Sylwester i Nowy Rok to u mnie święta nie cieszace się specjalnym szacunkiem. Takie ani religijne, ani narodowe… .

No bo co tu świętować? Upływający czas? A nawet jeśli, to przecież liczenie kalendarza od nowa jest czysto umowne i symboliczne, bo i tak przesilenie zimowe jest ciut wcześniej (na Boże Narodzenie), a i każdego dnia przeceiż, w pewnym sensie, zaczynamy kolejny rok i każde wczoraj to już rok poprzedni… Czyli to takie święta porządkowe, kalendarzowe.
Jak widać na załączonym obrazku, postanowiliśmy w tym roku świętować skromnie, ale z klasą.

Jesli pokusić się o podsumowania, to co tu ukrywać: poprzedni rok 2024 był dla mnie jednym z tych najgorszych w moim życiu. Wywalenie z pracy po 32 latach, na bruk, z niewielkimi szansami na jakieś zajęcie, gdy jest się jeszcze zbyt młodym by mieć ochotę na odpoczynek, a już zbyt starym by cię bawiła wizja zaczynania wszystkiego od nowa, to niezłe doświadczenie… Ale o wiele gorsze jeszcze jest patrzenie jak cegła po cegle niszczone jest dzieło, któremu poświęciłam 18 lat życia i jakieś niewiarygodne pokłady energii i siły życiowej – czyli Biełsat. Duża, niezwykle oryginalna i nietypowa, ważna instytucja zbudowana od zera. Bielsat to było dla mnie znacznie wiecej niż praca. Patrzenie jak niszczony jest jego dorobek, rozwala się jego etos, kulturę funkcjonowania, już nie mówiąc o rozmaitych autorskich pomysłach organizacyjnych, jak bardzo rozmaicie (czasem fajnie i bardzo w porządku, a czasem rozczarowujaco) zachowują się współpracownicy i koledzy – dodało mi wiele siwych włosów… Był to też rok, gdy przez ludzi podłych i wrednych zostałam fałszywie oskarżona o finansowe nadużycia (sic!) i opisana w wielkonakładowych mediach, jako podejrzana malwersantka. To pierwsze takie doświadczenie w moim życiu.

W roku 2024 poważnie rozchorowała się Mama po zlamaniu kości udowej i bardzo powaznej operacji. Mój mąż mówiąc praktycznie – stracił „posadę”, a ujmując to bardziej ogólnie, został (podobnie zreszta jak wielu ambasadorów) potraktowany w sposób skandaliczny, na który z pewnościa w żaden sposób nie zasługiwał (podobnie jak wielu z jego kolegów).

Tak naprawdę, rok poprzedni w perspektywie mojego wlasnego życia mogę porownać tylko z 82. Tylko wtedy, jako dwudziestolatka z ukrywajacymi sie a potem aresztowanymi, rodzicami, narzeczonym w kryminale i starymi babciami „na głowie”, czułam się rownie żle, równie bezsilna i równie beznadziejnie.

Z tego punktu widzenia warto chyba wykorzystać tę symboliczną, kalendarzową cezurę życząc wszystkim ludziom życzliwym i przyjaciołom, a także i sobie – lepszego roku 2025!!!!

Autor: Agnieszka Maria Romaszewska-Guzy
Polska dziennikarka prasowa i telewizyjna, dyrektor Biełsat TV, od 2011 do 2016 roku wiceprezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.