W Polsce jest około 1,3 miliona gospodarstw rolnych, w których pracuje ok. 1.2 mln rolników. Wytwarzają oni ok. 3 % PKB, co stanowi ok. 110 mld zł. Produkty pochodzenia rolniczego stanowiły 9,1% wszystkich artykułów wyeksportowanych przez Polskę.

W 2022 roku z rolnictwem w Polsce było związanych 8,4% ogółu pracujących (według GUS i BAEL), w liczbach bezwzględnych to około 1,75 miliona osób.

30.12.2025 r odbył się protest rolników przeciwko umowie handlowej UE z państwami Mercosur. W ten sposób rolnicy alarmowali, że dodatkowy import taniej żywności z Ameryki Południowej szybko zniszczy rentowność rodzimej produkcji rolnej. Zagrozi bezpieczeństwu żywnościowemu Polski, jakości żywności, a w konsekwencji upadkiem rolnictwa. Jaka przyszłość czeka rolnictwo pokazał 2025 rpolski eksport zbóż wyhamował – w ujęciu wolumenowym wysyłki spadły o 20% r. co szczególnie dotknęło kukurydzę (-37%) i żyto (-50%).

Uważam, że jak na zagrożenia upadkiem całej branży rolniczej ogółnokrajowych protestów w skali roku było za mało. Na ok. 1,3 miliona gospodarstw rolnych 170 miejscowości w których się one odbyły świadczy o niewielkim zainteresowaniu nimi wśród rolników. Powinno ich być w całym kraju dziesiątki tysięcy, wszędzie tam gdzie są, powinni wyjechać na drogi i zamanifestować swój sprzeciw przeciwko nie tylko Mercosurowi, ale wielkiemu napływowi do Polski bezcłowych produktów żywnościowych i zbóż w tym z Ukrainy.

Walka o rolnictwo to bój przeciwko nagłemu poszerzeniu strefy biedy. Ponieważ gospodarka to system naczyń połączonych, to każdy Polak powinien odpowiedzieć sobie na pytanie – gdy ono padnie, to mnie i mojej rodzinie poziom życia poprawi się czy obniży?

Protesty nie mogą ograniczyć się tylko do rolników. Przyłączyć się do nich powinni wszyscy, którzy związani są z domeną rolniczą oraz zwykli konsumenci.

Anemiczna liczba uczestników i miejscowości w których do nich doszło wynika najprawdopodobniej z dwóch powodów: niskiej świadomości rolników, lub z wiary w klauzule ochronne przewidziane w umowie UE-Mercosur dotyczące produktów rolnych (tzw. safeguardy).

Polski rząd obiecywał zaangażowanie się w zbudowanie mniejszości, która zdoła zablokować tę umowę. Tusk wiele razy zapewniał, że jest jej przeciwny i nie będzie jej popierał.

Dla wsparcia jego stanowiska 26 listopada 2024 roku, polski rząd przyjął uchwałę wyrażającą stanowczy sprzeciw wobec umowy handlowej między UE a Mercosurem w jej obecnym kształcie.

Również Sejm w lipcu 2025 roku przyjął jednogłośnie uchwałę, wspierającą rząd w działaniach na rzecz zablokowania umowy.

Kto obserwował działania Tuska od razu wiedział, że jego sprzeciw od początku był symulowany. Idealnym miejscem do budowania mniejszości blokującej dla umowy była polska prezydencja w Radzie UE, która trwała od 1 stycznia do 30 czerwca 2025 roku.

W jej trakcie nie tylko przewodniczy się posiedzeniom, ma się możliwości kształtowania agendy, inicjowania legislacji i negocjacji oraz reprezentowania Rady, skupiając się na priorytetach takich jak bezpieczeństwo militarne i ekonomiczne, transformacja cyfrowa, ochrona zdrowia i suwerenność energetyczna, co pozwala wpływać na strategiczne kierunki Unii na najbliższe lata

Niestety podczas jej trwania Tusk w tej sprawie nie podjął żadnych działań.

Kto zna Tuska ten wie, że dbanie o interesy Polski i Polaków to ostatnia rzecz którą by zrobił, dlatego jego zapewnianie, iż umowa Mercosur jest dla Polski nie do przyjęcia i będzie się jej sprzeciwiał, to od początku był pic dla naiwniaków.

Kwestią czasu było, kiedy oficjalnie zmieni w tej sprawie zdanie i ją klepnie, bo przecież najważniejszy jest interes niemiecki. Nie po to pomagali mu ponownie objąć władzę żeby dbał o sprawy polskie

Kłamstwo Donalda obnażył kanclerz Niemiec Friedrich Merz, który po na szczycie Rady Europejskiej (23.10.2025) oświadczył, że – „Wszyscy się zgodzili, jednogłośnie się zgodzili. Wszystkie 27 państw członkowskich wyraziło zgodę, aby stali przedstawiciele mogli to podpisać”. Sprzeciw Tuska był teatrem dla Polaków.

Po szczycie oznajmił, że jego zdaniem umowa „Nie jest idealna, ale nie jest źle” w dużej mierze jest bezpieczna dla polskich rolników i konsumentów dzięki „klauzulom ochronnym”.

Mają one zapewnić UE hamulec bezpieczeństwa w sytuacjach, gdy po wejściu w życie umowy handlowej napływ niektórych produktów rolnych z państw Mercosuru, np. wołowiny lub jaj, zacznie zagrażać unijnym rolnikom.

Wg zapisów są to mechanizmy, które pozwalają na tymczasowe wstrzymanie obniżek ceł lub wprowadzenie wyższych opłat, gdy napływ tanich produktów rolnych z państw trzecich zagraża unijnym rolnikom, chroniąc ich przed nagłym pogorszeniem sytuacji rynkowej i zapewniając szybszą reakcję Komisji Europejskiej na kryzysy. Obejmują m.in. szerszy monitoring rynku, elastyczniejszą ocenę szkód (nie tylko ilościową) oraz skrócenie czasu trwania dochodzeń i wprowadzania środków ochronnych.

Brzmią fantastycznie tylko, jak przestrzega europosłanka Konfederacji, Anna Bryłka, zostały one wprowadzone po to, by uspokoić sprzeciw rolników, dać rządom państw podkładkę, że rolnictwo w wystarczający sposób jest zabezpieczone, a równocześnie przyspieszyć ratyfikację umowy handlowej z krajami Mercosur.

Jak wyjaśnia – postępowanie ochronne ma być wszczynane na wniosek państwa, osoby fizycznej lub prawnej działającej w imieniu Unii pod warunkiem przedłożenia wystarczających dowodów poważnej szkody lub groźby jej wystąpienia – jednocześnie ocena poważnej szkody musi zostać dokonana w odniesieniu do przemysłu unijnego, rozumianego jako producenci, których łączna produkcja stanowi ponad 50%, a wyjątkowo nie mniej niż 25% całkowitej produkcji danego towaru oraz przedstawienie danych dotyczących m.in. poziomu sprzedaży, zysków, strat, zatrudnienia.

Ponadto rozporządzenie ma charakter tymczasowy (maksymalne 2 lata i ewentualne przedłużenie o 2 lata) i może być stosowane wyłącznie w okresie przejściowym od 12 do 18 lat w zależności od harmonogramu liberalizacji.

Ostrzega, że specyfika unijnego sektora rolnego w postaci rozdrobnienia produkcji powoduje, iż wykazanie szkody będzie właściwie niemożliwe.

W Polsce jest ponad 9,3 miliona emerytów i rencistów, (z trendem wzrostowym średnio o 120 tys. osób), co stanowi około 25% ludności kraju.

Wypłaty emerytur i rent w Polsce stanowią znaczącą część PKB, oscylując wokół 10-12% PKB

Obecnie we wszystkich urzędach pracy w Polsce zarejestrowanych było 873,6 tys. bezrobotnych. Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej szacuje, że bezrobocie w listopadzie 2025 r. wyniesie 5,7 proc.

Jeżeli padnie rolnictwo to w ciągu kilku lat liczba ich gwałtownie wzrośnie. Niewielka część z 1,75 miliona osób związanych z rolnictwem przejdzie na emerytury i renty, a pozostali pójdą na bezrobocie, które lawinowo poszybuje w górę.

Bezrobotni nie uczestniczą w tworzeniu PKB. Z chwilą znalezienia się wśród nich ich siła nabywcza jako konsumentów gwałtownie spadnie. Ograniczą nie tylko zakupy podstawowych artykułów. Przestaną kupować nawozy, maszyny, materiał siewny, środki ochrony roślin, itd., co z kolei przełoży się na upadek zakładów produkujące te środki i punkty ich sprzedaży oraz kolejny wzrost bezrobocia.

Skąd rząd weźmie kasę dla błyskawicznie powiększonej grupy nowych emerytów i rencistów oraz na walkę z bezrobociem skoro deficyt w ustawie budżetowej na 2026 rok wynosi 271,7 mld zł?

Spóźnione i anemiczne demonstracje polskich rolników oraz niewielkie zainteresowanie nimi społeczeństwa, nie zrobiło na Unii wrażenia. Tusk się zgodził więc umowa będzie podpisana. Jej skutki w pierwszej kolejności odczują rolnicy.

Idzie bieda.