Aparat represji i służby PRL zdeprecjonowały zasługi bohatera narodowego. W III RP nie upomniano się o niego. Czas zmienić ten obraz i oddać hołd człowiekowi, który poświęcił życie dla ratowania Polski. – Postawa płk. Ryszarda Kuklińskiego jest godna wyróżnienia i kultywowania. Zdobył się bowiem na ogromną odwagę osobistą zdemaskowania realiów sowieckiej polityki wobec zachodu i światowego bezpieczeństwa — mówi prof. Tadeusz Wolsza w rozmowie z Małgorzatą Kupiszewską. – Na konto płk. Ryszard Kukliński należy zapisać m.in. informację dla USA o przygotowywanym w Polsce stanie wojennym. Ryzykował wówczas własne życie – przypomina niezłomny naukowiec w wywiadzie dla portalu Pressmania.pl

Małgorzata Kupiszewska: Więzienia stalinowskie zna Pan Profesor najlepiej w Polsce. Dowodem – wielostronicowa publikacja. Które z tych więzień były najgorsze, najostrzejsze, trudne do przeżycia?

Prof. Tadeusz Wolsza” Badania na temat powojennego więziennictwa w Polsce prowadzę już od kilku lat i rzeczywiście popełniłem z tego zakresu kilka publikacji, w tym m.in. monografię pt. Więzienia stalinowskie w Polsce. System, codzienność, represje (Warszawa 2013) oraz studia i artykuły w pracach zbiorowych. Do 1956 r. przez wszystkie zakłady karne (mam tu myśli: więzienia, obozy i ośrodki pracy więźniów) w sumie przeszło, w świetle różnych ustaleń, od 1 miliona do 1 miliona 400 tys. osób. Biorę w tym wypadku pod uwagę zarówno więźniów pospolitych, jak i politycznych, kontestujących komunistyczną rzeczywistość. Najczęściej, jeżeli prześledzimy dane Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego i Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, około 30 % uwięzionych stanowili więźniowie polityczni. Największa liczba więźniów politycznych – 35 177 przebywało za kratami w 1950 r. Potem liczba więźniów politycznych stopniowo uległa zmniejszeniu, do blisko 15 tys. w 1955 r. Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego z myślą o więźniach politycznych wytypowało dla nich kilka zakładów karnych w Polsce o zaostrzonym rygorze. Najbardziej znane były zlokalizowane w: Barczewie, Krakowie, Lublinie (Zamek), Strzelcach Opolskich, Rawiczu, Sieradzu, Sztumie, Warszawie (Mokotów), Wrocławiu (przy ul. Kleczkowskiej) i Wronkach. Dla kobiet resort bezpieczeństwa przygotował więzienia w Fordonie, Grudziądzu i Inowrocławiu (specjalne więzienie o charakterze izolacyjnym przeznaczone do psychicznego wykończenia skazanych). Dla młodocianych więźniów powstały specjalne zakłady karne w Jaworznie (dla chłopców) i w Bojanowie (dla dziewcząt). W 1952 r. w więzieniach było zamkniętych ponad 117 tys. osób – to rekordowy rok w historii powojennego więziennictwa.

Przejmujący na pewno dzisiaj, z perspektywy czasu, jest system kar i „nagród”, jakie stosowano wobec, przede wszystkim, Żołnierzy Wyklętych. To Polacy torturowali Polaków?

– Tortury były na porządku dziennym, zwłaszcza w okresie pobytu zaaresztowanego żołnierza drugiej konspiracji lub działacza opozycji demokratycznej w więzieniu śledczym lub karno – śledczym, czyli w okresie gromadzenia zeznań i przygotowywania świadków do zbliżającej się rozprawy (niekiedy o charakterze pokazowym lub tzw. kiblowej). Metody uzyskiwania przez zbrodniarzy z MBP zeznań i dowodów polegały na szantażowaniu zaaresztowanych, ich ciągłym biciu i straszeniu śmiercią. Powszechnie więc stosowano szantaż psychiczny i tortury fizyczne. Do historii komunistycznego systemu penitencjarnego, jeśli chodzi o represje, przeszły: konik Andersa, Wenecja, Zakopane, konwejer (kilkunastogodzinne przesłuchania) oraz symulowanie wykonywania w sąsiedniej celi kary śmierci.

Na czym, Panie Profesorze, polegały te wymyślne metody?

– Konik Andersa polegał na tym, że więzień siedział na odwróconym taborecie z własnymi nogami podniesionymi do góry i bez możliwości użycia rąk do pomocy. Wenecja to kilkudziesięciogodzinny pobyt w celi zalanej wodą tzw. karcerze, bez możliwości spoczynku. Więzień był zmuszony stać po pas zanurzony w wodzie, do której z konieczności też się załatwiał. Gdyby zemdlał lub nagle osłabł, mógł się utopić. Zakopane to pobyt w celi z otwartym oknem. Kara szczególnie dotkliwa zimą, np., gdy mróz sięgał poniżej 20 stopni C. Więzień rozebrany do naga stał na baczność przy otwartym oknie bez możliwości spoczynku. Co jakiś czas strażnicy w celu obniżenia temperatury wlewali do celi dodatkowo pełne wiadra lodowatej wody. Konwejer to wielogodzinne przesłuchanie, również w godzinach nocnych. Kara polegała na tym, iż zaaresztowany składał bez przerwy zeznanie np. przez 10 – 12 godzin, np. bez snu z mocno świecącą lampą prosto w oczy. Inne powszechnie stosowane kary wobec więźniów, to symulowanie wykonywania kary śmierci w celi obok powtarzane przez kilka kolejnych mocy, permanentne bicie, zakaz widzeń z bliskimi, zakaz otrzymywania korespondencji i paczek, zakaz spacerów, twarde łoże oraz obniżona porcja żywnościowa.

Rotmistrz Witold Pilecki powiedział o pobycie w więzieniu, że wobec metod, jakim go tam poddawano, „obóz (w Oświęcimiu przyp. red) – to była igraszka”. Dopełnieniem byli oczywiście więzienni kapusie. System donosicielstwa przeniósł się potem poza bramy więzienia?

– Kapuś (zwany w resorcie agentem celnym) w peerelowskim zakładzie karnym spełniał ważną rolę i był elementem systemu represji wobec uwięzionych. Wcielał się w rolę przyjaciela więźnia i wyjątkowo perfidnie działał na jego szkodę. Jest dobrze wiadomo, że ludzie skazani za działalność polityczną na długoletnie więzienie, już w zakładzie karnym, byli nadal inwigilowani. Jeżeli kapusiowi udało się uzyskać nowe informacje na temat uwięzionego resort bezpieczeństwa mógł ponownie uruchomić procedurę karną i domagać się podwyższenia kary, nawet do kary śmierci włącznie. W moich badaniach natrafiłem na tego rodzaju sytuacje. Być może dlatego więźniowie, jeżeli tylko zdekonspirowali agenta celnego, surowo karali donosiciela. Ciężkie pobicie to jeden ze sposobów rewanżu. Więźniowie ponadto wzajemnie informowali się o nazwiskach kapusiów i stosowali wobec nich coś w rodzaju infamii (brak jakichkolwiek kontaktów, lekceważenie jego obecności w celi, otwarte informowanie o jego prawdziwej misji).

System więziennictwa to także obozy pracy przymusowej i ośrodki pracy więźniów. Jednakowo dla kobiet i mężczyzn?

– Pierwsze obozy pracy przymusowej przeznaczone dla Polaków założyli Sowieci w 1944 r. w Miednikach Królewskich koło Wilna oraz w Trzebusce Małopolskiej i Bakończycach koło Przemyśla, z zamiarem uwięzienia żołnierzy AK oraz działaczy struktur Polskiego Państwa Podziemnego. Sowieci w sumie zorganizowali w Polsce ponad 100 obozów pod kontrolą NKWD. Już niebawem identyczne placówki powstały z inspiracji stalinowskiego resortu bezpieczeństwa (najbardziej znane obozy były zlokalizowane w: Potulicach, Warszawie, Mielęcinie, Jaworznie, Krzesimowie, Łodzi – Sikawie, Lesznie – Gronowie, Świętochłowicach – Zgodzie). Skala zjawiska była duża. W obozach było uwięzionych nawet około 60 tys. osób (np. w 1947 r.) . Na początku lat 50. liczba więźniów w obozach spadała do około tysiąca osób. Oddzielną sieć obozów stanowiły placówki przeznaczone dla niemieckich jeńców wojennych w polskiej niewoli zlokalizowane na Górnym Śląsku (około 50 tys. jeńców). W końcu funkcjonowały również obozy podporządkowane Komisji Specjalnej do Walki z Nadużyciami i Szkodnictwem Gospodarczym (ponad 84 tys. osób). Obozy pracy prowadziły działalność gospodarczą (niewolnicza praca) do 1950 r. Potem w tę rolę wcielił się ośrodki pracy więźniów, zlokalizowane na Górnym i Dolnym Śląsku oraz na Kujawach, przede wszystkim przy kopalniach i kamieniołomach. Średnio w ośrodkach przebywało od 20 do 30 tys. więźniów. Ośrodki pracy więźniów zostały rozwiązane w 1958 r.

Pana Profesora wystąpienie na Ogólnopolskiej Konferencji Pomnik Symboliczny Pułkownik Kukliński – zwycięska misja brzmi: Przebić żelazną kurtynę. Więzienia także?

– To, co już powiedziałem nie świadczy o tym, że rok 1956 stanowił końcową granicę represji więziennych dla więźniów politycznych w PRL. Rzeczywiście w 1957 r. liczba więźniów politycznych spadła do 2 606. Potem jednak stopniowo rosła. Do zakładów karnych trafili uczestnicy poznańskiego powstania z 1956 r., potem uczestnicy wydarzeń z 1957 r., kiedy MO i SB rozbiły protesty młodzieży po rozwiązaniu „Po prostu”. Następnie doszli pisarze, aczkolwiek nieliczni, kontestujący socjalistyczną rzeczywistość. W końcu studenci z 1968 r., uczestnicy powstania na Wybrzeżu w grudniu 1970 r. i w Radomiu, Płocku i Ursusie w 1976 r., w końcu działacze Wolnych Związków Zawodowych i NSZZ „Solidarność”. Więzienia i ośrodki dla internowanych ponownie na masową skalę zapełniły się po 13 grudnia 1981 r. Po wprowadzeniu stanu wojennego w 49 ośrodkach dla internowanych reżim komunistyczny umieścił około 10 tys. działaczy różnego szczebla NSZZ „S”. Jeden z ośrodków był zlokalizowany np. w Potulicach, które od 1945 r. pełniło kolejno rolę: Centralnego Obozu Pracy, więzienia karno – śledczego i ośrodka dla internowanych.

Za jaką kurtyną znalazło się polskie społeczeństwo po 1945 r.?

– Do 1956 r. bardzo szczelną i można powiedzieć wręcz podwójną. Pierwsza przebiegała od Morza Bałtyckiego po Adriatyk i odcięła wszystkie państwa Europy Środkowo – Wschodniej od demokratycznej Europy zachodniej. Druga żelazna kurtyna przebiegała wzdłuż linii Curzona i była istotna dla Polaków, którzy z nie własnej woli pozostali w Sowietach. Ci znaleźli się w sytuacji wręcz bez wyjścia. Konsekwencje tych wydarzeń sięgają po dzień dzisiejszy.

Czy młody Kukliński mógł wiedzieć o tym, że „w na początku lat pięćdziesiątych przeprowadzono pobór, w którym zabrano do pracy niewolniczej 60 tys. młodych ludzi, pochodzących przede wszystkim z rodzin o tradycjach niepodległościowych, kontestujących system komunistyczny”?

– Ryszard Kukliński urodził się w 1930 r., studia w wyższej szkole oficerskiej rozpoczął w 1947 r. Naukę ukończył w 1950 r. w stopniu chorążego. Biorąc po uwagę skalę poboru do ludowego Wojska Polskiego w 1950 r., zwłaszcza wśród dzieci tzw. kułaków i tych, którzy kontestowali socjalistyczną rzeczywistość w Polsce, musiał mieć świadomość tego, jaki generalny cel przyświecał komunistycznym generałom niejednokrotnie z sowieckim rodowodem. Młodzież trafiła do batalionów górniczych (m.in. w kopalniach uranu na Dolnym Śląsku) oraz budowlanych i była zmuszana do pracy niewolniczej. Życie codzienne żołnierzy z batalionów górniczych i budowlanych niczym nie różniło się od codzienności więźniów z ośrodków pracy więźniów. Często jedni i drudzy sąsiadowali przez druty kolczaste, otaczające baraki tymczasowych koszar i ośrodków pracy więźniów. Wyżywienie niczym się nie różniło. Baraki były zawszone i nieszczelne. I jednym i drugim doskwierała temperatur, choroby, głód i powszechnie panujący brud.

Wiele osób, zwłaszcza w dobie medialnego krzyku, nie umie wyobrazić sobie czasów, w których płk Kukliński zdecydował się działać. Stąd ta łatwość w jednoznacznych sądach, że Kukliński złamał przysięgę żołnierską. Polacy nie chcą pamiętać, że żyli w okupowanym kraju?

– Postawa płk. Ryszarda Kuklińskiego jest godna wyróżnienia i kultywowania. Zdobył się bowiem na ogromną odwagę osobistą zdemaskowania realiów sowieckiej polityki wobec zachodu i światowego bezpieczeństwa (sowiecki gołąbek pokoju trzymał stalowy miecz przygotowany do zadania śmiertelnego ciosu). Na konto płk. Ryszard Kukliński należy zapisać m.in. informację dla USA o przygotowywanym w Polsce stanie wojennym. Ryzykował wówczas własne życie.

Panie Profesorze, dlaczego tak długo musieliśmy tkwić za żelazną kurtyną?

– Decydowały o tym dwie sprawy. Sytuacja międzynarodowa w skali globalnej, czyli relacje wschód – zachód oraz kondycja komunistów w Związku Sowieckim. Oczywiście nie sposób pominąć w tym miejscu roli NSZZ „S” przy rozbiciu decydującego znaczenia Moskwy w wszechobecnym kontrolowaniu Europy Środkowo – Wschodniej. Wpływy sowieckie były w Polsce głęboko zakorzenione. Nawet wyjazd z kraju w 1993 r. ostatnich żołnierzy z armii sowieckiej nie stanowił kresu tych wpływów. W Polsce nadal zostali agenci ze wschodu oraz, co warto podkreślić, przez jakiś czas władzę sprawowali sympatycy Moskwy. Jeszcze stosunkowo nie tak dawno. Chociaż od 1989 r., jak niektórzy uważają, nie było już żelaznej kurtyny, to niemniej jednak Polska w jakimś stopniu nadal była uzależniona od polityki Kremla. Próbował to zlikwidować prezydent Lech Kaczyński, który postanowił skupić wokół Polski małe kraje Europy Środkowo – Wschodniej, państwa bałtyckie oraz bałkańskie. To lokowało Polskę w roli państwa dominującego w regionie, co oczywiście drażniło Kreml. Tym przed wszystkim wytłumaczyłbym tak ogromną niechęć Rosji i jej polityków wobec Lecha Kaczyńskiego oraz Prawa i Sprawiedliwości. Obecnie zaś owa niechęć rozwija się wobec prezydenta Andrzeja Dudy, który zamierza kontynuować wschodnią politykę Lecha Kaczyńskiego, przede wszystkim w kontekście relacji z największym wschodnim sąsiadem Polski.

7 listopada roku przejdzie do historii, jako dzień pułkownika Ryszarda Jerzego Kuklińskiego?

– Nie mam cienia wątpliwości, że płk Ryszard Kukliński swoim życiem, zwłaszcza zaś patriotyczną postawą pod koniec lat siedemdziesiątych i w latach osiemdziesiątych, w pełni na to zasłużył.

Dziękuję za rozmowę.