Do napisania tego postu skłoniła mnie pierwsza część wczorajszego programu „Warto Rozmawiać” pana redaktora Pospieszalskiego. Była to ciekawa dyskusja o dezinformacji na kanwie akcji przeciwko min. Macierewiczowi, o której pisałem kilkakrotnie. Wszystko było fajne, mądre, prowadzący i uczestnicy dyskusji mieli wiele racji i zwrócili uwagę na wiele istotnych kwestii. Nie będę relacjonował szczegółowo dyskusji. Można ją zobaczyć na VOD. Chciałem jedynie zwrócić uwagę na popełnione przez dyskutantów dwa błędy.

Oczywiście jest to moje zdanie i nie trzeba go prać pod uwagę. Tym bardziej, że moje podejście też może być „skrzywione” przez pracę zawodową, szczególnie w kontrwywiadzie.

Praktycznie przez całą swoją „karierę” zajmowałem się wykrywaniem dezinformacji, stosowaniem jej, inspirowaniem przeciwnika do określonych ruchów. Nie ma w Polsce pojęcia „kontrwywiad ofensywny”, ale na moim skromnym poletku w ZK UOP takie metody stosowałem i to kilkakrotnie z powodzeniem. To kazało mi myśleć kategoriami przeciwnika. Planowanie jakiejkolwiek akcji zaczynałem zawsze od „teatru”: wyobrażałem sobie, że nie nazywam się Piotr Wroński, nie jestem kapitanem lub majorem UOP, ale moim odpowiednikiem w SWR, który planuje operacje przeciwko Polsce. Planowałem jego posunięcia, a potem odczytywałem nasze potencjalne błędy, a następnie zastępowałem je czynnościami operacyjnymi. Usiłowałem wyjść z polskiego kontekstu, widząc do z zewnątrz. Jednym z efektów był rok 2000. Rosjanie dali się podejść jak dzieci, właśnie dlatego, że udało mi się „wstrzelić” i przeprowadzić operację, jakiej oni sami potrzebowali. Kiedyś może o tym napiszę. Wracajmy do programu. Dwa błędy, wynikające z siebie nawzajem:

1. Volkoff miał absolutną rację. jego praca o dezinformacji jest świetna i najlepsza, jaką dotąd napisano. Volkoff jednak nie żyje. Opierał się na obserwacji źródeł, które miały dojście do central wywiadowczych w przeszłości, więc siłą rzeczy nie mogły znać aktualnych tendencji (Brytyjczycy i casus Gordijewskiego). Nie można traktować Volkoffa jak biblii. Antycypował, lecz nie jest to zbiór nienaruszalnych aksjomatów i dogmatów. Należy też założyć, że nie tylko my przeczytaliśmy i przeanalizowaliśmy tę książkę, ale i zrobili to także, może przede wszystkim, Rosjanie i nauczyli się czegoś nowego.
2. Właśnie poprzez zastosowanie Volkoffa trzeba sformułować zasadę, że pudłem rezonansowym dezinformacji skierowanej przeciwko komuś z danego kraju, mogą być media tego kraju, ale adresatem może być ktoś trzeci, pod warunkiem, że „ów trzeci”, ma wpływ na kraj „tego kogoś” (hahahaha! skomplikowane i zagmatwane, ale o to chodzi! Przeczytajcie powoli i zrozumiecie).

W związku z tym, mamy co następuje:

a) Ataki na min. Macierewicza wybuchły w momencie pierwszych informacji o rekonstrukcji rządu.
b) Autorzy operacji wiedzieli, że: po pierwsze, w Polsce nie odniosą one skutku, gdyż min. Macierewicz cieszy się poparciem większości społeczeństwa, po drugie, polski rząd nigdy nie zdymisjonuje go „sam z siebie”, po trzecie, na Polskę mają wpływ sojusznicy, w tym nasz największy sojusznik i po czwarte, akcja prowadzona w polskich mediach jest wiarygodniejsza niż w mediach adresatów i ma większe szanse powodzenia, ponieważ adresaci nie znają języka polskiego na tyle, by zrozumieć niuanse i odcienie (z tego wynika, że projektanci mają dobrze uplasowane źródła w Polsce), więc ich raporty będą siłą rzeczy pozbawione szczegółowych podejrzeń i odcieni, czyli ograniczą się do ogólnego wniosku, który brzmi: „Macierewicz szykuje prywatną armię i nastraja społeczeństwo wrogo do autorów ergo pcha do wojny, a wy, adresaci, nie chcecie wojny, więc go powstrzymajcie”, stąd w akcji również użyto prymitywnych elementów, jako lepiej przyswajalnych dla adresatów z powyżej wymienionych przyczyn (ale długie zdanie! Jak u Tomasza Manna, albo mojego ulubionego Zoli).
c) Akcja nie wypaliła i po konferencji pani Premier zakończyła się, jakby ktoś ją uciął nożem, przynajmniej na razie.

Nie wymieniłem tu aspektu ekonomicznego związanego z zakupami dla armii, co nie oznacza, iż nie biorę go pod uwagę. Na koniec mam jeszcze jedno pytanie: czy tylko dla Rosjan usunięcie min. Macierewicza byłoby korzystne? Nie odpowiem na nie, bo nie chce mi się. I tak wszyscy wszystko wiedzą lepiej ode mnie. Poza tym pojawił się nowy element wojny z Polską i z jej rządem, o wiele groźniejszy, tym bardziej, że prawica nie jest w ogóle tego świadoma. O tym napiszę w innym poście.

Czytaj więcej w artykule: Wojna o „rząd dusz”. Czy PiS chce ją wygrać?