 roku, czyli 400 000).
6) 7 milionów dronów FPV/rok.
7) 150 000 dronów uderzeniowych/rok, z planowanym wzrostem do 360 000/rok. To m.in. Shahedy itp.
8 ) 21 000 pojazdów opancerzonych (czołgi + wozy bojowe piechoty + transportery opancerzone/BWP) w aktywnym wyposażeniu, przekraczające poziomy sprzed 2022 roku. Mimo strat rzędu ~16 000 od lutego 2022 roku

Popełniamy błąd podobny do Francji lat 1918–1940 – Francja miała dużą armię zdecydowanie nowocześniejszą i lepiej wyposażoną od polskiej w 1939 – podobnie jak w planach my mamy, ale nie dostosowała się, podobnie jak my – do zmieniającego się charakteru i specyfiki współczesnej wojny. Nasza generalicja i obecny rządz popełnia ten sam błąd, który w latach 30 popełniło ówczesne naczelne dowództwo tj. przygotowujemy się do wojny, która już była i której nie będzie.

Jeśli Elbridge Colby – wpływowy strateg administracji USA – patrzy na niemiecką strategię z aprobatą jako krok w stronę koncepcji „NATO 3.0”, w której Europa bierze większą konwencjonalną odpowiedzialność, to Polska nie może sobie pozwolić na to, by sama siebie spychać na boczny tor i za darmo wpuszczać w ten temat stronę niemiecką.”

W intencje niemieckie nie można wierzyć, nawet jeśli określają w nowym dokumencie Rosję jako strategiczne i egzystencjalne założenie. Głównie dlatego, że wraz z siłą militarną jej dodatkiem jest siła polityczna, którą Niemcy mogą wykorzystać do ustanawiania reguł gry w Europie. Zwłaszcza, że w obecnych realiach geopolitycznych – siła ma i będzie mieć kluczowe znaczenie. Polska powinna prowadzić własną grę i mocno przyglądać się działaniom niemieckim, a także dążyć do poznania ich zasadniczych założeń, które nie są dostępne opinii publicznej. Zwłaszcza, że w Niemczech następują zmiany, a partia AfD wraz z każdymi wyborami rośnie w siłę i w przyszłości, jeśli zdobędzie władzę w Niemczech, może zacząć wykorzystywać siłę militarną Niemiec do celów innych niż to, co zostało przedstawione w dokumencie dwa dni temu. Historia niemieckiego „Drang nacht Osten” karze być przygotowanym na takie scenariusze, które dla Polski w sytuacji postępującej erozji dotychczasowego ładu międzynarodowego mogą okazać się śmiertelne.

Jeśli sami nie potrafimy Amerykanom przedstawić kontrpropozycji lub przekonać Amerykanów do tego, aby nie ufali zbyt mocno w intencje Berlina (zastanawiam się, kto miałby to zrobić z ówczesnych rządzących, którzy zawdzięczają mocno Berlinowi swoje przejęcie władzy w 2023 r. i którzy nigdy nie bali się niemieckiej dominacji w Europie), to tylko pokazuje miałkość obecnej władzy w Polsce, która błędnie uważa, że to Paryż może być prawdziwą alternatywą.