Znany bodaj od lat 1950-tych slogan Polska krajem ludzi uczących się! trafił do lamusa wraz z likwidacją analfabetyzmu. Potem już było tylko gorzej.

Nauka polska jest niedoinwestowana. A po prawdzie to, co kapie z budżetu (i to nie tylko za rządów PiS – to immanentna cecha wszystkich rządów i ustrojów po 1945) służy jedynie podtrzymywaniu życia i chroni przed ostatnim aktem agonii.

Tymczasem inne kraje na naukę wydają nawet 10 razy więcej PKD. Pomińmy już to, że ich produkt narodowy jest wielokrotnie wyższy od naszego (Niemcy, Korea), ale ta 10-krotna różnica widoczna jest w procentowym nakładzie.

W poniedziałek przed uczelniami w całej Polsce stanęli pracownicy. W pikiecie wzięli udział nie tylko nauczyciele akademiccy, jak podała obecna na protestach prasa. Gros stanowili pracownicy niebędący nauczycielami akademickimi, inaczej nazywani pracownikami wsparcia, bez których zaangażowania nie może istnieć żadna uczelnia – nie tylko w Polsce, ale również w Malezji, USA, Japonii, Chinach, Francji czy też w Rosji. Ci pracownicy to wysoko wykwalifikowani specjaliści administracyjni, badawczo i inżynieryjno-techniczni, bibliotekarze, informatycy, pracownicy obsługi. Tymczasem wynagrodzenia tych pracowników są takie, że konkurencją (i to niedoścignioną) coraz częściej jest wynagrodzenie kasjera-sprzedawcy w dowolnej sieciówce.

Po raz pierwszy też na wspólnej manifestacji stanęły obok siebie związki zawodowe działające na uczelniach. Ciągle jeszcze nie wszędzie, ale to oddolne przełamanie powinno stanowić wyraźny sygnał dla rządzących.

Cel negatywny, jakim jest usunięcie władzy, może bowiem połączyć społeczeństwo coraz bardziej świadome tego, że polityka budżetowa po 1989 roku wpycha nas na nowo w kolejną otchłań cywilizacyjną.

O tychże zagrożeniach czytamy w oświadczeniu prasowym, wydanym przez społeczność akademicką Uniwersytetu Śląskiego, w zasadzie zaś przez dwa działające tam związki zawodowe – ZNP oraz NSZZ Solidarność:

Społeczność akademicka Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach wyraża zdecydowany protest wobec stanowiska władz politycznych RP w sprawie braku podwyżek wynagrodzeń dla pracowników naszego sektora i jego chronicznego niedofinansowania.

W 2018 roku, wprowadzając reformę szkolnictwa wyższego i nauki, ówczesny Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego oraz wicepremier Rządu RP zobowiązał się do znaczącego wzrostu wynagrodzeń. W ramach tego zobowiązania mieliśmy otrzymać 30% wzrost wynagrodzeń rozłożony na latach 2019 ÷ 2021. Rząd nie wywiązał się ze z tych zobowiązań. Wielokrotne wystąpienia przedstawicieli naszego środowiska do Premiera i Ministra EiN pozostały bez echa. W przyjętej przez Sejm RP ustawie budżetowej na 2022 r. w żaden sposób nie wzięto pod uwagę postulatów naszego środowiska akademickiego. Jednocześnie w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego proponuje się nam dyskusję o podwyżkach, ale na rok 2023.

Dlatego jesteśmy zmuszeni do protestowania przed siedzibami naszych Alma Mater pod hasłem:

ŻĄDAMY REALNYCH PODWYŻEK WYNAGRODZEŃ!

Domagamy się dotrzymania przez Rząd RP umowyspołecznej zawartej w czasie przygotowywania i dyskutowania rozwiązań zawartych następnie w Ustawie 2.0.

Żądamy:

  • 17% wzrostu wynagrodzeń w 2022 roku dla wszystkich pracowników szkolnictwa wyższego i nauki. Podwyżki w wysokości 10% rocznie obiecano na lata 2019 – 2021, zrealizowano 7% w roku 2019 i 6% w roku 2020;

  • podwyżki minimalnego wynagrodzenia zasadniczego dla profesora do wysokości trzykrotnego minimalnego wynagrodzenia za pracę (9030 zł w roku 2022). Stanowi to podstawę do wyliczenia wynagrodzeń dla pozostałych nauczycieli akademickich;

  • domagamy się systemowego zwiększania nakładów finansowych na szkolnictwo wyższe i naukę do poziomu 3% PKB.

Panie Premierze, Panie Ministrze Edukacji i Nauki, Panie i Panowie Parlamentarzyści.

Realizując naszą misję edukacyjną, wychodzimy dzisiaj z murów naszych Uczelni i głośno do Was mówimy.

Nauka to inwestycja a nie koszt w budżecie państwa. Każda zainwestowania 1 złotówka w naukę przynosi 5-krotny zysk. Zysk przekładany na rozwój ekonomiczny kraju, dobrobyt i rozwój naszych przyszłych pokoleń. Bez tej inwestycji nie jesteśmy w stanie dogonić rozwiniętych krajów europejskich, a przyszłe pokolenia Polaków będą miały gorsze warunki rozwoju niż ich europejscy rówieśnicy.

Zwróćmy uwagę, że pracownicy uczelni nie domagają się niczego ponad to, co już zostało obiecane w ramach tzw. reformy Gowina, zwanej także Ustawą 2.0.

Tymczasem poza ciągłym zamieszaniem, często objawiającym się w bezsensownym powoływaniu nowych wydziałów i likwidowaniu starych, mających nieraz wiekową tradycję, nie widać innych efektów.

 

22.12 2021