To jest problem osobny, ale ważny, czyli znaczenie posłów Kukiz’15 w obecnej sytuacji politycznej w Polsce, ale też międzynarodowej Polski.

Wywalenie Gowina – to mu się dawno należało za spartoloną ustawę o szkolnictwie wyższym i nauce (żywcem wziętą ze wzorca Barbary Kudryckiej); za spartolony Jednolity System Antyplagiatowy – kosztujący polskiego podatnika kilkadziesiąt milionów rocznie i nie obejmujący wszystkich prac dyplomowych, a co więcej nieskutecznie sprawdzający ich autentyczność, za ustawę o Sieci Badawczej Łukasiewicz, na czele której postawił swojego protegowanego Piotra Dardzińskiego, który tę ustawę przygotował i przeprowadził przez proces legislacyjny, a teraz jako jej szef zarabia krocie.

No i wywalenie Gowina należało mu się za jego słynne „GŁOSOWAŁEM TAK JAK CHCIAŁ PiS, ALE NIE KLASKAŁEM”, bo to pokazywało, że za cenę fruktów zdolny był do zrobienia wszystkiego. I teraz miarka się przebrała.

I musicie wiedzieć jedno, że Kukiz’15 za darmo koalicjantem PiS-u nie będzie.

Oczywiście nie chodzi tu o jakieś korzyści doraźne, których nawet poprawnie nie potrafią przedstawić pseudo-dziennikarze w stylu: Andrzeja Stankiewicza z der Onet czy Agnieszki Burzyńskiej z der Fakt, sugerujący, że Paweł Kukiz się sprzedał, a potem na dowód przytaczający zasilenie Zjednoczonej Prawicy przez Mirosława Baszkę i Zbigniewa Ajchlera, z Kukiz’15 niemającymi nic wspólnego.

Ale chodzi tu o to, że za cenę poparcia PiS-u Paweł Kukiz faktycznie zażąda czegoś dla np. polskich przedsiębiorców np. obniżenia składki zdrowotnej w Polskim Ładzie. I gwarantuję Wam, że Paweł Kukiz nie będzie głosował „tak jak chce PiS i nie będzie się przy tym cieszył”. To będzie polityczny deal – twardy, ale dla Polaków korzystny.

Najwięcej o rzekomym, podkreślam rzekomym sprzedaniu się Pawła Kukiza i Kukiz’15 wrzeszczą ci, którzy mają coś na sumieniu i ich ono gryzie. Wiele razy prosiłem ich o konkrety: ani w przypadku zapłaty PiS-u za głosy posłów Kukiz’15 ich nie podają, ani też w przypadku ograniczania wolnych mediów dowodów nie mają.

Przecież nikt nikomu nie zabrania stworzenia medium – jakiegokolwiek, byle respektowało polskie prawo – analogicznie jak w Niemczech. Obskurne i wulgarne „Nie” nadal będzie istnieć, der Onet i der Fakt także, nie pisząc już o jakichś społecznościowych mediach.

Ta ustawa medialna – oczywiście musi jeszcze przejść – ale ona nic na rynku medialnym nie zmienia z punktu widzenia wielości poglądów. Zmienia z punktu widzenia podporzadkowania się polskiemu prawu.

Fot. PiS

Autor: dr hab. Józef Brynkus, prof. UP Kraków
Pracownik Katedry Edukacji Historycznej Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Pochodzi z rodu górali podhalańskich i orawskich. Polski historyk i nauczyciel akademicki, profesor UP Kraków, poseł na Sejm VIII kadencji.