Prawdopodobnym autorem „referatu” jest b. pułkownik Informacji Wojskowej zmarły w 2006 roku, Zdzisław Ciesiołkiewicz.

 

 

Od kilku dekad krąży po Polsce. Jedni odsądzają go od wiary, nazywając esbecką fałszywką, dla innych stanowi prawdę objawioną. Teraz kolejny raz odkrywają go nowi „prawdziwi Polacy” przebierający nogami z niecierpliwości, by móc choćby na jedną kadencję zasiąść na Wiejskiej.

O co w nim chodzi?

O żydowski spisek, wymierzony w Polaków. O przekształcenie Polski w Nową Judeę, czy raczej w Polin, w której klasą panującą będą Żydzi, a słowiański naród będzie zmuszony do służenia nowym panom.

 

Prócz nadreprezentacji* osób pochodzenia żydowskiego w aparacie bezpieczeństwa w pierwszym okresie istnienia PRL-u dowodzi tego tzw. tajny referat Jakuba Bermana, datowany na kwiecień 1945 roku.

Zaraz, zaraz… Jeszcze trwa wojna, organizacje syjonistyczne od ponad 20 lat walczą o Palestynę, by tam zbudować Państwo Żydowskie, a tutaj jeden z przywódców utajnionego „czerwonego Bundu” wskazuje zupełnie inną jego lokalizację?

Pierwsza poszlaka, by wątpić w autentyczność tekstu.

Druga to czas upublicznienia tych rzekomo tajnych informacji. Z moich ustaleń wynika, że nastąpiło to dopiero… w 1981 roku.

Wówczas ukazała się książka Inwazja upiorów 1944–1970. O wkładzie szowinistów żydowskich do historii współczesnej Polski. Właśnie tam, na str. 51 po raz pierwszy pojawia się publicznie tekst przypisywany Bermanowi. Książka stara się udowodnić, że winą za kryzys w Polsce należy obarczyć wyłącznie komunistów pochodzenia żydowskiego, którzy po 1944 odsunęli od władzy „naszych”.

Czyżby kontynuacja starego sporu między „żydami” i „chamami”**?

Jednak publikacja treści „referatu” w 1981 niekoniecznie musi wskazywać na faktyczną datę jego powstania. Dla udowodnienia, że jest to fałszywka, wystarczy wykazać, że rzekoma data sporządzenia stenogramu jest fałszywa. Dowód na to znajdujemy w samym tekście:

Należy również tworzyć typowe ośrodki przemysłowe i rolnicze, głównie na ziemiach odzyskanych, nie poprzestając na Wałbrzychu i Rychbachu – (obecnie Dzierżoniów).

 

W kwietniu 1945 roku nie można było mówić o ośrodku osadnictwa żydowskiego w Wałbrzychu, albowiem sowieckie wojska zajęły miasto dopiero po zakończeniu wojny! Na zamku w Książu jeszcze w nocy z 9 na 10 maja trwały intensywne prace niemieckich saperów, maskujących wejścia do nieznanych dzisiaj podziemi.

Co więcej, w kwietniu 1945 r. Wałbrzych nosił nazwę Waldenburg.

Dopiero 27 sierpnia 1945 roku, kiedy to administracja sowiecka została częściowo zastąpiona polską nazwa Waldenburg została zmieniona na Borowieck!

Wałbrzych stał się Wałbrzychem dopiero 6 września 1947 roku.

Z kolei drugie wymienione w rzekomym stenogramie miasto, Dzierżoniów, w kwietniu 1945 roku nazywało się Reichenbach im Eulengebirge. Sowieci zajęli miasto w dniu kapitulacji III Rzeszy, tj. 8 maja 1945 roku.

Zmiana miasta na Dzierżoniów została dokonana zarządzeniem Ministrów: Administracji Publicznej i Ziem Odzyskanych z dnia 7 maja 1946 roku.

Jakub Berman nie mógł zatem w kwietniu 1945 roku wypowiedzieć przypisanych mu słów, bowiem wymienione w tekście nazwy miejscowości jeszcze nie istniały nawet w projekcie, a ponadto stacjonowały tam niemieckie wojska – Grupa Armii „Środek” feldmarszałka Schörnera.

 

Autor książki Inwazja upiorów 1944–1970. O wkładzie szowinistów żydowskich do historii współczesnej Polski, zmarły w 2006 roku, Zdzisław Ciesiołkiewicz był … pułkownikiem Informacji Wojskowej. Ta zbrodnicza formacja była współodpowiedzialna za stalinowski terror w tzw. ludowym Wojsku Polskim z lat 1944-1957. Dla zatarcia negatywnych kojarzeń w 1957 r. przekształcona w WSW.

Pod koniec życia Ciesiołkiewicz związał się z Partią X Stana Tymińskiego, a następnie z Samoobroną.

W latach 1980 aktywny w Zjednoczeniu Patriotycznym Grunwald.

 

Prócz w/w książki nie ma innych pierwotnych śladów, a przynajmniej ja na takie nie natrafiłem.

Tekst „raportu” pojawia się co prawda w rozlicznych publikacjach, ale żadna nie podaje tekstu źródłowego. Na dodatek wszystkie datować należy po 1981 r.
Brakuje zatem danych pozwalających na uznanie, że tekst ten był znany przed publikacją w książce Zdzisława Ciesiołkiewicza.

Tzw. raport Bermana powstał wyłącznie w celu dyskredytowania pierwszej Solidarności z lat 1980-81.

Nie zapominajmy, że ówczesna „opozycja demokratyczna” w swoich szeregach miała osoby wywodzące się w prostej linii od aparatczyków odsuniętych od partyjnego koryta w 1968 r.
W zamierzeniu władz fałszywka ta miała więc dyskredytować opozycję. Na dodatek można było wmówić „ciemnemu ludowi”, że te wszystkie strajki to tylko „zemsta” za odsunięcie od  “żłobu”.

Oczywiście można wzruszyć ramionami i nie czytać „raportu”. Ale trzeba mieć również świadomość, że zbyt często ostatnimi czasy mamy do czynienia z nawrotem dawno temu zarzuconych pomysłów propagandowych, i to nie tylko pochodzących z łam nieboszczki Trybuny Ludu, ale wywodzących się jeszcze od zbrodniczego Smiersza**.

Jak już tu kiedyś pisałem –świadomość ludzi żyjących w okresie stanu wojennego była inna i taki bzdet znajdował od razu swoje miejsce na śmietniku.

Dzisiaj jednak daliśmy sobie wmówić, że żyjemy w wolnym kraju i w konsekwencji brak nam dystansu do otrzymywanych propagandowych treści.

Zanim jednak powielimy je bezkrytycznie przeczytajmy tekst ze zrozumieniem..

Wystarczy sięgnąć do wikipedii i przeczytać o historii wymienionych w „raporcie” miast by dostrzec fałszywkę.

Tymczasem „prawdziwi Polacy” są jak najdalej od tego typu elementarnego sprawdzianu.

A przecież dobry Pan Bóg po to dał człowiekowi głowę, żeby używał jej nie tylko do noszenia kapelusza.

 

 

Trawestując niejaką Piterę można by rzec, że pośród „prawdziwej narodowej opozycji” nie ma kultury myślenia.

 

Jest tylko pogoń za szukaniem kolejnych kamieni, które można by wrzucić do ogródka obecnej władzy.

 

W ten oto sposób robią wszystko, by znowu było, jak już było.

 

Ale zrozumienie tego wymagałoby chwilki refleksji, a tam przecież kultury myślenia zwyczajnie brakuje.

 

22.02 2020

 

______________________________

 

* – …odpowiedzialny za pacyfikację Polski i zniszczenie podziemia niepodległościowego doradca NKWD przy MBP gen. Mikołaj Seliwanowski pisał pod koniec 1945 r.: „w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego pracuje 18,7% Żydów, 50% stanowisk kierowniczych zajmują Żydzi. W I Departamencie tego Ministerstwa […] pracuje 27% Żydów. Zajmują oni wszystkie stanowiska kierownicze. W Wydziale Personalnym – 23% Żydów, na stanowiskach kierowniczych – 7 osób. W Wydziale ds. Funkcjonariuszy (inspekcja specjalna) – 33,3% Żydów, wszyscy zajmują odpowiedzialne stanowiska. W Wydziale Sanitarnym MBP 49,1% Żydów, w Wydziale Finansowym 29,9% Żydów”.
Chyba najdokładniejsze dane na interesujący temat podał dr Krzysztof Szwagrzyk w „Biuletynie IPN” w 2005 r. Ustalił, że z 450 osób pełniących w latach 1944–1954 wysokie funkcje w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego (od naczelnika wzwyż) było 167 osób pochodzenia żydowskiego, czyli 37 proc. W powstałym z MBP Komitecie do spraw Bezpieczeństwa Publicznego (1954–1956) liczba ta nieco spadła i wynosiła 34,5 proc. Zważywszy na to, że Żydzi stanowili wówczas w Polsce najwyżej 1 proc. obywateli, sytuacja wydaje się dość klarowna. Szwagrzyk napisał: „W świetle zaprezentowanych danych statystycznych teza o dużym udziale Żydów i osób pochodzenia żydowskiego w kierownictwie UB sformułowana została na podstawie prawdziwych przesłanek i jako taka odzwierciedla fakt historyczny”.

Piotr Gontarczyk Żydzi w bezpiece.

* *– W 1962 r. na łamach paryskiej “Kultury” opublikowano esej Witolda Jedlickiego Chamy i Żydy *[W. Jedlicki, Chamy i Żydy, “Kultura” 1962, nr 12 (182), s. 3-41.], który stał się głośny, ponieważ naruszał dotychczasowe tabu. Autor w specyficzny – silnie naładowany emocjami – sposób scharakteryzował w nim życie polityczne w Warszawie końca lat pięćdziesiątych *[Redaktor naczelny “Polityki” skomentował ten tekst następująco: “Facet po przyjeździe do Izraela machnął wielki artykuł, którego główną treścią jest teza, że grupa puławska od wielu lat zmierza do zdobycia wpływowych stanowisk. Są to »Żydy« […], którzy obecnie, jak stwierdza, przystąpili do zdecydowanej walki z Gomułką. Chamy to natolińczycy, których autor potraktował jako ludzi uczciwych, acz agentów Moskwy” (M.F. Rakowski, Dzienniki polityczne, t. 1: 1958-1962, Warszawa 1998, s. 499). Esej Chamy i Żydy ukazał się także w 1963 r. w książce Witolda Jedlickiego Klub Krzywego Koła wydanej przez Instytut Literacki w serii Biblioteka Kultury, t. 89. O szerokiej popularności tez Jedlickiego świadczą liczne wydania artykułu (“Węzeł”, Gdańsk 1981; “Krąg”, Warszawa 1981; Kulisy wydarzeń października 1956, “Biblioteka Promienistych”, Kraków 1986) oraz monografia KKK (“Solidarni”, Warszawa 1989) w drugim obiegu. Esej Chamy i Żydy “okazał się jednym z najbardziej wpływowych i popularnych ujęć Października” (P. Machcewicz, Polski rok 1956, Warszawa 1993, s. 216].

(Paweł Ceranka: Historia pewnego artykułu)

* * * – rosyjski skrót od słów smiert’ szpionam. Takie sowieckie wojskowe gestapo.