– Bardzo się cieszę, że odblokowałam się artystycznie, plastycznie. Bo oprócz malowania obrazów także śpiewam. Amatorskie środowisko plastyków jest bardzo bogate na terenie powiatu wadowickiego. Darzę wszystkich  twórców (a wielu znam osobiście) ogromnym podziwem i szacunkiem – podkreśla Renata Sopicka w rozmowie z Krzysztofem Sitko. – Myślę, że po wystawie w Wadowicach przyjdzie czas na kolejne projekty. Zostawiam to Opatrzności – dodaje artystka w wywiadzie dla Magazynu Opinii Pressmania.pl

Krzysztof Sitko: Kiedy zaczęła się Pani przygoda z płótnem i farbami? 

Renata Sopicka: Malarstwem zajmuję się, z przerwami ,ponad trzydzieści lat. Nie od razu było to płótno. Pierwszym takim serio  materiałem, na którym tworzyłam obrazy były deski i sklejki, a także ściany w moim rodzinnym domu. Bardzo dużo tego było. Wiele z tych obrazów rozdałam znajomym, rodzinie. Niektóre się gdzieś zawieruszyły.

Dlaczego akurat maluje Pani ręką i palcami?

– To nie  tak, że maluję tylko palcami i dłonią. Potrafię używać pędzli i często mi się to zdarzało w przypadku na przykład  malowania na deskach. Do tworzenia obrazów używam też takich przedmiotów jak ściągaczki do wody, woreczki foliowe, skrawki materiału i tego typu rzeczy. Dłoń, palce służą mi do malowania tego , co czuję, co przeżywam. Chcę przez to zawiązać niejako pakt między mną a tym, co wynika z używania przeze mnie kolorów ukrytych w farbach.. Na kolory zwracam szczególną uwagę. Bo kolory to też emocje.

Malarzy posługujących się tą techniką jest wielu w Polsce?

– Myślę, że tak. Należę do kilku grup plastycznych i pojawiają się w nich  obrazy wykonane w ten sposób. To nie jest zatem jakaś szczególna rzecz. Szczególna jest natomiast  świadomość takiej formy tworzenia i odpowiedź na pytanie: co jeszcze, oprócz kładzenia w ten sposób farby  z tego wynika? Ile w tym , co tworzę jest mnie samej.

Kto lub co jest utrwalone na tych pracach? 

– Jak wspomniałam wcześniej są to moje emocje, przeżycia , doświadczenia, stan ducha, ale też oczywistości , czyli to, co obserwuję, co chciałabym  w danej chwili namalować, co- krótko mówiąc sobie wyobrażam. Generalnie nie interesuje mnie kopiowanie czyichś dzieł, choć takie próby , muszę przyznać ,że udane mam w swoim artystycznym bagażu. Kiedyś było dużo portretów, krajobrazów , martwych natur, wizerunków Matki Bożej i Pana Jezusa. Teraz są to najczęściej abstrakcje i anioły. Tak, najczęściej to teraz tworzę.

W czym lub w kim Pani szuka inspiracji? 

– Myślę ,że świat, ludzie i przestrzenie , w których jesteśmy dostarczają tak zwanych inspiracji. Ja swoje muszę trochę „przemielić” w głowie, w sercu, dokonać jakiejś  selekcji. Oczywiście nie zawsze się udaje. Czasem na jednym płótnie tworzę coś  i natychmiast to  zamalowuję i tak kilka razy, aż do skutku. Kiedy skończę  proces tworzenia obrazu po tych wielu próbach  , mrużę oczy. Jeśli w ten sposób patrzenia  widzę więcej-jestem zadowolona. Choć z drugiej strony jednak  trochę mi smutno, że zmarnowałam sporo farb. No ale tak czasem się w tym moim tworzeniu zdarza.

Czy w plenerze można też Panią spotkać przy sztaludze z paletą w ręce? 

– Nie. Jeszcze nie. Nie mam też  „ wypasionej” pracowni. Tworzę w jednym pokoiku mojego mieszkania. Bardzo często towarzyszą mi tam moje dwa koty. Któregoś dnia jeden wpakował się w gamę fioletów i musiałam poczekać ,aż wyschnie, żeby móc przy pomocy nożyczek pozbyć się tych kolorów z jego sierści. Naprawdę czasem jest zabawnie przy tym moim malowaniu, kiedy zwierzaki mi towarzyszą.

Dlaczego Pani prace nie posiadają tytułów? 

– Niektóre posiadają, tylko ich generalnie nie upubliczniam. Tytuł powoduje, że odbiorca , patrząc na obraz jest niejako zwolniony od myślenia, albo tytuł może sugerować pewne interpretacyjne „ tak” lub „ nie”. A ja chcę, żeby ktoś , kto się przygląda temu , co tworzę mógł się swobodnie na ten temat wypowiedzieć, żeby mógł mieć rację. Tak ,zależy mi ,żeby odbiorca moich obrazów miał rację, nie ja. To jest analogiczne do pytania, tak bardzo nielubianego przez uczniów: „ Co poeta miał na myśli?” i oczywiście uczeń  musiał mieć na myśli  to ,co tak naprawdę uważał  nauczyciel. A poza tym jak zatytułować abstrakcję? Abstrakcja to abstrakcja i koniec. A jeśli odbiorca zobaczy w tym konia, krowę , jelonka na rykowisku, super. Najważniejsze ,że coś mu się w ogóle skojarzyło, że pomyślał nawet wtedy, kiedy stwierdzi : „ Nie wiadomo , co to jest”. To już jest jego tytuł, jego zdanie: po prostu niczego nie zobaczył i ma do tego prawo.

Gdzie można oglądać Pani dzieła artystyczne? 

– Wiele z moich prac znajduje się w domach prywatnych. Można je spotkać w internecie, na moim prywatnym profilu fejsbukowym. Aktualnie zaś  na indywidualnej wystawie, w cudownie magicznym miejscu Galeria Cafe w Wadowicach. Bardzo dziękuję wspaniałym osobom, dobrym duchom tego miejsca” Pani Ani i Panu Rafałowi za zorganizowanie mojej pierwszej po latach wystawy indywidualnej. Z wadowickim środowiskiem plastycznym miewałam swego czasu kontakty poprzez udział w cyklicznych wystawach zbiorowych. Wystawiałam też w Rybniku przy okazji Konkursu Sztuki Nieprofesjonalnej im. Vincenta  Van Gogha, brałam  także udział w ogólnopolskich konkursach plastycznych,  osiągając sukcesy.

Jaki artysta jest Pani mistrzem, wzorem do naśladowania? 

– Generalnie nie naśladuję żadnego z twórców. Idę swoją drogą, bo jak wspomniałam tworzę własnymi  emocjami, uczuciami, nie zawsze pozytywnymi. No cóż, życie. Bardzo lubię Gustawa Klimta i Jacka Malczewskiego.

Gdzie i dlaczego chciałaby Pani zrobić kolejną wystawę swoich prac? 

– Bardzo się cieszę, że odblokowałam się artystycznie, plastycznie. Bo oprócz malowania obrazów także śpiewam. Amatorskie środowisko plastyków jest bardzo bogate na terenie powiatu wadowickiego. Darzę wszystkich  twórców , a wielu znam osobiście ogromnym podziwem i szacunkiem. Jednym z takich twórców był mój śp. tata- rzeźbiarz, którego przygoda z wystawami zaczęła się właśnie w Wadowicach w 1995 roku  na artystycznym przedsięwzięciu, odbywającym  się co pięć lat. („Wadowickie Środowisko Plastyczne”) W 2000 roku do niego dołączyłam.

Myślę, że po wystawie w Wadowicach przyjdzie czas na kolejne projekty. Zostawiam to Opatrzności.

Praca zawodowa utrudnia czy ułatwia malowanie?

– Praca zawodowa to też przestrzeń idealna do rozwoju różnych emocji, ale staram się, aby u mnie przebiegało sobie to dwutorowo. Malowanie jedno, zawód-drugie. Moja praca zawodowa, a wykonuję zawód nauczyciela jest też świetnym polem do tworzenia, kształtowania , modelowania. Nie przy pomocy farb, ale własnej osobowości, prezentowanej wiedzy i wartości. Myślę, że na tym polu mam też sporo sukcesów. Pozdrawiam wszystkich moich uczniów, tych obecnych i tych, którzy byli. Wszyscy oni mnie także w pewien sposób ukształtowali, ciekawe, czy to wiedzą?

Malowanie to hobby czy już raczej praca?

– W moim przypadku pasja. Coś, co sprawia mi radość. Coś , co czasem nie ruszy z miejsca, bo się tego po prostu nie czuje i takie tam. Jak wspomniałam, cieszę się z tego mojego powrotu, choć jednocześnie mam świadomość, że nic nie trwa wiecznie i czas przerwy, odpoczynku kiedyś znowu nastąpi.

Czy Pani obrazy można kupić lub zamówić?

– Jakoś na razie nie myślałam o sprzedażach, sklepikach. Ostatnio zdarzyło mi się namalować kilka obrazów „ na zamówienie” i w celach charytatywnych. Ale gdyby ktoś chciał coś zakupić, bo mu się wyda to adekwatne do wnętrza , do jego przestrzeni, to myślę ,że tak.

Jakich wskazówek udzieliłaby Pani młodym ludziom, którzy chcą malować? To drogie hobby?

– Maluję farbami akrylowymi  dobrego gatunku, podobrazia są różne: lepsze, gorsze, bardzo dobre. Na pewno artysta w procesie permanentnego tworzenia miewa ten portfel pustawy.

A wskazówki? No cóż, warto mieć pasje, robić coś dla siebie , próbować, żeby nie żałować, że się nie spróbowało. W każdym człowieku drzemie  artysta, naprawdę. Tylko czasem trochę za długo śpi.

O czym Pani marzy i jakie ma plany artystyczne?

– Marzę o zdrowiu dla mojej rodziny i znajomych, i żeby nie dać sobie odebrać tego, co kształtuje mnie jako człowieka. Bo finalnie to z człowieczeństwa przyjdzie nam zdać sprawozdanie. Z tego, jakim się było dla innych. A w kwestii artystycznej pewnie życzyłabym sobie dalszego artystycznego rozwoju , kolejnych wystaw i wielu zainteresowanych, ale tak autentycznie, nie przez grzeczność odbiorców. Bardzo dziękuję za rozmowę i pozdrawiam wszystkich, którzy zostawili tu choć trochę swojej uwagi.

Dziękuję za rozmowę.

Renata Sopicka z domu Biel jest nauczycielką języka polskiego, trenerem w oświacie, kocha zwierzęta. Oprócz malarstwa jej pasją jest muzyka. Śpiewa, gra na akordeonie, gitarze i fortepianie. Lubi też grę w squasha. Angażuje się w różnego rodzaju akcje charytatywne. Ceni prozę Stevena Kinga i Henryka Sienkiewicza, a ulubionym poetą jest Ernest Bryll.

Z Renatą Sopicką rozmawiał Krzysztof Sitko.