Wpis żony „Lewego”, że trudno jej będzie, z Barcelony, przeprowadzić się do USA, bardzo emocjonalny, wywołał „gówno burzę” wśród internautów, bo do dziś jeszcze pokutuje pogląd, że emocji nie powinno się publicznie okazywać. Choć i to powoli się to zmienia, zwłaszcza wśród młodszych pokoleń.
Jestem „boomerem” więc byłem jeszcze wychowywany w duchu bismarkowskiej dyscypliny, a przede wszystkim maksymy, „że prawdziwi mężczyźni nie płaczą”, a kobiety, żony choć poniewierane i bite przez mężów, mają przy nich trwać do końca życia i nie żalić się, ale z pokorą znosić maltretowanie.
Uczono nas też tzw. dobrego wychowania, czyli siedzenia cicho gdy dorośli mówią, nie przerwania im.
Ba, zabraniano wyrażać względem nich własne opinie i emocje, bo rodzice „zawsze lepiej wiedzą co dla dziecka jest dobre”.
Mnie zabrało sporo czasu wyzwolenie się z tych emocjonalnych okowów.
Głównie za sprawą traumatycznych przeżyć z ostatnich lat, gdy musiałem bacznie zgłębiać swoje emocje i nauczyć się je rozsądnie okazywać, bo nie wszyscy, nawet najbliżsi, chcą je poznać i zrozumieć.
Co nie znaczy, że je tłamsiłem.
Okazywałem je, ale najpierw sam musiałem je poznać.
Zwłaszcza te negatywne.
Takie jak gniew, rozczarowanie, złość, żal?
Skąd się biorą?
Co jej wywołuje?
Jak je okazywać najbliższym, by ich nie zranić?
Długa to była droga i wyboista.
Tak czy owak, coś przyswoiłem.
Niestety, choć małe dzieci w szkole podstawowej uczy się już o emocjach ( są nawet fajne dla nich książeczki), to – moim zdaniem- emocjonalna oziębłość jest coraz większym problemem naszego społeczeństwa.
Albo popada ze skrajności w skrajność.
Od niekontrolowania własnych emocji po ich skrywanie.
I tak źle i tak fatalnie.
A przecież stanowią one ważny element interpersonalnej komunikacji.
Często uśmiech, zmarszczenie brwi, łzy, opadnięte kąciki ust, mówią więcej jak zdania.
I dla nas i dla innych są ważne bo umożliwiają niewerbalną komunikację.
Jeszcze zanim na ustach pojawią się pierwsze słowa.
Dlatego zachęcam do ich poznania i zrozumienia, zaczynając oczywiście od siebie.
Po pewnym czasie, będzie nam łatwiej rozumieć innych.
Uwzględniać fakt, że oni też je mają i często się nimi kierują.
Nie zawsze w sposób kontrolowany i powszechnie akceptowany.
Bo choć wmawiamy sobie, że jest inaczej, każdy z nas jest inny.
Każdy jest niepowtarzalną gwiazdą, która po swojemu świeci.
Zostaw komentarz