Im dłużej o tym myślę, tym bardziej dochodzę do wniosku, że Polacy i Ukraińcy mają niemal odwrotne podejście do własnej historii.
Nam przez dziesięciolecia zabraniano mówić o Katyniu. Efekt? Tym bardziej chcieliśmy o nim mówić. Im silniej próbowano zakłamać prawdę, tym większy był opór.
Dziś podobnie jest z Wołyniem. Wielu Polaków buntuje się nie dlatego, że chce żyć przeszłością, ale dlatego, że nie godzi się na przemilczanie, relatywizowanie czy zakłamywanie zbrodni.
Mam natomiast wrażenie, że na Ukrainie działa to dokładnie odwrotnie.
Wczoraj kazano kochać Lenina – kochano Lenina. Dziś część elit każe czcić Banderę – i również znajduje to szeroką akceptację.
Długo sądziłem, że Ukraińcy po prostu odrzucają polską narrację historyczną. Może mają wrażenie, że chcemy im ją narzucić. Zmieniłem zdanie, gdy zacząłem pokazywać im ostro antybanderowskie teksty ukraińskich autorów – atamana Borowcia i innych niepodległościowców. Paradoksalnie, często wywoływały one jeszcze większą złość niż polskie argumenty.
To oczywiście moja osobista obserwacja, wynikająca z wielu rozmów, a nie naukowa diagnoza całego społeczeństwa. Mam jednak coraz silniejsze przekonanie, że różni nas nie tylko ocena historii, ale przede wszystkim stosunek do oficjalnie promowanych bohaterów i narracji.
Jestem ciekaw, czy macie podobne doświadczenia, czy widzicie to inaczej.
Zapraszam do merytorycznej dyskusji.
Zostaw komentarz