Prometeusz… Jak pamiętamy (a powinniśmy, powinni…) wykradł z ognistego rydwanu Heliosa ogień, aby go bezinteresownie ofiarować ludziom, umożliwiając tym samym im możność rozproszenia ciemności, ogrzewania się oraz sporządzania gorącej strawy. Był w pełni świadom, że decydując się na dokonanie takiego świętokradztwa naraża się Zeusowi na zastosowanie wobec jego osoby drastycznych kar. W istocie zpowyższy bezbożny czyn ukarany został przykuciem do skał Kaukazu, gdzie wisiał nad przepaścią, cierpiąc straszliwe męki. Dodatkowo sęp wyrywał mu kawałek wątroby, która jednak codziennie cudownie mu się odrastała. Prometeusza od tychże straszliwych katuszy uwolnił dopiero Herakles, zabijając sępa i rozbijając maczugą kajdany.

Natomiast centaur Chejron, który cierpi z powodu nieuleczalnej rany udał się, niejako surogacyjnie, zamiast niego trafił do Hadesu. Bogowie w konsekwencji przyjęli zatem Prometeusza na Olimp. Z tymże wielce chwalebnym imieniem Prometeusza ściśle koreluje się postawa etyczna, tożsama z ideałem moralnym jakim jest dobrowolne poświęcenie się i podjęcie działań jednostki dla dobra ludzkości. W istocie rzeczy powyższa heroiczna postawa Prometeusza dokonuje opisu buntu przeciwko boskim, niesprawiedliwym wyrokom oraz pełną gotowość na ekspektatywne zastosowanie cierpień własnych poświęconych w imię możności osiągnięcia szczęścia ogółu.

Wykazaną przez  Prometeusza postawę współcześnie określamy mianem wielce aprobowalnego altruizmu. Można bowiem zasadnie skonstatować, że tenże przywołany mitologiczny heros to autentyczny dobroczyńca ludzkości. Wykazując swoją bezprzykładną, bezgraniczną miłość oraz skłonność do daleko idących poświęceń dla dobra ludzkości paralelnie może być w pewnym zakresie porównywalny do postaci Jezusa Chrystusa.

Postawa taka, czyli prometeizm sensu largo, odnosi się do symptomatycznego zachowania śmiałka, który decyduje się na to, by swoje życie podporządkować w niczym nieograniczonym zakresie działaniom określanym jako pro publico bono. Takowa felietonowa prometejska postawa związana jest z absolutną dobrowolnością i bezinteresownością. Typowy, klasyczny „prometejczyk” postrzegany jest z reguły przez ogół jako wybitny indywidualista, negujący prawa natury i który gotowy jest buntować się nawet przeciwko Bogu. W tymże swoim buncie dąży on do swojego celu niezwykle konsekwentnie; skutkującym częstokroć doznawanym cierpieniem oraz przejmującą do cna samotnością.

Wzmiankowany wyżej pierwiastek prometejski w merytorycznym kontekście odnoszący się do przeszłych dziejów RP z całą niezaprzeczalną zasadnością winien historycznie odnosić się do osoby Marszałka Józefa Piłsudskiego uosabiającego tenże klasyczny spolonizowany prometeizm. Z nowszych co nieco, powojennych, XX – wiecznych dziejów RP związanych z zbrodniczym, terrorystycznym bierutowskim systemem sprawowania totalitarnej „wadzy” w imieniu i w wyłącznym interesie Kremla przywołajmy szlachetną postać rotmistrza Witolda Pileckiego. Bez jakiegokolwiek zwątpienia jego życie, szlachetna patriotyczna postawa oraz martyrologia w pełni odnotowują się w prometejską definicję poświęcenia własnego żywota dla dobra wyższej rangi, czyli patriotycznej części społeczności RP. Wieczna chwała mu za to i słowa dziękczynienia!!! Osoba bohaterskiego rotmistrza Witolda Pileckiego wpisuje się w kategorię niezwykle rzadko spotykanej unikalności, bowiem w bardzo wielekroć rejestrowanych aktualnych zachowaniach tubylców RP dostrzec zasadnie możemy takowe postawy jako stanowiące zdecydowane ich haniebne, plugawe przeciwieństwo. Po prostu w kwintesencję targowicką!!!

Subsydiarnie posiłkując się polską literaturą w kontekście felietonowego meritum przywołajmy słynną Wielką Improwizację” ujętą w III części „Dziadów” Adama Mickiewicza wygłoszoną przez Konrada.

Konrad uznał za swój obowiązek troso ludzi skazitelnych, marnych, ale nieśmiertelnych, realizując tenże samemu sobie narzucony obowiązek na wielu płaszczyznach. Walczy bowiem zarówno z Bogiem, z siłami nieczystymi, a także z samym sobą. Walczy przede wszystkim możliwość zachowania zdrowego rozsądku, godności oraz poczucia własnej wartości. Zdecydowanie w pełni jest świadom ciężar olbrzymiej misji jaka na nim spoczywa; o czym wyraziście zaświadcza przez nauczycieli do głów uczniackich z całą mocą wbijany znamienny, słynny „dziadowski” cytat:

Nazywam się Milijon bo za milijony kocham cierpię katusze. Patrzę na Ojczyznę biedną, czuję całego cierpienia Narodu.

Przyjętą przez Konrada postawę powinniśmy zatem uznać jako wielce znamienny wyraz miłości do ludzi, a w konsekwencji do gotowości poświęcenia się dla ich dobra. To klasyczna wykazywana postawa prometejska, uprawniająca do tego, aby Konrada spersonifikować jako kwintesencję polskiego Prometeusza. Porzućmy jednak wspomniane wyżej mity oraz uczniowskie reminiscencyjne kwestie literackie. Odnieśmy się w wyżej wzmiankowanym kontekście „prometejskim” do bieżących uwarunkowań społeczno-politycznych TENKRAJU. Chwalebna, w pełni aprobowalna prometejska postawa jest jednakże niestety kolokwialnie rzecz ujmując jedynie swoistym „rodzynkiem w cieście”. Zdecydowanie częściej rejestrujemy zachowania przeciwstawne, które stosując zasady neologiczne nazwijmy po prostu postawami aprometejskimi. Historia cywilizacji, a w tym takoż RP wielekroć zaświadczała o wielości przykładów takich negatywnych, nieaprobowalnych postaw pozwalających na łatwą identyfikację wszelakiej maści kreatur, jurgieltników, obwiesi, zaprzańców, łgarzy, pospolitych łotrów i przestępców, renegatów, czy degeneratów, zdrajców, lewackich dewiantów, pieczeniarzy, cwelebrytów względnie faryzeuszy. Haniebny, historyczny przykład słynnej Targowicy w pełni o takowej zasadnej konstatacji zaświadcza.

Natchnieni aktualnie wiosennymi rezurekcyjnymi przejawami budzącej się do życia przyrody potrafimy wykaz się jednakże w tymże miejscu wielce pozytywnym stosunkiem do otaczającej nas rzeczywistości. Tenże punkt odniesienia w abolicyjny sposób uwzględnia nawet naszych adwersarzy, częstokroć do szczętu zaprzysięgłych, inwektywnych przeciwników, a nawet wrogów w związku z brakiem aprobaty ich wizji świata, uznawanych wyłącznie przez nich do cna skompromitowanych ałtorytetuf, sztucznie wykreowanych fałszywych, udeifikowanych przez nich idoli, a także ponoć rzekomo, jedynie jedynej powtarzalnej przez całą dobę prawdy przez założony przez esbeckich konfidentów TEFAŁEN.

Pozytywnie ustosunkowani do wiosennej aury ogłaszamy święto QNIA. Z tegoż względu niniejszy felieton zaniecha dokonywania jakiejkolwiek personifikacji człeków (takoż człeczek) charakteryzujących się wyżej ujętymi „kwalifikacjami” moralnymi. Jednakże przypomnieć należy, że live is brutal, bowiem w życiu nic nie jest danym w formie bezpłatnej, nawet tzw. darmowe obiady, za które przecież finalnie i tak ktoś musi uregulować rachunek.

Powszechnie wszak obowiązuje wielowiekowa zasada ekwiwalentności: za towar, czy usługę uiszcza się gotówkę! Starożytni Rzymianie zwięźle takowy proceder trafnie puentowali: do ut des, czyli ja coś ci daję, aby w zamian takoż coś otrzymać. Proste?

Dokonując premedytacyjnie konspiracji aprometejskich koryfeuszy oczekujemy jednak dochowania odwiecznej zasady o dotrzymywaniu w sposób konkordatowy umów zgodnie z rzymską paremią: pacta sunt servanda. W zamian za dokonanie „konspiry” po prostu P.T. Czytelnicy ekwiwalentnie sporządzą w swoim notatniczku imienną czarną listę (dla własnego wyłącznie) użytku takich huncwotów, którzy posiadając przynajmniej jedną z w/w negatywnych cech powinni zostać absolutnie pominięci jako elektorscy kandydaci na parlamentarne stolce. Liczba negatywnych kandydatów do ich eschatologicznego wymazania ze sceny politycznej TENKRAJU jest niczym nieograniczoną. Takowych pretendentów do konsumpcji parlamentarnych konfitur, którzy w swoich działaniach i zachowaniach pozostają w rażącym rozziewie z kanonami etyki i aksjologii należy po prostu ukieronkowaywaać w stronę politycznej tarpejskiej skały. W związku z obecnie nasilającą się z całą mocą parlamentarną kampanią wyborczą dokonajmy (dla zresztą własnego komfortu psychicznego) w pełni zasadnej listy potencjalnych kandydatów, którzy w oparciu o zauważalny ryt aprometejski powinni zostać przez nas absolutnie zdyskwalifikowani jako potencjalni parlamentarni wybrańcy populacji RP.

Warunkiem sine qua non jest jednak sporządzenie takowej dyskwalifikującej listy wyłącznie!!! w odniesieniu do opcji z którą się identyfikujemy!!! Oczywistą oczywistością jest konieczność przywołania wielce wymownego biblijnego cytatu: A kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem!! W subsydiarnym celu przywołany biblijny cytat w pełni uprawnia do wyartykułowania banalnej prawdy o funkcjonującym dosłownie w każdych bez wyjątku środowiskach i profesjach zjawisku tzw. czarnych owiec. Absolutnie nieaprobowalnym jest fakt, aby takowe zdemaskowane czarne owce cieszyły się estymą, poważaniem, a nawet swoistą niczym nieuzasadnioną bałwochwalczością w swoim środowisku jedynie z tego powodu, że są opcjonalnie spetryfikowani oraz „członkowsko” sformalizowani.

Klasycznie artykułuje to tzw. doktryna Sławka Neumanna, ale posiada ona wręcz uniwersalny wymiar odnoszący się do dosłownie każdej bez wyjątku opcji politycznej. Zdumiewającym jest fakt, że zamiast wyrugowania celem oczyszczenia „personalnej” takowej czarnej owcy podejmowane są wszelakie czynności, aby pomimo kompromitujących ją faktów, zszarganej przeszłości oraz dowodów z cyklu corpus delicti bezapelacyjnie w imię fałszywie pojmowanej solidarności ją bronić. Odnosi się ta konstatacja nie tylko do kwestii stricte kryminalnych, ale także etyczno-moralnych. No, cóż, c’est la vie.

I to byłoby na tyle jak onegdaj konkludował śp. prof. J. T. Stanisławski.

25.03 2023

fot. pixabay