Od jakichś 15 lat rzucam nałóg jeżdżenia na Bałkany, ale bezskutecznie. Początkowo się w nich zakochałem, potem znienawidziłem jak widziałem co ze mną robią, następnie próbowałem lżejszych narkotyków, tj. Rumunii. Leczenia nigdy świadomie nie podjąłem. Bałkanizm jest taką samą chorobą jak alkoholizm i narkomania. Trudno z tego wyjść cało, niepoobijanym zdrowo. Ostatnie kilka lat to próba zapomnienia o tym, wzięcia w nawias. Nieudana. Rumunia częściowo zaleczała chorobę, ale i tak po niej musiałem w końcu odpalić Szerszenia i dojechać aż do Szkody parkując go na brzegu Adriatyku.

Starzy ludzie nie powinni podróżować, słusznie zauważył kleryk Jakub, który z nami włóczył się po tych terenach, do których normalni turyści nie docierają. To prawda, bo na starość człowiek chce odkryć na nowo swoją młodość, powrócić do miejsc, zdarzeń i ludzi, których już nie ma. I skazany jest na nieustanne rozczarowania, bo świat się zmienia, ludzie się zmieniają, rzeczy drożeją, bujne łąki zamieniają się w pustynie, a pełne gwaru dworce kolejowe okazują się być obecnie ruinami.

Na Bałkany jeżdżę już nie po to, aby powrócić do tego, co było, ale aby popatrzeć na nie nowymi oczami. Żeby zanocować na dworcach kolejowych, na których jeszcze nie spałem i – tu novum – spać przy cerkwiach, co bardzo polubiłem. Spanie przy miejscu uświęconym jest inne niż na dworcu. Jeszcze nie potrafię opisać różnicy, ale ona ewidentnie występuje. Szukam raczej tego co nowe, nie tego czego już raz zdążyłem doświadczyć. Kiedyś byłem bardziej otwarty na rozmowy z ludźmi, teraz czekam aż sami się do mnie odezwą jeśli chcą. A jak nie chcą, zaspokajam się widokiem przyrody i architektury.

Podróżowanie nie jest wypoczynkiem, jest procesem, w trakcie którego przewartościowuje się swoje widzenie świata, spraw bieżących, czasem także wartości, które się wyznaje. Ktoś nierozumiejący istoty rzeczy mógłby – przyznam – odnieść wrażenie, że stary Zender lansuje się na sezonowego menela, po to, by we wrześniu karnie powrócić do szeregu wygarniturowanej polskiej profesury. Nic z tych rzeczy! Ja już jako 24-latek na dworcu kolejowym w Plešivcu w Czechosłowacji zaliczyłem swój pierwszy nocleg na stacji kolejowej.

Nie muszę do tego używać swojego autorytetu jako doktora socjologii, żeby stwierdzić, że dworzec kolejowy jest najlepszym miejscem do rozmowy z obcymi ludźmi. Bo mają wtedy czas, zwłaszcza, że prawie wszystkie pociągi na Bałkanach spóźniają się lub w ogóle nie przyjeżdżają, jak ten ostatnio relacji Bar-Belgrad. Ponad stu potencjalnych respondentów mających nieograniczone zasoby czasu, dla których rozmówca z zewnątrz jest prawdziwym błogosławieństwem, zwłaszcza jeśli w komórce padła bezpowrotnie bateria i nie ma gdzie jej doładować.

Jestem już za stary na podróżowanie, ale nadal będę jeździć. Pewnie już głównie Szerszeniem z uwagi na ograniczenia czasowe. Ale będę. I nie mam już wobec Bałkanów żadnych oczekiwań, ani mnie one grzeją, ani ziębią, ale jednocześnie potrafię chyba wydobywać z nich pewne smaki i nuty, które wkładam sobie do koszyka zakupów, za które nic nie muszę płacić.

Tak oto zredefiniowałem ostatecznie swoją bałkańską pasję. Na kilka miesięcy przed ukazaniem się mojej książki o Bałkanach, która przeszła już pierwszą recenzję (w języku macedońskim), na drugą czeka, gdy dziaders ozdrowieje i doczyta.

Autor: prof. Radosław Zenderowski
Polski socjolog i politolog, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Studiów Europejskich Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, kierownik tej katedry.