Jakieś dwadzieścia lat temu z okładem nagle zaczęła wychodzić na wierzch prawda o naszych wielkich. Wg niej bylibyśmy jako Naród niczym, gdyby nie nasi „starsi bracia w wierze”.

Jeszcze przed wojną niejaki Matthias Mises najwyraźniej ku pokrzepieniu żydowskich serc napisał książeczkę Z rodu żydowskiego, w której to wykrył krew semicką płynącą w żyłach dużej liczby polskich patriotów, pisarzy, artystów a nawet… antysemitów!

Ba, nawet ostatni król Polski, Stanisław August, późnym wnukiem litewskiego przechrzty miał się okazać.

Co poniekąd dziwne nie jest, skoro koronę przehandlował za umorzenie własnych monstrualnych długów.

Fala rzekomych żydowskich korzeni naszych wielkich w końcu się cofnęła.

Ale natura abhorret vacuum.

Druga fala demaskowania rzeczywistych twórców kultury polskiej wzbiera na naszych oczach.

Pierwszym skowronkiem, zapowiadającym pojawienie się „Wiosny” była teza zagorzałej feministki Elżbiety Janickiej dot. rzekomego homoseksualizmu Jana Bytnara „Rudego” i Tadeusza Zawadzkiego „Zośki”.

 

Sprawa przygasła, bowiem na szczęście żyją jeszcze świadkowie tamtych dni i trudno obalić ich wspomnienia.

W tym roku podjęto kolejną próbę. Antypolak Jaś Kapela z „krytyki POlitycznej” próbował po raz kolejny powołać się na te feministyczno – lgbt+ „ustalenia”, sugerując przy okazji, że p-ko okupantowi niemieckiemu walczyło…. nawet 40 tysięcy gejów!

Kto nie wierzy, niech sam sobie policzy.

Tekst znajdzie tutaj:

https://krytykapolityczna.pl/felietony/jas-kapela/ak-walczylo-o-deklaracje-lgbt-choc-o-tym-nie-wiedzialo/

Wspomniany wyżej tekst przynosi kolejną rewelację. Otóż zdaniem Jasia gejem na pewno był… Jan Karski.

Dowód na to jest jeszcze bardziej przekonywujący od dowodu na homoseksualny związek „Zośki” i „Rudego”.

Gdy amerykańskiemu wydawcy bardzo spodobał się tysiącstronicowy manuskrypt Tajnego państwa, zapytał autora, dlaczego nie poruszył spraw związanych z życiem osobistym. Jak pisze Łukasz Wojtysko w Dwutygodniku: „Karski odpowiedział, że nie mógł poruszyć, bo żadnego życia prywatnego nie miał. Houghton zasugerował wtedy, że dla czytelnika takie przemilczenie może oznaczać skrywany homoseksualizm”.

 

Yazoo! Idąc tym tokiem myślenia pewnie i ja za geja poczytywany kiedyś będę. Nic bowiem nie wspominam o życiu prywatnym.

Nie tylko ja zresztą. Red. Sitko aż się prosi o to. 😉

Jak Jasio dalej mięsa jeść nie będzie i sfiksuje do reszty pewnie zacznie twierdzić, że portale w necie bez reszty opanowała frakcja LGBT+.

Kapela Kapelą na szczęście i mało kto poza nim bierze na poważnie to, co z uporem od lat wciska.

Próby ugejowieniazlesbijczenia polskiej kultury nie ograniczają się tylko do „Kamieni na szaniec”. Ciut wcześniej triumfalnie ogłoszono, że autorka Roty była lesbijką.

Problem w tym, że o istniejącej rzekomo orientacji piszą… najbardziej zainteresowani.

Autor fundamentalnej dla ugejowienia polskiej kultury pochodzącej z 2008 r. pozycji Homobiografie. Pisarki i pisarze polscy XIX i XX wieku niejaki Krzysztof Tomasik jest aktywistą LGBT+.

Inny gej „demaskuje” zasłużonego dla polskiej kultury Jerzego Andrzejewskiego. Przy okazji zahacza o Marka Hłaskę, który być może miał z Andrzejewskim romans.

Apogeum zboczenia (intelektualnego) sięga opisując Krzysztofa Kamila Baczyńskiego i jego żonę Barbarę.

Krzysztof Kamil Baczyński, poeta i żołnierz powstania, podobnie jak „Zośka” delikatny i subtelny, androgyniczny niemal, od początku swojej kariery znajdował się pod literackim patronatem Jarosława Iwaszkiewicza. Tym jednak, który pokochał go otwarcie, i pamięć po nim nosił w sercu do końca życia, był Jerzy Andrzejewski, jeden z nielicznych artystów tamtych lat nieskrywających słabości do chłopców. Poznali się w czasie wojny, jesienią 1941 roku. Czy uczucie znalazło swoje spełnienie, czy Baczyński pozostał wierny swojej androgynicznej Basi (zwanej z męska Basikiem), tego nie wiadomo. Wiadomo jednak, że Andrzejewski do końca życia trzymał na półce zdjęcie Baczyńskiego.

https://kultura.onet.pl/ksiazki/jerzy-andrzejewski-seksualne-grzeszki-slynnego-pisarza/fc20xq0

Przyznam, że z zaciekawieniem przyjrzałem się zdjęciom obojga Baczyńskich w necie. I jeśli mówimy już o androgeniczności (czyli podobieństwie do innej płci) to jedno jest pewne na 100%.

Najbardziej androgeniczny jest… autor tekstu, niejaki Michał Zygmunt (nie mylić z muzykiem o takim samym imieniu i nazwisku!). W zasadzie gdyby nie wysunięta dolna szczęka a la Duce spokojnie mógłby konkurować z młodą Merkel. 😉

Dość żartów.

Nowa lgbt-owska krytyka literacka najwyraźniej wzięła rozbrat z zawartością utworów czy też ich przesłaniem.

Tak naprawdę dla ludzi pokroju Zygmunta (publicysty) czy innego Tomasika (a także Kapel czy Janickich) ważne jest, z kim spał autor.

Za chwilę nowa krytyka literacka zacznie budować nowy panteon.

Przy czym nie będzie się liczyło pióro. Ważne będzie jedynie łoże.

Chłop tradycyjny, czy też taka sama kobieta, mający za sobą nawet kilka rozwodów i kolejnych związków małżeńskich czy też partnerskich ale z płcią odmienną (za herr Flickiem ;)) przestaną się liczyć.

Poza tym książki są za grube dla współczesnych tęczowych czy różowych yntelektualystuff.

Wiersze? Dobre dla głupiej małolaty.

By być różowym/tęczowym mędrkiem wystarczy tylko facebook i wikipedia. Raz w tygodniu GazWyb i TVN.

Bo jedyne, co w życiu istotne, to seks, a konkretnie ta jego odmiana, którą preferuje Tomasik i spółka.

Na początek będą nam wskazywali, że nasi intelektualiści, nasi twórcy, tak naprawdę byli ich.

A potem stwierdzą, że skoro tęczowi utworzyli kulturę człowieka to im należy się przywództwo.

Aż w końcu staniemy się nowoczesną warstwą periojków, takich niby-obywateli, których prawa będą ograniczone wobec tęczowych spartiatów.

I tak samo, jak w starożytnej Sparcie będziemy musieli pogodzić się z tym, że dzieci nie będą wychowywały się w rodzinie biologicznej.

Doświadczenia zdobyte przez norweski Barnevernet czy też niemiecki Jugendamt zostaną twórczo wykorzystane w nowym tęczowym świecie.

Całe szczęście, że Naród mamy odporny i zahartowany przez lata realnego socjalizmu.

Kiedy masowo usiłowano dopisywać korzenie żydowskie naszym wielkim (Baczyński też miał mieć w sobie krew semicką) ludzie kwitowali to krótko:

– Jak nazywał się największy polski wieszcz?

– Micek Adamkiewicz. 😉

I zamierzona dyskusja zamieniała się w huragan śmiechu.

To samo spotka „tęczową” próbę.

Mimo wszystko pamiętajmy w nadchodzących wyborach, kto chciałby widzieć świat w sześciu kolorach tęczy.*

19.08 2019

_________________________

* od 1978 r. flaga LGBT składa się z sześciu kolorowych pasków

ilustracje w tekście na prawach cytatu – internet.