Opublikowane przeze mnie posty na temat nowej globalnej religii, jaką stał się w moim przekonaniu szczepionkizm, która zdołała już wyhodować „nowego człowieka”, którego red. Gadowski określa całkiem trafnie jako „homo covidiens”, zataczają coraz szersze kręgi, przyciągając ludzi o skrajnie różnych poglądach. Nie wspomnę już co jedni z drugimi na tym forum robią, bo wzajemne zabijanie się zardzewiałym nożem wbijanym w plecy wielu przychodzi z taką łatwością, z jaką dokonują porannej inspekcji uzębienia za pomocą mocno zużytej szczoteczki do zębów.
Dla uporządkowania „dyskusji” chciałbym kilka zdań napisać.
1. Nie wypowiadam się na temat jakości szczepionek i tego, czy są one skuteczne czy nie, czy pomagają lub szkodzą. Nie jestem ekspertem w zakresie medycyny, choć słuchając wielu wybitnych naukowców, którzy ośmielili się zgłosić swoje wątpliwosci, mam do nich pewną rezerwę. Moje zastrzeżenia wobec nachalnie wciskanych nam (to jest dobre określenie) szczepionek raczej rosną niż maleją. Żeby była jasność, sam przyjąłem trzy dawki, więc mam podstawy ku temu by z tej pozycji krytykować i nie być sklasyfikowanym jako antyszczepionkowiec. Gdy zgłosiłem lekarzowi rodzinnemu, że po marcowym szczepieniu niemal całkowicie straciłem apetyt i zjadam od tego czasu tylko jeden posiłek dziennie (niestety wieczorem), wyśmiał mnie i powiedział, że to niemożliwe. Podobnie od tamtego czasu mam regularne krwawienie z nosa. To też nie kwalifikuje się podobno jako NOP, choć radykalnie zmieniło moje życie. Machnąłem ręką. Jakoś wciąż żyję, a jak się wychuśtam to liczę na to, że w lepsze miejsce od tego łez padołu. Reasumując: szczepionki wziąłem głównie dlatego by jeździć po świecie, bo tym oddycham, ale nadal nie jestem do nich przekonany.
2. Kowid prędzej czy później ustąpi. Nawet jeśli ta zaraza jest ludzką ręką uczyniona, na co niestety wiele wskazuje (obecnie mozna zastanawiać się jedynei nad tym, czy celowo został wypuszczony czy przez przypadek, co nie zmiania faktu, że na takich korzystnych przypadkach wielu żeruje).
Przymusza się nas każdego dnia do tego, abyśmy koncentrowali się wyłącznie na medycznych aspektach pandemii. Serwuje się nam rosnące statystyki zakażonych i zmarłych, ale pomija się milczeniem tych, którzy… ledwo żyją. Ta pandemia rujnuje relacje społeczne, towarzystkie, ludzie dziczeją, boją się porozmawiać ze sobą, dzieciaki zapadają na głębokie depresje, podczas gdy w kraju brakuje psychiatriów dziecięcych. Urywają się kontakty, znajomości. Butwiejemy w coraz bardziej zatęchłym internecie. Najwyższa pora nazwać rzecz po imieniu: dba się (rzekomo) o zdrowie publiczne (w sensie medycznym), ale kosztem zdrowia społecznego.
Nie publikuje się żadnych statystyk dotyczących marniejącego życia społecznego. obniżającej się liczby studentów i uczniów w tradycyjnej formule kształcenia (przecież do cholery to da się tak samo policzyć!!!). Nie publikuje się danych dotyczących nauczycieli zakażonych. Zdrowie ponad wszystko? Przetrwanie substancji biologicznej kosztem normalnego życia społecznego? To wymaga dyskusji!
W rozmowie z kolegą powiedziałem, że nie przeraziłaby mnie liczba 6 tys. zmarłych dziennie, gdyby w tym czasie reszta mogła żyć normalnie. Oczywiste jest dla mnie, że życie ludzkie jest nietransakcyjne, ale na to trzeba spojrzeć z szerszej perspektywy. Niech się naukowcy wypowiedzą, zwłaszcza w kontekście np. hiszpanki – może jest tak, że rozkładamy na dziesięciolecia śmierci, które i tak by się dokonały (w krótszym czasie), ale tym sposobem jakim postępuje polski rząd, a tymczasem tracimy całe pokolenie lub pokolenia, niejako… kończąc historię ludzkości.
3. Wiele wskazuje na to, że ta cała „zabawa” jest po to, aby nas wszystkich ze sobą skonfliktować (dla rozrywki). Ktoś, kto zarobił już takie pieniądze, że nie jest w stanie ich wydać, i przepraszam za wyrażenie; wysrać, ba, nie jest w stanie ich wydać ich do czterdzietu pokoleń, czego może chcieć? Odpowiedź jest tylko jedna; zabawy ludźmi. Władzy nieograniczonej. Rozrywki.
Ongiś cesarze rzymscy urządzali sobie i dla ludu rzymskiego spektakle z chrześcijanami w Coloseum. To, co dzieje się obecnie niebezpiecznie zaczyna przypominać te areny zbroczone krwią niewinnych. Pewnych wydarzeń nie da się już powstrzymać, ale zawsze można uratować choćby jedną duszę z tego diabelskiego galimatiasu.
4. Tych moich znajomych, którzy się ze sobą fundamentalnie nie zgadzają proszę o modlitwę w intencji swoich adwersarzy. Nie o kolejne posty i przemyślenia. Niewierzących namawiam do tego, aby nie widzieli w swoich oponentach diabłów i idiotów. Proszę Was o to, choć sam jestem taki bardzo słaby. Każdy kamień odrzucony, nieciśnięty w przeciwnika zbuduje coś dobrego.
Autor: prof. Radosław Zenderowski
Polski socjolog i politolog, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Studiów Europejskich Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, kierownik tej katedry.
Zostaw komentarz