Niedawno nowy szef Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej, Ołeksandr Ałfiorow, oświadczył w rozmowie z PAP, że Ukraina ma „prawo do własnych bohaterów” — mówiąc o UPA i Banderze. Wołyń nazwał „sporem historycznym” i „niuansami XX wieku”, a rozliczenie tej zbrodni odsunął na później, bo najpierw — według niego — Polska i Ukraina muszą odnieść „wspólne zwycięstwo nad Rosją”. Czy nie jest to zbieżne ze skandalicznym zachowaniem ukraińców na Stadionie Narodowym?

Jeżeli ktoś dziś mówi, że Ukraina ma „prawo do własnych bohaterów” i w tym samym zdaniu wymienia Stefana Banderę oraz UPA — to nie mówi o bohaterach, lecz o mordercach. Tak samo jak Niemcy nie mają prawa nazywać bohaterami Himmlera czy SS, tak samo Ukraina nie ma prawa czcić przywódców, którzy odpowiadają za masowe ludobójstwo na ludności cywilnej.

Bandera był przywódcą ideologii, która w praktyce sprowadziła się do rzezi — palenia wsi, rozcinania brzuchów ciężarnych kobiet, mordowania dzieci, obdzierania ludzi ze skóry. Wołyń i Małopolska Wschodnia nie były „niuansami XX wieku”. Były krwawą łaźnią, gdzie siekiera, widły i piła zastąpiły karabin, a ofiarą było polskie dziecko, kobieta, starzec.Tymczasem dziś z ust urzędnika państwowego z Kijowa słyszymy, że to „spór historyczny”. Spór? Czy masowe gwałty, palenie ludzi żywcem i obcinanie kończyn to kwestia interpretacji?

To tak, jakby mówić, że Holocaust był „trudnym momentem w historii” i że „każdy naród ma prawo do własnych bohaterów”. Jeśli tak, to gdzie jest granica? Czy Rosja ma prawo czcić Stalina za „zwycięstwo nad Hitlerem”, pomijając miliony ofiar gułagów? Nie. Są zbrodnie, które wymazują prawo do chwały.

UPA walczyła nie tylko z okupantem. UPA walczyła z polskimi dziećmi, z bezbronnymi kobietami, z własnymi sąsiadami. To nie jest „walka o wolność” – to jest ludobójstwo. Dlatego każdy, kto dziś relatywizuje banderyzm, staje po stronie tej samej mentalności, która uzasadniała mordy w Jedwabnem. To jest kneblowanie prawdy w imię „sojuszu politycznego”. A prawda jest prosta: banderyzm to zbrodnia, a zbrodniarze nie stają się bohaterami tylko dlatego, że czasem walczyli z tym samym wrogiem co my.

Ukraińcy, którzy dziś czczą Banderę, muszą zrozumieć, że żaden sojusz nie będzie pełny, dopóki na Wołyniu spoczywają bezimienne mogiły, a w Kijowie ulice noszą imię mordercy.

Prawdziwi bohaterowie to ci, którzy ratowali niewinnych, a nie ci, którzy wydawali rozkazy mordowania sąsiadów.Bez uczciwego rozliczenia tej historii Polska i Ukraina mogą być partnerami w wojnie, ale nigdy nie będą prawdziwymi braćmi.

Polska ma obowiązek postawić sprawę jasno — tak, jak uczyniły to inne państwa w obliczu zbrodni historycznych.

Niemcy po wojnie zakazały propagowania nazizmu i wszelkich symboli z nim związanych.

Austria wprowadziła podobne przepisy. W wielu krajach Europy obowiązuje zakaz używania symboliki komunistycznej i nazistowskiej w przestrzeni publicznej, a w Estonii i na Łotwie gloryfikowanie kolaborantów z czasów wojny jest przestępstwem.

Dlatego Polska powinna:

1. Domagać się od Ukrainy usunięcia z przestrzeni publicznej symboli UPA i Bandery — z nazw ulic, pomników i uroczystości państwowych.

2. Wprowadzić zakaz wjazdu dla osób publicznie propagujących banderyzm, tak jak zakazuje się wjazdu neonazistom i osobom propagującym faszyzm.

3. Warunkować dalszą pomoc polityczną i finansową od uczciwego rozliczenia zbrodni na Wołyniu oraz przeprowadzenia ekshumacji wszystkich polskich ofiar.
Prawdziwe partnerstwo opiera się na prawdzie, a nie na kłamstwie.
Bez prawdy o Wołyniu i bez potępienia Bandery, Polska i Ukraina będą tylko sojusznikami z konieczności — nigdy prawdziwymi przyjaciółmi.