Zarzut, że obywatel demokratycznego państwa „uprawia politykę” jest czystej wody PRL-owski. To komuna wdrukowywała ludziom odruch, że polityka jest powołaniem dla wybranych, namaszczonych przez władzę ministrów albo członków Biura Politycznego. Obywatel, który zapuszczał się w te zaklęte rewiry był wyjątkowym szkodnikiem, wrogiem państwa i uczciwie pracujących obywateli.

Komuna „uprawianie polityki” zmieniła w zarzut ciężkiego kalibru, kierowany w stronę opozycjonistów, „rewizjonistow” (członków partii komunistycznych którzy zwątpili w ten czy inny element doktryny), niepokornych pisarzy i filmowców, czy robotników którym strzeliło do łbów strajkować o coś więcej niż, iluzoryczne zwykle, podwyżki płac.

Prawie 30 lat po upadku tamtego ogłupiającego systemu, obecna władza ostrzeliwuje sędziów oskarżeniami, że uprawiają politykę i już szykuje prawo, które pozwoli ich za tak określone działania surowo karać, ponoć nawet wykopaniem z zawodu.

Jest prawdą, że z uwagi na specyficzną funkcję publiczną sędziów, ta gropa ludzi, gdy są zawodowo czynni, nie może angażować się w prace partii politycznych, ubiegać się o wybieralne stanowiska publiczne (poza systemem sądowniczym), uprawiać publicystyki czy np. uczestniczyć w stricte politycznych sporach.

Jednak teza, powtarzana dziś przez katarynki rządzących, że sędziowie broniący zasad trójpodziału władzy, reguł praworządności czy praw obywatelskich, albo kwestionujący system mianowania „sędziami” bardzo dziwnych osób przez uzurpujących sobie takie uprawnienia polityków – kłusują na arenie politycznej, jest po prostu nie do obrony.

Komuna cieżko pracowała też nad tym, żeby obrzydzić ludziom słowo „wolność”. W języku partyjnej propagandy „Wolna Europa” (rozgłośnia radiowa nadająca za Żelazną Kurtynę programy z Monachium) oznaczała Europę wrogą ludziom a stwierdzenie, że ktoś „wybrał wolność” (pozostał na Zachodzie) było równoznaczne z aktem zdrady.

Obserwuję z fascynacją, jak pisowski aparat propagandowy coraz pewniej sięga po stare, wypróbowane narzędzia totalizmów 20 wieku. Odpowiednikiem Żydów, karłów reakcji i kułaków są dziś elity – na razie sędziowskie, osoby LGBT plus ekolodzy, ale przecież jesteśmy dopiero na początku długiej podróży.

Fot. premier.gov.pl

Autor: Mariusz Ziomecki
Polski pisarz, dziennikarz i publicysta. Do 1981 był dziennikarzem warszawskiej Kultury. W 1982 wyjechał do Stanów Zjednoczonych, gdzie pracował jako jeden z głównych komentatorów dziennika The Detroit Free Press. W latach 1998–2000 dzielił funkcję redaktora naczelnego dwutygodnika Komputer Świat z Wiesławem Małeckim. Następnie w 2003 roku objął funkcję redaktora naczelnego dziennika Super Express (w 2006 roku zastąpił go Tomasz Lachowicz). Redaktor naczelny tygodnika Przekrój od 2006 roku (kiedy zastąpił na tym stanowisku Piotra Najsztuba) do lipca 2007 (stanowisko przejął Jacek Kowalczyk). W latach 2007–2008 był redaktorem naczelnym Superstacji i prowadził program Rezonans. Od września 2008 roku wydawca programu Konfrontacje w Polsacie, a od maja 2009 do końca lutego 2010 redaktor naczelny serwisu publicystycznego redakcja.pl. Od listopada 2009 do maja 2010 był redaktorem sponsorowanego przez Narodowy Bank Polski serwisu internetowego ObserwatorFinansowy.pl i jednocześnie doradcą Prezesa NBP. Następnie pracował dla firmy kosmetycznej Inglot. Od 2014 na antenie Polsat News 2 prowadzi program publicystyczny Prawy do lewego, lewy do prawego. Ma dwójkę dzieci, córkę Zuzę i syna. Jego pierwszą żoną była Ewa Junczyk-Ziomecka.