Nigdy nie zapamiętałem żadnego z nich pozytywnie. Przeciwnie, zawsze miałem wrażenie, że jestem ostatni w szeregu. Zawsze nieogarnięty. Taki synek do dupy, jak się u nas mawiało. To był jeden z najbardziej traumatycznych dni w moim życiu. Wracałem do domu i nie miałem o tym z kim porozmawiać. Rodzice byli zajęci swoimi sprawami, a ja zostawałem sam z traumą bycia kimś gorszym na starcie. Ze zresetowanym niepełnosprawnym zawodnikiem.

Już wtedy czułem, że pochodząc z rozbitej rodziny, mam mniejsze szanse na starcie. Że jestem bardziej garbaty. Ale starałem się udawać normalnego. Ze słabym wynikiem. Czasem Sylwia sprawiała, że momentami było inaczej, bo sama miała ojca za granicą a matkę w Cieszynie. Albo odwrotnie, nie pamiętam dokładnie.

Gdy wracałem z rozpoczęcia roku szkolnego ze szkoły, dotykałem drzew rosnących nieopodal ul. Sienkiewicza i prosiłem je, by to już się skończyło. By skończył się rok szkolny, który dla mnie był jakby klatką dla mojej duszy.

Gdy przypominam sobie swoją szkołę podstawową to chcę mi się płakać. Tak bardzo było mi w niej źle.

Rozmawiam ze swoją córką ALEKSANDRĄ. O jej pobycie w szkole. To są zupełnie dwa różne światy.

Fot. Krzysztof Sitko

Autor: prof. Radosław Zenderowski
Polski socjolog i politolog, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Studiów Europejskich Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, kierownik tej katedry.