Wg starej recepty brytyjskiego reżysera i scenarzysty Alfreda J. Hitchcocka film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, a potem napięcie powinno wzrastać.
Jeszcze niedawno polskojęzyczny Onet tłumaczył wypowiedzi Tuska.
Wygląda na to, że Donald Tusk odrobił lekcję i wie, że z populistami można wygrać tylko populizmem. Spot lidera Platformy, który wytknął Jarosławowi Kaczyńskiemu, że straszy migrantami, mimo że wydał obcokrajowcom rekordowo dużo pozwoleń na pracę w Polsce — tylko w zeszłym roku ponad 130 tys. — wywołał popłoch w partii rządzącej. Po kilku dniach Tusk wyprowadził drugi cios. Ujawnił zapisy rządowego rozporządzenia ułatwiającego przybyszom z kilku krajów islamskich składanie wniosków wizowych. W ten sposób rocznie miałoby zostać rozpatrzone 400 tys. wniosków. Tusk podliczył, że w razie kolejnych czterech lat rządów „to będzie taki prawdziwy milion Kaczyńskiego”.
To było uderzenie w Kaczyńskiego metodami Kaczyńskiego, czyli populistycznymi. Bo Tusk wszak wie doskonale, że spośród 130 tys. osób, które w zeszłym roku dostały pozwolenie na pracę, większość do Polski nie przyjechała, bo nie dostała wiz. Podobnie z tymi 400 tys. wniosków wizowych — nie znaczy to, że do Polski wjeżdżałoby rocznie tylu muzułmanów, bo duża część wniosków o wizy zostałaby odrzucona.
No ale jest kampania, kto by tam się bawił w szczegóły — ważne, żeby uderzyć boleśnie.
(…)
W nieoficjalnych rozmowach Tusk mówi swym ludziom wprost: celem jest wygrana z Kaczyńskim — za wszelką cenę.
Autorzy powyższego, opublikowanego raptem 9 lipca 2023 r., tekstu – Kamil Dziubka i Renata Grochal najwyraźniej wystraszeni, że lewica zacznie boczyć się na Tuska, postanowili go wytłumaczyć.
Tłumacząc powyższe słowa – Tusk kłamie i wie o tym, ale kłamie w dobrym celu, jakim jest przejęcie władzy.
Co prawda nazywanie przez wspomnianych żurnalistów bezczelnego kłamstwa populizmem to tylko zabieg pijarowski, nader prymitywny, ale…
Okazuje się, że oPOzycja nie dysponuje niczym innym.
W odpowiedzi na publikację trzeciego pytania referendalnego czołowi oPOzycyjni posłowie uderzyli w PiS… tym samym fejkiem!
Oto wpis czołowej „matematyczki” KO, niejakiej Katarzyny Lubnauer:

W podobny ton uderza radca prawny, poseł KO, Arkadiusz Myrcha:

Jako wisienka na torcie w tym gronie pojawia się też „ekspertka” ekonomiczna TVN, wzorowa uczennica Balcerowicza niejaka Alicja Defratyka:

Warto rozszerzyć jej twitterową wypowiedź. Otóż pani ekonomistka z TVN dodaje, że:
W 2015 z dokładnie tych samych krajów z poniższej grafiki, pozwolenie na pracę otrzymało 3,3 tys. osób. Za rządów PiS w 2022 ponad 40 RAZY więcej osób z krajów muzułmańskich otrzymało pozwolenie na pracę w Polsce niż za rządów PO-PSL w 2015 .
Pani (?) Defratyka „zapomina” jedynie dodać, że w 2015 roku, ostatnim, jaki można zaliczyć do czasów „zielonej wyspy” Tuska i Rostowskiego, bezrobocie wynosiło aż 9,8% (czyli 1,5633 mln osób). Pracę poprzez Urzędy Pracy mógł dostać zaledwie co 31 bezrobotny (liczba ofert – 51.200 w skali całego kraju), tymczasem w 2022 roku wg EUROSTATu wynosiła 3% i była na drugim miejscu ex aequo z Niemcami (pierwsze Czechy – 2,1%) przy unijnej średniej 6%. Obecnie jest jeszcze niższe i wynosi 2,7%, co daje nam pierwsze miejsce (z Czechami, gdzie ciut się zwiększyła liczba bezrobotnych).
Taka sytuacja rodzi niestety konieczność sprowadzania siły roboczej z innych krajów. Do 24 lutego 2022 roku problem ten załatwiali ukraińscy pracownicy. Wojna jednak spowodowała, że w wielu branżach pojawiły się wakat, przede wszystkim w budownictwie, ale też w górnictwie.
Pomijam już, że w całym kraju personel hotelowy pochodzi głównie z Ukrainy. I nie dzieje się to z pokrzywdzeniem polskich pracowników, ale dlatego, że brakuje rąk do pracy.
Uczennica premiera polskiego bezrobocia Balcerowicza wie o tym doskonale, ale w ślad za Donaldem „Pinokio” Tuskiem szerzy fejki o jakoby zalewającej Polskę fali muzułmańskich uchodźców.
Tymczasem podstawowa różnica pomiędzy tymi, którzy legalnie przekraczają granicę, a nielegalnymi, jakich to Bruksela chce nam podrzucić, polega na stosunku do pracy.
Nie udawajmy, że gdyby tzw. emigranci zasiłkowi w Niemczech podejmowali pracę, to Berlin chciałby się ich pozbyć.
Wtedy, być może, samoloty z Iraku itp. latałyby nawet częściej niż teraz do Mińska, skąd Lufthansa odbierałaby kolejne partie.
I właśnie tego musimy się wystrzegać. Ciągle jesteśmy krajem na dorobku i nie stać nas na ponoszenie kosztów związanych z „dobrowolną dyslokacją”.
Referendum pozwoli więc na związanie rąk przyszłej lewicowej władzy, o ile faktycznie Tusk i jego akolici sięgną po władzę jesienią.
I tylko obawą przed uczestnictwem w referendum więcej niż połowy uprawnionych do głosowania należy tłumaczyć pohukiwania głównie lewicowych posłów.
Przypominam. Zgodnie z art. 125 Konstytucji:
1. W sprawach o szczególnym znaczeniu dla państwa może być przeprowadzone referendum ogólnokrajowe.
2. Referendum ogólnokrajowe ma prawo zarządzić Sejm bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów lub Prezydent Rzeczypospolitej za zgodą Senatu wyrażoną bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby senatorów.
3. Jeżeli w referendum ogólnokrajowym wzięło udział więcej niż połowa uprawnionych do głosowania, wynik referendum jest wiążący.
4. Ważność referendum ogólnokrajowego oraz referendum, o którym mowa w art. 235 ust. 6, stwierdza Sąd Najwyższy.
5. Zasady i tryb przeprowadzania referendum określa ustawa.
I tutaj jest pies pogrzebany, jak mawiają Niemcy. Po prostu nie da się po ewentualnych wygranych wyborach dokonać wolty i zacząć np. podwyższać wiek emerytalny czy też dać Brukseli zielone światło na umieszczenie w Polsce nielegalnych nachodźców, do tej pory przebywających w Niemczech czy też we Francji.
Oczywiście pod warunkiem, że więcej niż połowa wyborców pójdzie do głosowania.
Co do wyniku jestem pewien, że nawet pośród najbardziej zaangażowanych liberałów czy też lewicowców większość odpowiedzi na opublikowane już pytania będzie brzmiało TAK.
Walka o frekwencję, toczona na naszych oczach, dotyczy zatem tego, czy referendum będzie miało jedynie charakter badania opinii społecznej, czy też będzie narzucać nowym wybrańcom mas kierunek, z którego zboczyć nie mogą.
A przynajmniej nie powinni.
Na zakończenie wróćmy jednak do Hitchcocka. Najwyraźniej ktoś wziął sobie do serca jego receptę na dobry film i postanowił tak samo zrobić kampanię wyborczą. Tyle tylko, że sir Alfred (a tak, tytuł szlachecki otrzymał w 1979 r.) mawiał o trzęsieniu ziemi na samym początku, po którym napięcie będzie już tylko rosnąć.
Jakiś anonimowy pijarowiec Tuska umyślił natomiast, że Donald zacznie kampanię od kłamstwa. Co będzie dalej łatwo zgadnąć, niestety.
13.08 2023
Zostaw komentarz