Silnik rządowego statku powietrznego zawył głucho, gdy maszyna z prezydentem Karolem Nawrockim na pokładzie wznosiła się ponad chmury. Wizyta w Senegalu miała na celu wzmocnienie relacji gospodarczych, jednak atmosfera w kabinie od początku była gęsta od napięcia. Nawrocki, znany ze swojego niezłomnego charakteru patriota i kibic przywiązany do tradycyjnych wartości, spoglądał przez okno w milczeniu, przypominając sobie jeszcze niedawną, osobliwą sytuację w kraju, gdy Marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty odesłał mu bez otwierania i bez wydania opinii zaplombowany worek z aneksem do raportu z likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych (WSI).
Nagle w kabinie zapanował niepokój. Ekranów radarowych dotknęła fala dziwnych zakłóceń, a systemy łączności z Polską całkowicie zamilkły. W zupełnie niewytłumaczalnych okolicznościach kontakt z Warszawą urwał się z sekundy na sekundę. Z powodu nagłej utraty łączności i braku jakichkolwiek instrukcji z bazy, pilot podjął decyzję o awaryjnym lądowaniu na starym, dawno zapomnianym lotnisku w głębi Senegalu.
Historyczny chichot losu brzmiał intrygująco: to właśnie do Senegalu w 1940 roku, po upadku Francji, trafiały wywożone w dramatycznych okolicznościach rezerwy Banku Polskiego, by ratować suwerenność Rzeczypospolitej. Teraz maszyna wylądowała w tym samym regionie. Gdy technicy otworzyli drzwi samolotu i udało się nawiązać lokalne połączenie z naziemnymi szyframi, do prezydenta dotarły wstrząsające raporty z kraju. Nawrocki dowiedział się, że w czasie trwania lotu w Warszawie doszło do bezwzględnego, ostatecznego przejęcia Trybunału Konstytucyjnego przez nową władzę, a procedury prawne zostały zniszczone.
Zszokowany prezydent wyszedł na rozgrzaną płytę lotniska, aby zaczerpnąć powietrza i skonsultować dalsze kroki. W tym samym momencie trap maszyny otoczył tłum. Towarzyszący mu funkcjonariusze Służby Ochrony Państwa, sparaliżowani instrukcjami płynącymi z przejętej w Warszawie centrali, nagle zastygli w bezczynności. Nie wykonali żadnego gestu obrony.
Z cienia zardzewiałego hangaru wyszedł Moussa – bezdomny, głęboko wierzący muzułmanin. Stał się on narzędziem w rękach międzynarodowego syndykatu przestępczego: tej samej struktury, która na co dzień zajmowała się masowym przerzutem nielegalnych migrantów do Europy na zlecenie znanego globalnego miliardera i filantropa. Moussa doskonale wiedział, jak potężne macki mają ci ludzie – na własne oczy widział, że członkowie kartelu bez przeszkód poruszają się w garniturach, zasiadając na co dzień w biurze regionalnym organizacji filantropijnej w Dakarze, koordynując stamtąd swoje mroczne interesy.
Syndykat trzymał w garści rodzinę Moussya, szantażując go bezwzględnym ultimatum – jeśli nie zabije polskiego prezydenta, jego bliscy zginą pod ostrzem maczet, a ich szczątki zostaną rzucone na pożarcie świniom, co dla pobożnego muzułmanina oznaczało ostateczną profanację i zamknięcie bram raju.
Moussa, drżąc ze strachu o życie najbliższych, wyciągnął spod łachmanów zardzewiały pistolet.
Tragiczne wydarzenia w afrykańskim pyle uruchomły lawinę, której nikt już nie potrafił zatrzymać. Kiedy wiadomość o śmierci prezydenta dotarła do kraju, obowiązki głowy państwa – zgodnie z konstytucją – przejął Marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty. W cieniu tych wydarzeń sparaliżowana opozycja nie była w stanie stawić oporu, a nowa władza ruszyła pełną mocą: służby bezprawnie aresztowały prezesa NBP, Adama Glapińskiego – człowieka, który zwielokrotnił polskie rezerwy złota i wzmocnił narodową walutę. Wkrótce potem świat obiegła informacja o jego tajemniczej śmierci w areszcie śledczym.
Pozbawiona swoich strażników suwerenności Polska została błyskawicznie wciągnięta do strefy euro, a nowe władze wyprzedały za bezcen zgromadzone rezerwy kruszcu, domykając upadły budżet i mroczny rozdział w historii kraju.
Przedstawiona wyżej opowieść jest całkowicie fikcyjną historią z gatunku political fiction. Wszelkie postacie, wydarzenia, miejsca oraz relacje między nimi są elementem czystej twórczości literackiej autora i nie odzwierciedlają rzeczywistości. Jakiekolwiek podobieństwo do prawdziwych osób (żyjących lub zmarłych), autentycznych wydarzeń politycznych, instytucji czy organizacji jest całkowicie przypadkowe. Tekst ten nie wyraża poglądów, opinii ani stanowiska autora w odniesieniu do realnego życia politycznego, ma charakter wyłącznie literacki i nie należy go traktować jako faktów.
Ten artykuł to tylko political fiction, artykuł nie przedstawia poglądów autora i redakcji Magazynu Opinii Pressmania.pl
Zostaw komentarz