Oglądałam na żywo przemówienie Bronisława Komorowskiego podczas jego konwencji wyborczej w dniu 07.03.2015 r. Im dłużej przemawiał, tym coraz bardziej zastanawiałam się o osiągnięciach, jakiego prezydenta mówi Pan B., Komorowski, bo przecież nie o swoich. Po pięciu latach prezydentury Bronisław Komorowski przedstawia się jako apolityczny prezydent wszystkich Polaków. Od 2001 był członkiem zarządu krajowego Platformy Obywatelskiej, a od 2006 wiceprzewodniczącym. Sam przyznał, że: „pięć lat temu byłem kandydatem PO, dziś pragnę być kandydatem obywatelskim, z waszym poparciem, z poparciem PO”. Gdy wystartował w 2010 roku do wyborów prezydenckich, PO wsparła jego kampanię kwotą 15 mln zł. Z nieoficjalnych informacji ze źródeł zbliżonych do kierownictwa Platformy wynika, że w obecnej kampanii prezydenckiej, obywatelski kandydat został wsparty przez PO na razie na 10 milionów zł – które zostały przelane na konto komitetu wyborczego. W myśl zasady, kto płaci ten wymaga, mogliśmy obserwować jak ta zasada była realizowana w ciągu minionej kadencji.
Odnosząc się do osiągnięć swojej kadencji stwierdził Pan, że: (…) „był to czas trudny, po katastrofie smoleńskiej, czas trudnego stabilizowania państwa” (…) „5 lat temu kandydowałem w wyborach prezydenckich proponując zgodę, która buduje”, (…) „Polacy oczekują Polski, która łączy a nie dzieli, Polski, która przygarnia, a nie odrzuca. Polski, która szuka zgody, a nie konfliktu”.
Jak to stabilizowanie państwa i budowanie zgody wyglądało w praktyce wystarczy sobie przypomnieć, jak główną troskę prezydenta elekta było usunięcie krzyża spod Pałacu Prezydenckiego, który z inicjatywy harcerzy stanął 15 kwietnia 2010 roku, jako hołd dla ofiar katastrofy smoleńskiej. Tym samym nie tylko podgrzał Pan atmosferę na scenie politycznej, ale podzielił społeczeństwo.
W swoim przemówieniu mówił Pan: „Polacy chcą i mają prawo czuć się bezpiecznie we własnym kraju”, to, dlatego podpisał Pan uchwalone na początku 2014 roku, tzw. ustawy o „bratniej pomocy” dającej funkcjonariuszom obcych państw pozwolenie na inwigilację Polaków w Polsce i użycie wobec nich siły, oraz nową ustawę o środkach przymusu bezpośredniego, która w założeniu „ma ułatwić pracę wszystkich służb mundurowych”. Zgodnie z nią możliwe jest użycie wojska do zapewnienia bezpieczeństwa publicznego w przypadku, gdy siły policji okażą się niewystarczające. Wojsko będzie mogło zostać użyte na podstawie postanowienia prezydenta, na wniosek rządu, a w sytuacjach nie cierpiących zwłoki na mocy decyzji ministra obrony narodowej na wniosek ministra spraw wewnętrznych. To zabezpieczanie się, na wypadek gdyby Polacy się obudzili, zaczęli masowo protestować, a władza PO nie mogła ich opanować. Oczywiście wszystko dla dobra i bezpieczeństwa Polaków.
Stwierdził Pan, że: „obywatelskość, dążenie do pobudzenia energii obywatelskiej (…) to nasz wspólny model. Być blisko obywateli, to nasz wspólny cel, który łączy nas na tej sali. (…) Dobrym przykładem jest realizowany program: dobry klimat dla rodziny.” (…) „w kwestii rozwiązań prorodzinnych nikt nie zrobił tyle, co my”. Jak to wyglądało w praktyce zaangażowanie Pana prezydenta w „pobudzeniu energii obywatelskiej i byciu blisko obywateli” to widzi każdy z Polaków. W 2013 r rodzice zebrali niemal milion podpisów pod wnioskiem o referendum w sprawie sześciolatków, a następnie 300 tys. pod projektem znoszącym obowiązek szkolny dla sześciolatków, a wcześniej 2,5 mln podpisów osób domagających się referendum w sprawie przyszłości Lasów Państwowych. Pan prezydent zrobił dużo dla bycia blisko obywateli i pobudzenia energii obywatelskiej, nie poparł tych inicjatyw.
Z opracowania organizacji Grant Thornton zajmującej się świadczeniem usług audytorskich i doradczych wynika, że w 2014 r. w Polsce weszło w życie 25,6 tys. stron maszynopisu nowego prawa. To są rekordowe wyniki w skali Europy. Obywatel, który chce nadążyć za zmieniającym się porządkiem prawnym, musi „każdego dnia czytać średnio 103 strony nowych aktów prawnych” – Nie mówiąc o 30 tys. interpretacji podatkowych rocznie. Często sprzecznych ze sobą.
Oprócz tego obowiązują usta¬wy, które uderzają w obywatela i interes polski: o bankowym tytule egzekucyjnym, wykupie ziemi, o komornikach.
Kandydatka na prezydenta SLD pani Magdaleny Ogórek postulowała napisanie prawa od nowa. Pan, w swoim wystąpieniu odnosząc się do jej wypowiedzi stwierdził, że „Całkowicie nierealny postulat napisania prawa od nowa nie jest warty komentarza, ale naszym wspólnym celem powinno być uproszczenie prawa, (…) kontynuowanie racjonalnego procesu deregulacji. Tworzenie prawa to nie wyścig na ilość ustaw, ale konieczność poprawy jakości stanowionego prawa”. (…) „Konkurencyjność polskiej gospodarki to także wspólne wyzwanie, (…) także przez tworzenie dobrego klimatu dla przedsiębiorczości. (…)”.
Mam pytanie, co w tej sprawie przez 5 lat swojego urzędowania zrobił Pan Panie prezydencie Komorowski? Przecież prezydent ma prawo inicjatywy ustawodawczej, ma też możliwość blokowania poprzez weto rozwiązań niekorzystnych, szkodzących społeczeństwu lub prowadzących do osłabienia Polski.
Odnosząc się do bezpieczeństwa stwierdził: „Bezpieczeństwo Polski będzie centralnym punktem mojej prezydentury” (…) „polska armia jest armią profesjonalistów”. (…) „silna armia gwarantuje bezpieczeństwo państwa. Prezydent jest jej zwierzchnikiem i musi mieć wiedzę i doświadczenie. Zwłaszcza w niespokojnych czasach, a mamy czasy niespokojne. Mam tę wiedzę, mam to doświadczenie i pragnę służyć nim Polsce przez następne pięć lat”.
Rezultatem „tej wiedzy” i „tego doświadczenia” była tzw. reforma armii czyli jej uzawodowienie z równoczesną rezygnacją z powszechnej służby. W praktyce przyczyniła się ona do rozmontowania polskich sił zbrojnych. W wielokrotnie od nas bogatszym państwom taka reforma zajmowała wiele lat, u nas przeprowadzona została błyskawicznie i bez żadnego przygotowania pozbawiła nas armii z poboru, nie tworząc jej wspieranego strukturami obrony cywilnej odpowiednika.
Mamy armię profesjonalistów. Jest tak dobrze, że żołnierze szeregowi opublikowali dramatyczny list otwarty, w którym napisali, że jako jedyny korpus osobowy w polskiej armii, „nie mogą służyć z powodu braku możliwości przejścia na służbę stałą, dłużej niż 12 lat”. Dodają też, że „do 2021 roku z mundurem pożegna się ponad 15 tysięcy dobrze wyszkolonych i wykwalifikowanych żołnierzy z korpusu szeregowych, często po wielu misjach”. Ukazując propagandowe „sukcesy” w świetle jupiterów, nie słyszałam by Pan prezydent zajął w tej sprawie stanowisko, tym bardziej, że niedaleko od naszych granic trwa wojna, a wyszkolenie nowego żołnierza trwa latami.
Mówił Pan m. in., że „bezpieczeństwo Polski zależy od trwałych i stabilnych sojuszy”. Nie do końca się z Panem zgadzam. Owszem sojusze się sprawdzają w czasach pokoju, natomiast z chwilą wybuchu wojny przeważnie są tyle warte, co papier, na którym są zapisane. Według mnie, bezpieczeństwo naszego kraju przede wszystkim zależy od silnej i zdrowej gospodarki, co bezpośrednio przekłada się na siłę armii. Jako historyk z wykształcenia doskonale Pan wie, jaką wartość miały nasze sojusze w 1939 roku. Gdy wybuchła wojna zostaliśmy sami. Jeżeli Pan wierzy, że dzisiaj byłoby inaczej i sojusznicy wywiążą się z podpisanych zobowiązań w razie napaści na Polskę, to najlepszym przykładem ich dotrzymywania jest Ukraina. W 1994 roku Rosja, USA, Wielka Brytania i Francja zagwarantowały bezpieczeństwo granic Ukrainy w zamian za likwidację arsenału nuklearnego. Po aneksji Krymu i zajęciu części zachodniej Ukrainy, poza apelem o rozwiązane konfliktu na drodze politycznych negocjanci, żaden z zachodnich gwarantów nie wywiązał się z przyjętych zobowiązań. Wręcz przeciwnie, są naciski na Ukrainę by pogodziła się z zaistniałą sytuacją, bo trwający konflikt przeszkadza UE w prowadzeniu interesów z Rosją.
Zatkało mnie, gdy usłyszałam: „Zaprosiłem do Polski przywódców NATO, by potwierdzić naszą silną pozycję w sojuszu. By wzmocnić w ten sposób bezpieczeństwo Ojczyzny”. Przerażające jest to, że nie silna i sprawna armia jest potwierdzeniem jej wartości, a możliwość brylowania prezydenta wśród przywódców państw członkowskich NATO ma potwierdzić naszą silną pozycję w sojuszu.
Pan prezydent przekonywał słuchaczy, że „dziś decydujemy o losie regionu, bo taka jest nasza Polska pozycja”. (…) „rozwój państwa, które przecież już się dzisiaj bardzo poważnie liczy na świecie”. (…). „Umacniamy naszą pozycję lidera regionu”.
Panie prezydencie Komorowski mam pytanie – na czym konkretnie polega „decydowanie o losie regionu” i w jaki sposób” umacniamy naszą pozycję lidera regionu”. Prosiłabym o argumenty świadczące o tym, że „dzisiaj Polska bardzo poważnie liczy na świecie”. Bowiem ja, mimo dobrej woli i ogromnego wysiłku tego nie widzę. Wręcz przeciwnie, ponieważ realizowanie polskiej polityki zagranicznej od lat polega na płynięciu w głównym nurcie polityki europejskiej, to skutek jest taki, że:

– bez naszej zgody Niemcy z Rosją zbudowały gazociągu Nord Stream na dnie Morza Bałtyckiego, który zablokował rozwój portu w Szczecinie i Gazoportu w Świnoujściu,
– do dziś Rosjanie nie wydali nam wraku samolotu z katastrofy smoleńskiej.
– w Niemczech Jugendamty pod byle pretekstem odbierają dzieci Polakom, które są następnie przymusowo germanizawne,
– Niemcy nie uznają polskiej mniejszości, natomiast zaliczył do nich Duńczyków, Fryzyjczyków, Serbołużyczan i Romów
– nie zapraszani jesteśmy na żadne z ważnych spotkań prezydentów: Rosji Władimira Putin, Francji Francoisa Hollande’a, Ukrainy Petro Poroszenki, kanclerz Niemiec Angeli Merkel dotyczących przyszłości Ukrainy, które mają wpływ na nasze bezpieczeństwo.
– Niemcy i Francja wprowadziły przepisy nakazujące polskim przewoźnikom obowiązek wypłaty kierowcom, którzy będą przejeżdżali przez ich terytorium wynagrodzeń według stosowanie stawek minimalnych obowiązujących w tych krajach (8,5 euro, ok. 40 zł).

Panie prezydencie w swoim przemówieniu mówił Pan tak: „mamy naprawdę wielki potencjał. Polskie firmy, polskie marki już dziś podbijają globalne rynki. Polska dyplomacja musi więc nadal stanowić wsparcie naszej ekspansji gospodarczej”, (…) „Musimy, więc wykorzystać wielki potencjał tradycyjnych gałęzi polskiej gospodarki”. Prosiłabym, by wymienił Pan, jakie to gałęzie polskiej gospodarki, polskie firmy i marki podbijają globalne rynki i gdzie Pan Prezydent widzi naszą ekspansją gospodarczą.
Najbardziej zszokowało mnie twierdzenie w formie pytania: (…) „Czy nadal będziemy się frustrowali i wyjeżdżali zagranicę w poszukiwaniu atrakcyjniejszej pracy”. Nie wiem, czy Pan prezydent jest aż tak oderwany od rzeczywistości, czy na siłę chce wierzyć, że sfrustrowani Polacy wyjeżdżają zagranicę „w poszukiwaniu atrakcyjniejszej pracy”. Panie prezydencie, ludzie wyjeżdżają za pracą nie, dlatego, że szukają lepszej, ale dlatego, że jej nie ma. Likwidacji uległo tysiące fabryk, całe branże i gałęzie przemysłu (m. in.: włókienniczy, hutniczy, stoczniowy, samochodowy, maszynowy, chemiczny, spożywczy). Z dostępnych da-nych wynika, że w porówna¬niu ze stanem sprzed 1989 r. liczba osób zatrudnionych w przemyśle spadła w III RP z 5,2 mln do 2,9 mln. Oprócz tego w obcych rękach znajdują się polskie banki, handel, środki przekazu. Obecnie wyprzedawane są ostatnie „srebra rodowe”:

– W 2015 roku sprzedane zostały Polskie Koleje Linowe (PKL) w skład, których weszło 8 kolejek linowych i 7 wyciągów, oraz związanych z nimi grunty spółce zarejestrowanej w Luksemburgu.

– W 2015 roku sprzedane zostały Polskie Nagrania, wraz z nazwą, logo i katalogiem ok. 40 tys. fonogramów, amerykańskiemu koncernowi Warner Musie.

– Od lat trwa niekontrolowana sprzedaż państwowej ziemi cudzoziemcom,

Ponadto:

– Ministerstwo Skarbu Państwa chce sprzedać Polską Żeglugę Bałtycką.

– Poczta Polska przy dużej pomocy państwa polskiego jest wypierana z rynku, mimo, że roczne obroty wynoszą około 1,5 mld euro, a do budżetu odprowadza 200 milionów zysku rocznie!

– Z premedytacją niszczona jest polska kolej m.in. katastrofalną decyzją przekazania, w 2008 r. udziałów spółki marszałkom województw. Skutek tej decyzji jest taki, że należąca do samorządów spółka Przewozy Regionalne boryka się z ogromnymi kłopotami finansowymi.

Powiedział Pan: „Trzeba być ślepym żeby nie widzieć, że żyjemy w złotym okresie dla Polski”. Rzeczywiście „żyjemy w złotym okresie tylko, że upadku Polski”, w okresie rządów PO upadły: edukacja, wymiar sprawiedliwości, służba zdrowia, siły zbrojne, miliony wyjechało, miliony nie ma pracy, na wszystko brakuje pieniędzy, mamy kosmiczne zadłużenie, a upadek ZUS-u to kwestia najbliższych lat. Jak te fakty mają się do słów: „od dłuższego czasu po raz pierwszy nie musimy budować na gruzach, nie musimy zaczynać od zera, że jest szansa, aby praca i twórczy wysiłek kolejnych polskich pokoleń mnożyły się i nawarstwiały, tak jak to jest w innych bogatszych, ustabilizowanych i bardziej bezpiecznych krajach świata zachodniego”, oraz „Niemądrzy są ci, którzy sugerują, że trzeba będzie znowu Polskę odbudowywać ze zgliszcz. Albo, że znowu trzeba będzie ratować polską gospodarkę”. (…)
W swoim przemówieniu na konwencji wyborczej stwierdził Pan: (…) „Wielką falę emigracji z lat 2005-2007 szczęśliwie mamy już za sobą. Warto to przypomnieć tym, którzy dzisiaj usiłują nas pouczać jak ograniczać bezrobocie jako przyczynę emigracji. Warto im przypomnieć, kiedy była największa fala emigracji. Warto im przypomnieć i powiedzieć całej Polsce, że skala wyjazdów do dzisiejszego dnia zmalała 8-krotnie. To dobra wiadomość”.
Szkoda, że przy okazji nie odniósł się Pan do najnowszego raportu Work Service opracowanego na podstawie badań Millward Brown, z którego wynika, że aż 2,8 mln dorosłych Polaków deklaruje chęć wyjazdu z kraju w 2015 roku, a 700 tys. jest przekonanych, że to zrobi.
Chwali się Pan tym, że jest autorem powstania kompleksowego programu polityki prorodzinnej „Dobry klimat dla rodziny”. „Jestem z niego naprawdę dumny. W kwestii rozwiązań prorodzinnych nikt wcześniej nie zrobił tyle, co my”.
Zgadzam się z Panem. Rzeczywiście nie dużo, a bardzo dużo zrobił Pan dla rodziny. Gdy rząd D. Tuska zmniejszał o 30% zasiłek pogrzebowy i podwyższał VAT i wiek emerytalny do 67 roku życia (7 lat kobietom i 2 lata mężczyznom), to z dbałości o dobro Polaków Pan tych ustaw nie zawetował. Również z dbania o interesy Polaków nie zawetował podwyżki VAT w 2011 roku.
W trakcie przemówienia na każdym kroku podkreślał Pan jak ważna jest zgoda mówiąc: „Dziś zgoda jest wartością wprost bezcenną”. (…) „Zgoda stanowi nie tylko gwarancję dalszego naszego rozwoju, ale przede wszystkim gwarancję naszego bezpieczeństwa. Postarajmy się, zatem i my, więc o jedności i solidarność tu i teraz w Polsce”. (…) „Zgoda to także umiejętność powstrzymywania się od niepotrzebnych, a niezwykle destrukcyjnych konfliktów. Zgoda i współpraca to zdolność do współdziałania prezydenta, rządu, parlamentu i samorządów”.
(..)”Nie stać nas chaos i nie stać nas na eksperymenty polityczne. Polska potrzebuje dziś zgody i bezpieczeństwa”. „wszyscy potrzebujemy Polski, w której szanuje się wszystkich obywateli, a nie tylko zwolenników własnej opcji”. Na zakończenie swojego przemówienia zwrócił się Pan do wszystkich słuchających z apelem – „Bądźmy razem! Razem wybierzmy zgodę i bezpieczeństwo!”. (…)
W związku z tym mam następujące pytanie: Jak to się to stało, że gdy prezydentem był śp., Lech Kaczyński to nie miał Pan umiaru w jego obrażaniu. Nie nawoływał Pan do narodowej zgody. Przecież to Pan pierwszy zaczął dzielić społeczeństwo podejmując decyzję o usunięciu krzyża i zwalczając idee budowy pomnika w miejscu harcerskiego krzyża. Czy myśli Pan, że zwolennicy śp. prezydenta L. Kaczyńskiego po Pana nawoływaniach do zgody o wszystkim zapomną? Zapomną o latach upokorzeń i zniewag, jakie serwował nam Pan i rząd PO.? Żeby nastąpiła w narodzie zgoda najpierw musi nastąpić przyznanie się do winy, wyznanie żalu, przeproszenie obrażanych, zadośćuczynienie, a tego nie widać.

Odniósł się Pan również do tradycji i patriotyzmu mówiąc: (…) „Wielkim stałym zadaniem prezydenta jest wzmocnienie wspólnoty narodowej i wspólnoty obywatelskiej. Będę, więc jak dotąd łączył szacunek dla tradycji z nowoczesnym polskim patriotyzmem”.
Czy „nowoczesny polski patriotyzm” to budowanie w podwarszawskim Ossowie obelisku nagrobnego upamiętniającego bolszewickich najeźdźców z 1920r, a może zastąpienie polskiego orła czeko¬ladową figurą w otoczeniu różowych baloników oraz postacią szefowej Trójki zastępczo ucharakteryzowanej na predatora jak to miało miejsce 2 maja 2013 r.
Chciałabym wiedzieć, co przez te minione 5 lat prezydentury oprócz polityki prorodzinnej „Dobry klimat dla rodziny” zrobił Pan dla Polaków skoro w swoim przemówieniu cały czas przewijały się zadania w czasie przyszłym:
– musimy zainwestować w tworzenie miejsc pracy,
– zgłoszę ustawę ułatwiającą współpracę nauki i biznesu.
– zamierzam doprowadzić do systemu ulg podatkowych dla firm innowacyjnych.
– trzeba tworzyć warunki dobrego zatrudnienia młodych Polek i Polaków. Zamierzam do tego zachęcać, zamierzam ponaglać nas wszystkich i również siebie.
– przedstawię program dla polskiej wsi.
– musimy skoncentrować się także na skutecznym wdrażaniu reformy służby zatrudnienia, tak, aby praca a nie zasiłek, aktywizacja a nie rejestracja stały się głównym celem.
– mamy sprecyzowane zadania na najbliższe 5 lat. To m. in. przyspieszenie tworzenia różnorodnych form opieki nad dziećmi, to wprowadzenie bonów opiekuńczych, finansujących koszty opieki. To wsparcie programu rozwoju budowy mieszkań na wynajem z niskim czynszem, to także nacisk na wprowadzenie do 2017 roku zgodnie z planami rządu, pełnej dostępności do edukacji przedszkolnej.

Wychodzi na to, że sprawdziły się słowa D. Tuska, który bardzo dobrze Pana poznał, i wiedział, że cała kadencja upłynie Panu na siedzeniu w fotelu, patrzeniu w żyrandol i życiu w matrixie. Uważam, że gdyby wygrał Pan reelekcję, druga kadencja będzie lustrzanym odbiciem pierwszej.

Liliana Borodziuk