Jak zwykle, i dziś była długa kolejka do piaskownicy. Stoję kulturalnie w kolejce, mija godzina, druga. Jest już w półdoszesnastej, a przede mną jeszcze cztery osoby. A po dwudziestej się ściemnia, a poza tym wtedy zamykają plac zabaw.
Patrzę, a tam kretynka próbuje zrobić babkę z suchego piasku. Zwracam jej kulturalnie, lecz w delikatnie obelżywym stylu uwagę, że to niewykonalne, żeby kopała głębiej, do mokrego piachu. I że jest zwyczajnie głupia. Odezwała się reszta kolejki, żebym trzymał swoje wiaderko i łopatkę przy sobie, bo jak nie, to wylecę z kolejki.
Dzieci zaczęły budować zamek. Nie wytrzymałem i zbluzgałem je wyzywając od gówniarzy aspirujących do miana neooligarchów, uświadamiając im, że we współczesnych czasach nie ma już miejsca na zamki, w których szlachta i magnateria zamyka się przed ludem pozostawionym na przedzamczu jako mięso armatnie. Myślę sobie, nowo kupiona łopatka i wiaderko, które jeszcze nie poznało smaku piasku, a oni tak ociągają się ze swoimi zabawami.
Ileż można do konia chwasta babrać się w piachu?
W kolejce głównie emeryci. Oni zawsze mają dużo czasu. Ja nie, mi się spieszy. Pytam jednego, czy mnie nie przepuści w kolejce do piaskownicy za flaszkę, zastrzegając jednak, że mam na uwadze najtańszy alkohol.
Dziad ofuknął mnie twierdząc, że swoje już w życiu wypił, ale że chętnie by skorzystał z zapoznania jakiejś młodej niewiasty za moim pośrednictwem. Zmierzyłem go złowrogo wzrokiem i zadumałem się z jakimi to zboczeńcami muszę wystawać w kolejce do piaskownicy.
Kolejka przesunęła się o dwie osoby. Ten mały gruby, co był po tej kretynce, ledwo dwa razy machnął łopatką i się znudził. Potem był ten w kurtce wojskowej, przez minutę kopał energicznie w głąb piaskownicy, po czym zasypał dziurę piachem i udeptał w podskokach. Następny byłem już ja.
Zamierzałem zrobić kapibarę z piasku. Miałem przy sobie instrukcje. Nagle jednak, gdy już zaczynałem, a było to ok. 19:30 podszedł do mnie koleś z pobliskiego urzędu skarbowego, czechosłowackiego, bo to było po zachodniej stronie miasta i mówi: panie Zenderowski, sprawdziliśmy pana oświadczenie i jakby nie liczyć, orżnął nas pan na 50 halerzy. Od tej pory wiem, że 0,49 korony zaokrągla się do 0,00, ale już 0,50 do 1,00 korony. Nie powiem, nie było to miłe doświadczenie.
Z piaskownicą to taka zabawa słowna, ale potrzebna. Umówmy się. Poza piaskownicą jesteśmy megaprześladowni i tępieni. Bo jesteśmy katolikami, bo mamy konserwatywne poglądy, bo nazywją nas „śmieciami”.
Stąd apel do najmłodszych, zanim użyjecie wulgaryzmu to zasatanówcie się czy Wasz ojciec… wymagałby tgo…
Autor: prof. Radosław Zenderowski
Polski socjolog i politolog, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Studiów Europejskich Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, kierownik tej katedry.
Zostaw komentarz