Kolejna afera dziwnym trafem uderza w człowieka, którego polityczny twór może zagrozić przejęciem części elektoratu FJN 2.0 Grzegorza Schetyny.

Robert Biedroń nie jest z mojej bajki. Co prawda lata temu, gdy obejmował prezydenturę Słupska, jako jeden z niewielu (a może nawet jedyny) po umownej prawej stronie życzyłem mu powodzenia.

Bowiem powodzenie prezydenta Słupska było tożsame z powodzeniem mieszkańców miasta.

Teraz okazuje się, że Biedroń mógł już w tym czasie być szantażowany.

Paweł Miter, dziennikarz Warszawskiej Gazety, pisze na swoim blogu:

Temat, że ważny polityk pobił mamę łamiąc jej szczękę jest tematem bardzo mocnym i oznacza jedno, koniec polityka, dlatego każdy mądry polityk wiedząc o tym musi biec do zaprzyjaźnionej gazety rozbroić bombę, dlatego cieszy mnie, że Biedroń po moich pytaniach zdecydował się na „spowiedź” Tylko jeśli jakakolwiek gazeta idzie na ustawkę z politykiem, to jest to ogromny skandal i pokazuje, gdzie my dziś jesteśmy. Od wczoraj też Pan Biedroń i jego prawnicy starali się zablokować mój tekst, ale nasi prawnicy i wydawca nie dali za wygraną. Tekst idzie w najbliższy piątek i będzie bombą, która dziś Biedroń chce rozbroić. Tytuł: „Robert Biedroń pobił swoją matkę”

Przez ostatnie tygodnie rozmawiałem z prokuratorami i sędziami, także tymi z Krajowej Rady Sądownictwa, rozmawiałem z ważnymi politykami, ustalałem po kolei, jakie zarzuty miał Biedroń, jak znęcał się nad matką, jak złamał jej szczękę, docierałem do opinii lekarskiej, rozmawiałem z prokuratorem, który w 2000 roku prowadził sprawę i w końcu dotarłem do sedna sprawy, że akta zaginęły w maju 2018 roku.

https://www.facebook.com/alina.antczak.9/posts/2586416614763678

.

Nie zamierzam bronić Roberta Biedronia.

.

Nie zamierzam także go potępiać.

.

Uważam po prostu, że skoro sprawę karną zakończono warunkowym jej umorzeniem (co samo w sobie oznacza, że jej ciężar gatunkowy był niewielki), pomyślnie przeszedł czas próby a ponadto w ciągu kolejnych lat nie dał powodu do wszczynania podobnych postępowań karnych (podobnych – a więc o przestępstwa skierowane przeciw rodzinie czy też życiu i zdrowiu) ma święte prawo by nikt nigdy nie wypominał mu przeszłości.

Ale najwyraźniej „akta sądowe nie płoną”.

Tymczasem… powinny.

.

Sprawa ta w czasach, gdy Biedroń potykał się z prawem, była unormowana Rozporządzeniem Ministra Sprawiedliwości z dnia 5 maja 1989 r. w sprawie okresów przechowywania i warunków niszczenia akt spraw sądowych lub przekazywania ich archiwom państwowym.

Podobnie jak i dzisiaj okres przechowywania akt sądowych w przypadku warunkowego umorzenia wynosił 10 lat (§ 10 u.1 pkt 4).

Tak więc już ok. 2010 roku akta sprawy Biedronia powinny być przekazane do protokolarnego zniszczenia.

Oczywiście zachodzi możliwość, że akta te zostały zaliczone do tzw. kategorii A (czyli zwiększono okres przechowywania) ze względu na to, ze „miały znaczenie wyjątkowe ze względu na materiał zebrany w sprawie lub występujące w niej osoby(§ 8 u. 1 pkt 7 cyt. rozporządzenia).

Tyle tylko, że wówczas, na podstawie § 2 cyt. rozporządzenia po okresie przechowywania w sądzie muszą być przekazane archiwom państwowym.

Miter nie mógłby więc pisać o tym, że akta „zaginęły w maju 2018 r.” w sądzie, ale że zniknęły z archiwum państwowego.

Kluczem do zrozumienia tego, co dzieje się naprawdę w Polsce wydaje się być przeszłość Roberta Biedronia.

Już w okresie swoich bojów z Temidą był mocno zaangażowany w tęczowy ruch. Potem piął się w górę.

W 2005 był kandydatem do Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej w wyborach parlamentarnych. Bez powodzenia startował wówczas z 4. miejsca listy Sojuszu Lewicy Demokratycznej w okręgu nr 19 w Warszawie. Otrzymał 1686 głosów (0,22% głosów ważnych w okręgu). W tym samym roku wystąpił z SLD, pozostając od tego czasu osobą bezpartyjną.

W 2011 zamierzał wystartować w wyborach parlamentarnych z ramienia Sojuszu Lewicy Demokratycznej, jednak zrezygnował w sierpniu tegoż roku. Motywował to tym, iż zaproponowano mu słabe miejsce na liście wyborczej mimo odmiennych wcześniejszych deklaracji. 18 sierpnia ogłoszono, że Robert Biedroń otworzy listę wyborczą Ruchu Palikota w okręgu wyborczym nr 26 w Gdyni.

Otrzymał 16 919 głosów, co stanowiło 3,73% wszystkich głosów ważnych i 39,11% głosów oddanych na listę ugrupowania w Gdyni. Uzyskał mandat poselski jako jedyny kandydat Ruchu Palikota w tym okręgu.

(wikipedia)

Dziwne, że już wtedy nikt nie sięgnął do sądowego archiwum. Wszak pamięć o jego bestialstwie była świeża.

Nikt również niczego nie ujawnił, kiedy Biedroń startował w wyborach samorządowych 2014 r.

Afera wybiła dopiero w 2019 roku, kiedy okazało się, że partia Wiosna może przyciągnąć część wyborców jedynej słusznej Koalicji Europejskiej Grzegorza Schetyny.

A Biedroń nie ma zamiaru włączyć się do tęczowo-zielono-różowego Frontu Jedności Narodu 2.0 pod wodzą Schetyny.

Pierwsze ostrzeżenie pod adresem byłego prezydenta Słupska padło już w styczniu 2019 r.

W wywiadzie dla Newsweek’a prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski powiedział wyraźnie:

Jeżeli Robertowi Biedroniowi uda się pozyskać nowy elektorat, który w tej chwili nie głosuje, to byłoby to wzmocnienie opozycji. Natomiast jeśli pójdzie na łatwiznę i będzie walczył tylko i wyłącznie o elektorat, który już jest politycznie aktywny i będzie równie silnie atakował PiS, co nas, to w sposób oczywisty osłabi pozycję opozycji. Niestety pierwsze tygodnie Wiosny pokazują, że wybrał tą drugą, łatwiejszą drogę.

https://www.newsweek.pl/polska/rafal-trzaskowski-biedron-jest-naszym-partnerem/vhy30xe

Biedroń jednak okazał się krnąbrny. Na dodatek zaczął stroić żarty  z FJN 2.0.

 A kot się zastanawia czy program zaprezentowany na konwencji Koalicji Europejskiej to zimna czy ciepła woda w kranie. Jedno jest pewne – z pewnością lanie wody

– napisał Robert Biedroń w mediach społecznościowych. Lider Wiosny w ten sposób odniósł się do sobotniej konwencji Koalicji Europejskiej. Do opublikowanego na Twitterze postu polityk dodał też film przedstawiający pijącego wodę z kranu kota.

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,24623922,robert-biedron-z-kotem-drwia-z-konwencji-koalicji-europejskiej.html

10 dni później objawiły się „akta Biedronia”.

Jak pisze demaskator Miter ujawniony materiał ma być końcem polityka.

Na dodatek przypuszcza atak na… PiS.

W cytowanej już wypowiedzi podaje dokładnie:

A moi znajomi, zwłaszcza z ABW czy AW wiedzą, co oznacza, gdy na ważnego polityka są kompromaty, te kompromaty miała obecna władza. I nadal je ma. A jak nie rozumiecie, to macie ogromny problem z postrzeganiem rzeczywistości. I dlatego ten kraj stoi, tak jak stoi.

(op. cit.)

Casus Biedroń świadczy jednak dokładnie o czymś przeciwnym.

Patrząc na historię ostatnich lat wyraźnie widać, że nikt PiS do grzebania w archiwach sądowych nie dopuścił i nie dopuści. Przynajmniej do jesiennych wyborów.

Same zaś kompromaty, przynajmniej w stosunku do lidera partii Wiosna, wypłynęły jakby na zamówienie oPOzycji.

Wtedy, gdy mogły się przydać.

Dlatego byłbym sceptyczny przypisując obecnemu rządowi posiadanie jakichkolwiek kompromatów, szczególnie na Roberta Biedronia.

Jego historia wskazuje na zupełnie inny scenariusz.

Dopóki wykonywał polecenia nikt nie słyszał nawet o przeszłości tęczowego polityka.

Dopiero wtedy, gdy (prawdopodobnie) odciął pępowinę łączącą go z grupą. faktyczne trzymającą władzę (do 2015 r.)  postanowiono ujawnić hak, na którym go trzymano przez ostatnie dwie dekady.

Paradoksalnie w tej chwili Biedroń powinien wzbudzić największe zaufanie.

Już nikt nawet nie będzie próbował wpłynąć na niego grożąc ujawnieniem ujawnionego.

Hak użyty staje się bowiem tylko smrodem ciągnącym się za daną osobą.

.

Pytanie, jakie dzisiaj należy sobie zadać zatem brzmi:

Ilu jeszcze polityków miota się na haczykach?

.

Ps. A poza tym temat stary, jak III RP. To kondycja tzw. dziennikarzy śledczych. Zbyt często są oni niczym innym, jak tylko tubami służb. A te świat rozgrywają na swój sposób. Nie łudźmy się więc, ze doczekamy kiedyś polskich Boba Woodward’a i Carla Bernsteina. Choć za nimi też ponoć stało FBI.

.

18.04 2019