Prawie wszyscy uważają, że szkolnictwo jest w kryzysie, tylko, że widzą odmienne tego stanu przyczyny i drogi wyjścia. Na słabość dydaktyczną w szkołach średnich remedium są powszechne od trzeciej klasy wzwyż korepetycje. Na słabość wychowawczą na razie nie widać sposobów. Co prawda dobrze zarabiają prywatne gabinety psychologiczne, pedagogiczne i terapeutyczne, ale i one szkole nie pomagają, nie dlatego, że nie widzą w tym interesu, ale dlatego, że nie mają narzędzi diagnostycznych oraz terapeutycznych sposobów zaradzenia szkolnym problemom. Najpowszechniejsza jest metoda: rodzice powinni być bardziej wrażliwi na potrzeby dzieci, a obowiązkach dzieci nic się nie mówi. Jest też problem meritum. Od lat powtarza się, że polska szkoła podaje przestarzałe treści. I to jest rzecz oczywista, ale problem w tym jakie tzw. nowoczesne treści wprowadzić. I to we wszystkich przedmiotach nauczanych w szkole. Za kryterium nowoczesności uznaje się dziś a i za rządów PiS tak było, kryterium ideologiczne – zgoła inaczej w obu przypadkach pojmowane. A ja uważam, że szkoła w Polsce byłaby i efektywniejsza i bardziej nowoczesna, gdyby zmieniono ją organizacyjnie, tzn. zmieniono organizację nauczania. W szkole należy wyodrębnić przedmioty realizowane w systemie godzinowo – lekcyjnym i te w tradycyjnym ujęciu klasowo – lekcyjnym. Do pierwszych zaliczyłbym takie obszary kształcenia, które wpływałyby na rozwój fizyczny ucznia, jego sprawności manualne, artystyczne itd. Na te zajęcia mogliby – zwłaszcza w szkole ponadpodstawowej przychodzić uczniowie w różnym wieku. Z kolei zajęcia realizowane w systemie klasowo – lekcyjnym przeznaczone byłyby na przedmioty tzw. kanonu: język polski, literatura obca, języki obce, przedmioty empiryczne, społeczne.
Oczywiście to takie moje fantasmagorie, przecież wprowadzenie takiego systemu wymagałoby zmiany także myślenia rodziców, a nie tylko nauczycieli. Wymagałoby także podporządkowania gospodarki temu systemowi, choćby w zakresie organizacji roku szkolnego. Ale jeśli udało się to zrobić z feriami zimowymi, to czemu miałoby się nie udać choćby z wakacjami.
I na koniec wątku szkolnego. Uważam, że niedopuszczalne jest szerzenie opinii, iż w szkołach pracują osoby, które poza szkołą nic by nie osiągnęły. Owszem pracują ci, którzy poza szkołą nie widzą dla siebie miejsca pracy, bo w szkole się realizują, bo szkołę traktują jako obszar, w którym chcą coś osiągnąć i wykształcić naprawdę przydatnych Polsce absolwentów.
Autor: dr hab. Józef Brynkus, prof. UP Kraków
Pracownik Katedry Edukacji Historycznej Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Pochodzi z rodu górali podhalańskich i orawskich. Polski historyk i nauczyciel akademicki, profesor UP Kraków, poseł na Sejm VIII kadencji.
Zostaw komentarz