Byłem wtedy chyba w 5 klasie podstawówki. W Szkole Podstawowej bez numeru w Dzięgielowie. Przy drodze z Puńcowa do Lesznej Górnej i Goleszowa. Uwielbiałem oglądać atlasy geograficzne. W tym czasie brałem udział w Olimpiadzie Wiedzy o Związku Radzieckim. Do tej pory pamiętam nazwy wszystkich republik i to, co się tam głównie produkowało. Szczególnie intrygowały mnie republiki środkowoazjatyckie z tą ich bawełną i stacjami kosmicznymi.

Chciałem wreszcie wyrwać się w wielki świat i gdzieś samemu pojechać. Ale nie do Bielska-Białej, choć duże to było miasto. Wymyśliłem Katowice. Wielka aglomeracja, wielki świat. Stolica polskiego przemysłu i górnictwa. Namówiłem na wspólny wyjazd Irka, kolegę z klasy. Tak mu ponawijałem makaron na uszy, że on sam bardziej pragnął tej wycieczki.

Zrobiliśmy sobie chyba po 10 kanapek na drogę. Pojechaliśmy koleją. Irek jechał pociągiem pierwszy raz w życiu. Gdy dojechaliśmy na horyzoncie objawiły się nam dwa budynki 20-piętrowe. Takich nie było ani w Cieszynie, ani tym bardziej w Dzięgielowie. Postanowiliśmy, że wjedziemy albo wejdziemy na szczyt jednego z nich. Mieliśmy wtedy po 11 lat i weszliśmy do jednego z tych budynków. Na recepcji siedział jakiś facet, ale ja zauważyłem windę. Zanim zorientował się, że ją zamówiłem i do niej weszliśmy, cieć zaczął coś krzyczeć. Tymczasem my jechaliśmy w kosmos, na 20 piętro. Weszliśmy wtedy z Irkiem po schodach przeciwpożarowych na dach i patrzeliśmy na Katowice, usyfione od węgla i śmieci spalania. Czułem się, jakbym był w Nowym Jorku.

Potem przybiegł cieć z taką wielką gumową pałką. Uciekaliśmy przed nim i Irek o mało co nie złamał nogi. Zeskoczyliśmy na ostatnie piętro i po schodach spieprzyliśmy prosto na dworzec. Irek powiedział mi później, że to była wyprawa jego życia, a ja wówczas wiedziałem, że to dopiero preludium. Chwyciłem wiatr w żagle.

Autor: prof. Radosław Zenderowski
Polski socjolog i politolog, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Studiów Europejskich Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, kierownik tej katedry.