Nowy katalog przysłów PO-lskich rośnie nam w zastraszającym tempie.

Artur M., protokolant we włodawskim sądzie od ponad pół roku dostaje tylko połowę swojego wynagrodzenia. Grozi mu utrata pracy oraz kara do pięciu lat więzienia.

– To była banalna sprawa – opowiada Artur M. – 10 lutego ub. r. do sądu miał się stawić mężczyzna przyłapany na jeździe rowerem po alkoholu. Ale się nie stawił, a do sądu nie dotarła informacja, że dostał zawiadomienie o rozprawie. W tej sytuacji sędzia wyznaczyła nowy termin i poinformowała mnie, że protokół z tej niedoszłej rozprawy sporządzimy później.

Artur M. rutynowo o odroczeniu rozprawy powiadomił prokuraturę. Tymczasem pod koniec lutego sędzia miała przyjść do niego z aktami i gotowym wyrokiem w tej sprawie.

– Usłyszałem, że wspólnie mamy sporządzić protokół rozprawy, podczas której miał zapaść wyrok – relacjonuje Artur M. – Wyraziłem wtedy opinię, że to niemożliwe skoro obwiniony nie stawił się i nie było wiadomo, czy został w porę powiadomiony. W odpowiedzi usłyszałem, że to ona zna prawo, a ja jestem tylko protokolantem i mam wykonywać jej polecenia.

O tym, że jest przymuszany przez sędzię do poświadczania nieprawdy, Artur M. powiadomił swojego bezpośredniego przełożonego, czyli kierowniczkę sekretariatu Wydziału Karnego. Ponownie miał usłyszeć, że ma wykonywać polecenia. Tak też zrobił. Przypłacił to zawieszeniem i prokuratorskim postępowaniem.

Prokuratura była zaskoczona, kiedy otrzymała wyrok w sprawie, która została odroczona. Jej reakcją było postawienie protokolantowi zarzutu poświadczenia nieprawdy w protokole.

W przypadku sędzi było to niemożliwe, gdyż Annę C. chroni sędziowski immunitet. Pozbawić go mógł jedynie w ramach postępowania dyscyplinarnego Sąd Apelacyjny w Lublinie.

Tym bardziej, że przypadki tworzenia przez Annę C. zdarzeń procesowych, które nigdy nie miały miejsca, czy też podżegania protokolantów do fałszerstw w protokołach, zostały potwierdzone w czterech innych postępowaniach.

– Uchwałę w tej sprawie, łącznie z udzieleniem prokuratorowi rejonowemu w Lublinie pozwolenia na pociągnięcie Anny C. do odpowiedzialności karnej, Sąd Apelacyjny podjął już 5 listopada 2014 r. – mówi Barbara du Chateau, rzecznik Sądu Apelacyjnego w Lublinie. – Jednocześnie zawiesił ją w czynnościach służbowych oraz obniżył wynagrodzenie. Anna C. odwołała się jednak do Sądu Najwyższego. Ten 14 kwietnia 2015 r. uchylił orzeczenie niższej instancji, nakazując ponowne rozpatrzenie tej sprawy. Rozprawa zaplanowana jest na czerwiec.

Po tym, jak Sąd Najwyższy uchylił orzeczenie Sądu Apelacyjnego Anna C. mogła wrócić do pracy. Podjęła ją już nie we Włodawie, ale w II Wydziale Karnym Sądu Rejonowego w Chełmie.

Po doświadczeniach Artura M. protokolantki z włodawskiego sądu wystosowały oświadczenie, że nie będą protokołować rozpraw sędzi Anny C. W ich ślady poszły koleżanki i koledzy z sądu chełmskiego. Sądowy radca prawny stwierdził jednak, że tego rodzaju oświadczenia nie mają mocy prawnej i w żaden sposób nie zwalniają protokolantów z ich obowiązków. (Jacek Barczyński, Dziennik wschodni, Skandal w sądzie… http://www.dziennikwschodni.pl/chelm/n,1000162296,skandal-w-sadzie-sprawa-odroczona-a-wyrok-wydany-protokolant-oskarzony-ale-co-z-sedzia.html )

Sędziowie wymagają szacunku. Na dodatek mają instrumenty, za pomocą których do tego szacunku mogą przymusić. Czy jednak ktoś, kto, oskarżony o banalną jazdę po pijanemu, stojąc przed obliczem uosabiającej majestat Rzeczpospolitej sędzi Anny C. tak naprawdę nie stoi od niej moralnie wyżej?

Ba, nie tylko moralnie. Przynajmniej teoretycznie grożąca kara też jest mniejsza.

A przecież Anna C. to nie jedyna zakała wymiaru sprawiedliwości.

Do tej pory sędzia gliwickiego sądu rejonowego Wojciech G.* osiąga miesięcznie nienależną korzyść materialną 1,5 do 2 tys. zł dzięki „uprzejmości” niedoszłego adwokata, dobrze znanego w lokalnym półświatku lichwiarza. I nikt z  przełożonych pana sędziego nawet nie ruszył palcem, by sprawę wyjaśnić, chociaż informowany był o niej rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Gliwicach mgr Tomasz Pawlik.

Tymczasem opinia publiczna coraz głośniej zadaje sobie pytanie:

ZA CO TEN KESZ???

Skazana na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata orzekała w sądzie poznańskim i łódzkim.**

I dalej sądzi, nosząc orła na szyi i bacznie obserwując, czy przypadkiem strona patrząc na nią nie uśmiecha się drwiąco.

Czy w takiej sytuacji można szanować sądy? Zaco zresztą mamy szanować? Przecież, tak naprawdę, po 8 latach rządów PO już ich nie mamy. Zamiast sądów jest wyrób temidopodobny.

______________________________________________

 

* http://3obieg.pl/sedzia-cokolwiek-sponsorowany

** http://januszwojciechowski.blog.onet.pl/2012/07/30/sedzia-z-przestepcza-preszloscia-sadzi-ludzi/