W ostatnim czasie dane było mi się przy różnych okazjach spotykać z wieloma znamienitymi profesorami. Za każdym razem podziwiałem ich wielkość objawiającą się w łatwości mówienia o rzeczach skomplikowanych i trudnych w taki sposób, by audytorium doznawało niemal ekstazy. Zwłaszcza w dobieraniu odpowiednich słów do danej sytuacji i osób. I tej mowy ciała.
Ja jeszcze tego się nie nauczyłem, i nie wiem czy kiedyś się nauczę (choć nominalnie jestem profesorem zwyczajnym), bo to jest inny rodzaj aktorstwa od tego, który ja uprawiam przed samym sobą i wobec innych.
Tym jednak, co mnie cieszy jest to, że nie czuję się zakompleksiony z tego tytułu, że inni są lepsi ode mnie. I lepiej składają słowa, lepiej się prezentują… Ale tylko ja mam dwa złote packowe koty przednią szybą Srebrnego Szerszenia.
Myślę, że każdy profesor ma swoją misję do zrealizowania. Moja misja rozmija się zupełnie z działalnością profesury w dotychczasowej formule. Co nie oznacza, że tamta jest niedobra. Moja jest inna, tylko muszę ją sobie wreszcie jakoś konkretniej uświadomić.
Zrobię to jutro, gdy zaparzę sobie resztki wiedeńskiej kawy sprzed kowidu przywiezionej z Wiednia. Wtedy bardziej się nad tym zamyślę.
Autor: prof. Radosław Zenderowski
Polski socjolog i politolog, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Studiów Europejskich Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, kierownik tej katedry.
Zostaw komentarz