Smoleńsk” jest filmem uczciwym. Wszystkim tym, którzy przyczynili się do jego powstania, należy się wiekopomna wdzięczność i szacunek. Premiera „Smoleńska” w Teatrze Wielkim to jeden z ważniejszych momentów naszej współczesnej historii. W obecności najwyższych władz państwowych, prezydenta, pani premier, i prawie dwóch tysięcy zaproszonych gości, pokazano po raz pierwszy publicznie bez wątpienia najważniejszy film w dziejach naszej kinematografii.

Wywołało to skomasowany atak wiadomych mediów. Zwolennicy pancernej brzozy nie odpuszczają.

„Smoleńsk. Chaos, niechlujność, drewniana gra – recenzje dalekie od entuzjazmu. (wyborcza.pl)

„Obejrzałam „Smoleńsk”. Koszmarnie chaotyczny, od pierwszych minut nie pozostawia złudzeń…” (gazeta.pl)

„Pod kątem artystycznym na sześć możliwych gwiazdek, nie dałabym żadnej”. (Katarzyna Janowska onet.pl)

Ponieważ konkluzja filmu jest od początku oczywista, próby budowania napięcia i tajemnicy wokół dziennikarskiego dochodzenia są daremne. Nawet muzyka Michała Lorenca tu nie pomaga”. „Kiedy jednak fantazje stają się narzędziem polityki, kiedy zmyślenie podaje się jako niepodważalną prawdę, kończy się sztuka, a zaczyna propaganda” (Roman Pawłowski Gazeta Wyborcza)

Towarzyszy temu oczywiście karnawał wpisów pod artykułami tzw. czytelników. Być może niektóre wynurzenia są amatorskie, bo ktoś miał przypływ polotu, ale znając te media, nie pozostawiają one sfery dopisków samopas.

„Tylko świnie siedzą w kinie ,na smolensku.”

„Pewniak do „Złotych Malin” i „Węży” za najgorszy film :)”

„No cóż… Głupich nie sieją… Ale mamy już murowanego kandydata do Oscara… W kategorii „komedia”.

„Krótka recenzja: tragikomedia smoleńska!”

„sprofanowali Wawel, teraz Teatr Wielki’.

Jest to o tyle zabawne, że te opinie pochodzą od osób, które raczej nie miały szansy na uczestniczenie w premierze, ale z założenia wiedzą, co sądzą i jaki mają pogląd. I rzeczywistość im w tym w żaden sposób nie przeszkadza.

Można oczywiście przenicować obraz Antoniego Krauzego od strony warsztatowej i artystycznej, biorąc jednak pod uwagę warunki w jakich podjęto się tej produkcji: skromny budżet, arogancką obstrukcję środowiska, zastraszanie towarzyskie i zawodowe aktorów, to efektem działań ekipy tworzącej opowieść o katastrofie rządowego TU–154 M, jest arcydzieło.

Przede wszystkim jest to film profesjonalny, zarówno od strony scenariusza, jak i  reżyserii. Technicznie jest bez zarzutu, montaż bardzo dynamiczny i oczywiście na najwyższym poziomie artystycznym jest muzyka Michała Lorenca.

Co do castingu i gry poszczególnych aktorów można wypisywać różnorakie recenzje, ale w zasadzie, nawet główna bohaterka, dziennikarka stacji telewizyjnej wzorowanej na TVN, nie jest w tym filmie najważniejsza. Przesłaniem jest ukazanie prawdy o Smoleńsku. I tę rolę, film poruszający się na granicy dokumentu spełnia. Zatrzymuje w kadrze, to co się zdarzyło feralnego 10 kwietnia 2010 roku i to, niemniej istotne, co miało miejsce potem. Minęło już ponad sześć lat od katastrofy i z oczywistych powodów pewne rzeczy blakną w naszej pamięci, a nie powinny i „Smoleńsk” nam je plastycznie odświeża. A co więcej, pozostawia te zdarzenia dla potomności, odzierając fakty z codziennych kłamstw, będących naszym smutnym udziałem.

„Smoleńsk” porządkuje wiedzę, jaką mamy na temat tej strasznej katastrofy. To że była ona wynikiem zamachu nie ulega kwestii, zbyt dużo jest przesłanek potwierdzających tę tezę i wykluczających czysty przypadek. Szlachetnie upomina się także o prawdę o polskich pilotach i generale Błasiku.

Dobrze, że porusza też kwestie niewyjaśnionych samobójstw osób związanych ze sprawą Smoleńska. Powraca kwestia czy do tych spraw, aktywności „seryjnego samobójcy”, teraz kiedy PiS nadzoruje wszelkie służby nie można powrócić.

Może brakuje w filmie sceny, kiedy ekipa ówczesnego Marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego przejmuje już z w sobotę, w dniu katastrofy, Pałac Prezydencki, bo to także było niezwykle symboliczne i  symptomatyczne dla tamtego czasu.

Dobrze, że ten film powstał. Jest ogromnym ciosem w kłamstwo smoleńskie i to on będzie wyznaczał interpretacje wydarzeń, a nie nasze salonowe media. I właśnie tego nie mogą darować, dlatego zrobią wszystko, by odciągnąć widzów, ale daremny ich trud.

P.S.

Jednym z powodów nieprzyznania dotacji przez PISF, filmowi Antoniego Krauzego, była scena przedstawiająca duchy pomordowanych w 1941 roku oficerów Wojska Polskiego witające w Lesie Katyńskim ofiary katastrofy.

„Wprowadzenie tak jednoznacznej sceny symbolicznej na koniec scenariusza aspirującego do konwencji sensacji, w dodatku mającej stanowić także film historyczny, razi brakiem spójności gatunkowej i mogłoby zostać uznane za nadużycie”

Podpisali się pod tak opinią: Anna Kazejak-Dawid, Sławomir Fabicki, Jerzy Skolimowski i Jerzy Stuhr.

Akurat jest to jedna z najpiękniejszych scen w naszej kinematografii.

Ryszard MakowskiAutor: Ryszard Makowski
Satyryk. Kabaret OT.TO, Kabaret „Pod Egidą”. Niegdyś felietonista „Uważam Rze”, obecnie „wSieci”. W maju 2015 r. ukazał się jego książkowy wywiad z Marcinem Wolskim „Strptiz Nadredaktora”.

Artykuł pierwotnie opublikowano na portalu wPolityce.pl

Fot. Dagmara Siemińska