W połowie lat 80. ubiegłego wieku, gdy byliśmy z rodzinną wizytą w Hucie Starej, gdzie mieszka chyba 90% populacji wszystkich Zenderowskich na świecie, pod koniec pobytu nie pamiętam z jakiej przyczyny, ale postanowiono nas obdarzyć dorodnym kaczorem w wersji pro life. Na czas podróży miał związany dziób. Siedział na tylnym siedzeniu między mną a moją siostrą. Już wtedy było widać, że nie był zadowolony ze zmiany miejsca zamieszkania. Kaczora wypuściliśmy na podwórko przy internacie na ul. Sienkiewicza 2. Doglądaliśmy go codziennie z siostrą i karmiliśmy chyba przesadnie dużo. Z czasem kaczor stawał się coraz bardziej agresywny i raz nawet wskoczył na kark kierownika internatu, czyli mojego Tatki, gdy ten szedł wyrzucić śmieci. Najwyraźniej narastała w nim jakaś nieokiełznana złość i frustracja.

Pomyśleliśmy z siostrą, że pewnie dlatego, że jako jedyny przedstawiciel drobiu odczuwa samotność, więc na sobotnim targowisku kupiliśmy kurę. Ale małą, bo niewiele mieliśmy pieniędzy. I ją wypuściliśmy na podwórko. Kaczor się nią nie zainteresował, przeciwnie stawał się coraz bardziej agresywny. W związku z tym z Alicją ukradliśmy z internatowej kuchni dwie największe pokrywki na garnki, każda cca. 100 cm i to były nasze tarcze przeciwkaczorowe. Potrzebowaliśmy ich po to, aby odbierać jajka od zakupionej kurki, odpierając agresywne ataki kaczora. Ale ta… jajek nie znosiła. Długo zastanawialiśmy się dlaczego. Ostatecznie uznaliśmy, że jest po prostu… niepełnosprawna.

W tym czasie, gdy staraliśmy się oswoić kaczora z Zagłębia i małą kurkę, rozpoczęła się wielka akcja deratyzacyjna w internacie. Alicja przeczytała, że polega ona na zatruwaniu szczurów. Szczur zjada przynętę i przekręca się. To uruchomiło lawinę współczucia z naszej strony i postanowiliśmy uratować przed tym jak najwięcej szczurów. Osobiście zbudowałem pułapkę z zapadnią w przyległym do internatu pomieszczeniu gospodarczym. Następnego dnia, na dnie ukradzionego z kuchni internatowej wielkiego garnka zobaczyliśmy po raz pierwszy na oczy prawdziwego szczura, który wpadł w bezkrwawą zasadzkę. Oglądaliśmy go chyba kilka godzin, po czym… wypuściliśmy go na wolność.

To był nasz szczur!

Autor: prof. Radosław Zenderowski
Polski socjolog i politolog, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Studiów Europejskich Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, kierownik tej katedry.