Nie trzeba być ekonomistą, by przewidzieć co się stanie:
1. skutkiem dopłat do węgla, które w myśl ustawy mają przysługiwać każdemu gospodarstwu, które złożyło deklarację o opalaniu tejże nieruchomości węglem, będzie import węgla, bo przecież polskie kopalnie albo stoją, albo pracują na pół-gwizdka, albo też mają kontrakty z polską energetyką i do obrotu indywidualnego nie mogą dostarczyć surowca. Dopłaty w praktyce obejmą więc węgiel importowany. Zarobią na nim importerzy. I to grube miliony.
2. Jako, że dopłaty będą szły z funduszu wyłączonego z bilansu budżetowego, to do budżetu wpłyną środki w postaci cła, akcyzy, VAT-u i innych podatków. Zmniejszy się więc deficyt. W wyniku tej kreatywnej księgowości będzie można się pochwalić większymi dochodami. A to, że na papierze, nie ma specjalnego znaczenia. Koszty tego zapłacą dopiero Polacy za parę lat.
3. Niezrozumiały jest „jęk” tych, którzy ogrzewają domy innymi źródłami energii. Bo przecież węgiel jest najłatwiej sprowadzić i sprzedać. Do gazu potrzebne byłyby specjalne linie przesyłowe, a tu monopol ma państwo. Chętnie się dowiem za kilka miesięcy, który handlarz respiratorami lub bronią zarobił i nagle wyzionął ducha.
Autor: dr hab. Józef Brynkus, prof. UP Kraków
Pracownik Katedry Edukacji Historycznej Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Pochodzi z rodu górali podhalańskich i orawskich. Polski historyk i nauczyciel akademicki, profesor UP Kraków, poseł na Sejm VIII kadencji.
Zostaw komentarz