W długiej historii meteorytów były one niekiedy własnością kapłanów, świątyń, władców, szamanów, magów, szarlatanów i oszustów. Były one przedmiotem wierzeń religijnych, karą lub darem bożym, środkiem magicznym czy też medycznym .

W historii starożytności mamy wiele przykładów meteorytów będących własnością świątyń, jak również przykładów ich zbierania i czczenia jako darów od bogów. W dobie obecnej są one badane, kolekcjonowane są przedmiotem handlu a także są przedmiotem przestępstwa i sporów sądowych.

Należy podkreślić, że jeszcze ok. 60 lat temu nikt nie dawał wielu szans na regularne znajdywanie meteorytów na świecie. Było wtedy znanych na świecie ok. 2100 meteorytów, które znaleziono na przestrzeni ok. 200 lat, znajdując rocznie ok. 10 nowych. Obecnie, począwszy od końca lat 60-tych stały się czymś, co jest pożądane, czymś, na czym niektórzy robią duże pieniądze”, ale są również czymś, co jest szczególnie cenne dla nauki i dlatego należy poświęcić meteorytom więcej uwagi w ustawodawstwie tak, aby zabezpieczyć je dla dobra nauki i z korzyścią dla wszystkich. Wiele krajów podchodzi do tego bardzo poważnie do problemu wywożenia nielegalnego meteorytów poza granicę ich państw. Jednak globalny handel meteorytami np. w Afryce Północnej nasila się z biegiem lat lat. Kolekcjonerzy meteorytów nakręcają popyt, a naukowcy również przyczyniają się do rozkwitu tego handlu. W jaki sposób? Otóż chcąc ocalić bezcenne znaleziska meteorytów, instytuty badawcze z całego świata skupują od handlarzy tysiące okazów. Największe targi meteorytów obecnie są we francuskim Ensisheim oraz  amerykańskim Tucson w Arizonie czy też Denver w Kolorado. Targi te przyciągają tak naukowców jak i kolekcjonerów meteorytów z całego świata (czytaj więcej). I tutaj rzecz ciekawa większość meteorytów posiada certyfikaty renomowanych instytutów badawczych bądź też uniwersyteckich na podstawie których meteoryty są oficjalnie zarejestrowane w Londynie. Jak to się dzieje? Otóż za próbkę ok. 20 do 50 gram, która jest zbadana w laboratorium jest wydawany certyfikat i jednostka badawcza może wystąpić ze zgłoszeniem nowego spadku lub miejsca odkrycia. Pozostałą część masy głównej znalazca lub handlarz sprzedaje na giełdzie kolekcjonerom, placówkom badawczym i muzeom po odpowiednio wyższej cenie, gdyż meteoryt jest „certyfikowany”. Pomimo czasem restrykcyjnych przepisów dotyczących obrotu meteorytami, wszyscy przymykają oczy na ten proceder jak widać w proceder świadomie uwikłani są sami naukowcy, którzy nie mając do dyspozycji żadnych narzędzi mogących pomóc w ocalaniu najbardziej wartościowych okazów, sami przyczyniają się do kwitnięcia meteorytowego biznesu. Jednak z drugiej strony na ten moment naukowcy nie mają innego wyjścia.

Od kiedy handlem meteorytami zaczęła interesować się policja oraz wymiar sprawiedliwości?

Wszystko zaczęło się kiedy pierwsze sprawy zaczęły trafiać do sądów już w XIX wieku. Otóż najstarszymi sprawami cywilnymi dotyczącymi meteorytów są sprawy które odbywały się przed sądami w USA. Jeżeli meteoryt został znaleziony na terenie prywatnym należy on do właściciela gruntu a jeżeli na gruncie federalnym należy do Departamentu Spraw Wewnętrznych, ale może być przekazany do Smithsonian Institution lub agencji federalnej zgodnie z Ustawą o antykach [Antiquites Act,   16 U.S.C. par.432 -zob.„ People of the State California et. al. v Mead 618 F. 2d.618 – 1980”]. Jeżeli chodzi o  precedensy w sprawach  meteorytów  to najsłynniejszą była  sprawa  Goddard przeciw  Winchell  [Goddard v Winchell – 86  Iowa , 71; 52 N.W. 1124 ; 17 L.R.A. 788; 41Am. St.Rep.481], gdzie zgodnie z decyzją Sądu Najwyższego Stanu Iowa wydanym w roku 1892 w sprawie fragmentu meteorytu o nazwie „ Forest City”, który spadł na grunt własności Goddarda. Upadły meteoryt został wykopany z dołka o głębokości ok.1 metra przez Petera Hoaglanda, który następnie sprzedał go niejakiemu Winchell za 105 dolarów. Sąd stwierdził, że meteoryt jest częścią ziemi, gdzie znalazł się poprzez upadek na Ziemię w sposób naturalny i należy do właściciela gruntu. Należy tutaj podkreślić, że meteoryt Forest  City był deszczem meteorytów kamiennych, który spadł na obszar o dł.3,5 km i szerokości ok.2 km.. Znaleziono wtedy 5 dużych kamieni i ponad 500 małych.

Podobny deszcz meteorytów spadł 13 lat przed meteorytem Forest City również w stanie Iowa. Było to w dniu 10 maja 1879 roku w pobliżu Estherville. Największy okaz ważył 198 kg. Wkrótce po odnalezieniu został wystawiony na pokaz za opłatą, ale zaraz zaczęły się dyskusje, czyją jest własnością. Wkrótce został zabrany i zakopany na polu kukurydzy, następnie znalazł się w posiadaniu szeryfa, spod którego jurysdykcji wydostał go miejscowy prawnik, by w końcu 30 listopada 1879 roku trafić do British Museum. Należy podkreślić, że inny okaz z tego spadku został ukryty w gruncie a potem sprzedany do stanu Minnesota. Na przykładzie tym widać jak potrzebna była interwencja Sądu i precedens z 1892 roku [Goddard v Winchell].

Następnym precedensowym wyrokiem był wyrok w sprawie Ellis Hughes kontra Oregon Iron Company. Meteoryt Willamette o którym będzie mowa jest obecnie wystawiony w holu Planetarium Haydena w Muzeum Przyrodniczym w Nowym Jorku, waży 14,1 tony. O ten właśnie meteoryt  toczył się chyba najbardziej zaciekły spór w historii sądownictwa amerykańskiego. Jak wykazały badania meteoryt Willamette spadł na Ziemię ok.100.000 lat temu na terenie obecnej Kanady i przez lodowiec został przetransportowany do stanu Oregon [lecz o tym dowiedziano się na podstawie badań dużo później] na miejsce, które w momencie odkrycia przez Ellisa Hughesa w listopadzie 1902 roku było własnością Oregon Iron Company. Wcześniej jednak ta bryła żelaza została odkryta i wykorzystana przez Indian Clackamas. Meteoryt Willamette wyglądał jak ogromny grzyb lub odwrócony dzwon, gdy znalazł go Ellis. Grzyb żelaza miał wymiary ok.2 m i 3,5m średnicy i spoczywał na węższym końcu w płytkim zagłębieniu a na płaskim wierzchołku były liczne dołki, niektóre głębokie nawet do 35cm. Według przeprowadzonego póżniej postępowania dowodowego w toku procesu jednym z praktycznych dowodów było przedstawienie, że pierwsi na ten meteoryt natrafili Indianie i ich szaman twierdził, że woda zebrana w dołkach na jego powierzchni  ma lecznicze właściwości dlatego obmywali w niej twarze a także podczas wojny zanurzali łuki i strzały. Szaman twierdził również, że meteoryt ten jest święty gdyż przybył z Księżyca. Gdy Ellis przybył na teren Oregon Iron Company meteoryt ten od dawna był porzucony przez Indian. Ellis przybył na ten teren aby wycinać drzewa i wtedy natknął się na meteoryt, uświadomił sobie, że może na tym zarobić dlatego też zbudował wóz i przetransportował meteoryt do swej posiadłości gdzie postawił nad nim szopę i pobierał opłaty za oglądanie meteorytu. W przeciągu lata meteoryt stał się znany, ale jednym z oglądających okazał się prawnik pracujący dla Oregon Iron Company, dlatego też wkrótce w niej zawrzało i Oregon Iron Company wniosła sprawę do sądu hrabstwa Clackamas i wygrała. Sąd nakazał zwrot meteorytu, ale  Ellis odwołał się do Sądu Najwyższego Stanu Oregon i 17 lipca 1905 roku Sąd Najwyższy wyrok ten utrzymał w mocy.

Wartym podkreślenia jest fakt, że adwokaci Ellisa argumentowali, że:

– każdy ruchomy, bezpański przedmiot staje się własnością znalazcy,

– według prawa rzymskiego skarb powinien być podzielony po połowie między znalazcą  i właścicielem ziemi, ale według prawa angielskiego i amerykańskiego znalazca bezpańskiej  rzeczy staje się jej właścicielem  niezależnie od tego, na czyim terenie została ona znaleziona,

– pierwszymi znalazcami i właścicielami meteorytu byli Indianie, którzy go potem   porzucili i wobec tego należy on do znalazcy,

– znalazca czegoś, co nigdy nie miało właściciela powinien stać się właścicielem.

Sąd Najwyższy Stanu Oregon stwierdził, że meteoryt powinien być własnością Oregon  Iron Company, a nadto, że obiekt ten spadł na Ziemię w naturalny sposób i stał się częścią gruntu dlatego też należy do jego właściciela. Precedens Ellis kontra Oregon Iron Company jest precedensem obowiązującym do dzisiaj, chociaż ostatnia walka o posiadanie meteorytu w USA zaczęła się w lutym 1976 roku gdy David Friburg i Mike Jendruczak szukali kopalni złota w górach Old Women w Kalifornii. W jednym z kanionów znaleźli skałę o dziwnej barwie. Skała ta okazała się czystym metalem. Mike Jendruczak wysłał próbkę do Griffith Obserwatory w Los Angeles, ale odpowiedź była, że nie jest to meteoryt gdyż nie zawiera niklu. Nie zrażony tym zwrócił się o opinię do Smithsonian Institution i jeden dzień po otrzymaniu próbki zjawił się u niego z Waszyngtonu kustosz meteorytów w Smithsonian. Kustosz poprosił znalazców, aby pokazali mu miejsce znalezienia meteorytu, co też zrobili i  wtedy zaczęła się wojna w której brali udział znalazcy, Smithsonian Institution, Biuro   Gospodarki Gruntami, Stan Kalifornia i Departament Spraw Wewnętrznych. W dniu 16 czerwca 1977 roku żołnierze piechoty morskiej USA przy pomocy śmigłowca zabrali meteoryt ważący 3 tony i przenieśli go na pustynię.

Odbyły się następnie rozprawy sądowe o wydanie orzeczenia, że meteoryt powinien pozostać w Kalifornii. Odkrywcy argumentowali przed Sądem, że Prawo Górnicze z 1872 r. daje im  tytuł własności do meteorytu, natomiast Departament Spraw Wewnętrznych powoływał się na Ustawę o zabytkach z 1906 roku. Spór zakończył się tym, że prawo własności przyznano Smithsonian Institution, a opiekę nad meteorytem Stanowi Kalifornia tak, że można go obejrzeć obecnie w California Desert Information Center w Barstow.

Oprócz Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej także Francja posiada precedensy dot. meteorytów. Sprawy te były rozpatrywane na bazie prawa cywilnego. Na precedensy, które zapadły we Francji, powoływali się nawet prawnicy w sprawach, które toczyły się w USA. l tak sprawa Vollard kontra Douilland z 1842 roku przed Trybunałem w Bourbon – Vendee, trzech sędziów decydowało w sprawie znalezionego meteorytu, który leżał na powierzchni gruntu, gdzie właściciel nie posiadał ogrodzonej posesji ani też napisu o zakazie przechodzenia. Sędziowie zdecydowali, że meteoryt ten należy do znalazcy, Następną sprawą była sprawa z 1898 roku – Toche kontra Lejean przed sędzią Sądu Cywilnego w Aix. Sprawa ta była rozpatrywana w trzech aspektach, tj. meteoryt był znaleziony 50 cm pod powierzchnią ziemi, znalazł go wynajęty robotnik rolny, a prawo własności należało do kogoś innego. Sąd na zasadzie art. 546 i 551 Prawa Cywilnego zadecydował, że meteoryt połączył się sam z ziemią, dlatego też stał się jej częścią i należy do właściciela gruntu. (sprawy te dotychczas opisałem w swoich artykułach w Kwartalniku –  Meteoryt– wydawanym przez Planetarium i Obserwatorium Astronomiczne w Olsztynie oraz w miesięczniku Nieznany Świat).

Zacznę teraz od głośnej sprawy, która stała się zwycięstwem jednego z handlarzy meteorytów a która zaczęła się w 1992 roku kiedy to rząd australijski nalegał na międzynarodowe ściganie złodziei meteorytów. Wszystko zaczęło się od znalezienia w Australii Zachodniej w pobliżu miejscowości Calcalong Greek na północny wschód od Perth – 19 gramowego kawałka skały księżycowej. Wtedy był to dwunasty znaleziony na Ziemi meteoryt księżycowy, a jedyny znaleziony poza Antarktyką. Od znalazcy zakupił ten meteoryt znany na całym świecie handlarz meteorytów Robert Haag z Arizony i wywiózł go z Australii. Jak wiadomo wszystkie meteoryty znalezione w Stanie Australia Zachodnia należą do Korony, czyli do Państwa. Robert Haag zaprzeczył, że wywiózł meteoryt, ale potwierdził, że kupił go w dobrej wierze od pewnego australijskiego zbieracza. Stanowy Minister Sztuki pani Kay Hallahan w liście do swego federalnego odpowiednika pani Wendy Fatin wskazała, że: „”Meteoryty są ważnymi naturalnymi skarbami, które nie powinny być rabowane przez cudzoziemców”. Namawiała jednocześnie p. Fatin do odzyskania meteorytu i postawienia przed sądem każdego zamieszanego w sprawę jego wywozu. Jednak przedstawiciel Policji Stanowej komisarz Garry Noble oświadczył: Nie możemy udowodnić, że meteoryt Haaga spadł w Australii, ani też nie możemy udowodnić, że został z Australii wywieziony, nie mamy więc dostatecznych dowodów, aby wnieść sprawę do sądu. Jest to bardzo przykre”. Oczywiście z formalnego punktu widzenia Haag powinien oddać meteoryt, lecz nie oddał.

A jak te sprawy wyglądają w Polsce i na świecie.

Wartym wspomnienia jest sprawa, która rozegrała się na granicy w Terespolu a opisana została w Wiadomościach Celnych nr 6-7 na str 22 z roku 2005. I tak: „Tchnienie kosmosu” – „W Terespolu Na niezwykłe znalezisko na drogowym przejściu w Terespolu natrafili 12 marca funkcjonariusze Wydziału Zwalczania Przestępczości Izby Celnej w Białej Podlaskiej. Podczas kontroli autokaru kursowego jadącego z Moskwy do Dorstein, w jego bagażniku celnicy zauważyli kartonowe opakowania, a w nich same nietypowe rzeczy: kamienie meteorytów, skamieliny (kręgi zwierząt) oraz kamienie m.in. w kształcie sopla (rostra belemnitów – wymarłych głowonogów) – w sumie 183 okazy. Autokarem podróżowało kilkudziesięciu ob. Rosji. Kierowca autokaru, 51-letni mieszkaniec Moskwy przyznał, że nietypowy towar wiezie na specjalne zlecenie do Niemiec, gdzie w jednym z hoteli w Stuttgarcie ktoś miał odebrać od niego przesyłkę i wypłacić wynagrodzenie za jej przewóz. Pod koniec kwietnia otrzymaliśmy ekspertyzę i wycenę zatrzymanych przedmiotów. Dokonali jej specjaliści z Muzeum Geologicznego w Warszawie. Jeden z ekspertów uczestniczących w ocenie jest specjalistą w zakresie badań meteorytów. Z opinii wynika, że najcenniejszymi z ujawnionych przedmiotów są meteoryty. Część z nich (25 szt.) to metaliczne pallasyty – Brachinity – wartościowe, bo za ich cenę przyjmuje się 50 zł za gram. Pozostałe (17 szt.) to przeważnie kilkuset- i kilkudziesięciogramowe metaliczne meteoryty – Chondryty, cena tych waha się w granicach 10 zł za gram. Największy z zajętych meteorytów waży prawie 2 kg. Ogółem wartość zajętych przez celników okazów wynosi ponad 80 tys. zł.”. i dalej „A meteorytowy autokar był wyjątkowo przemytniczy, gdyż oprócz opisanych eksponatów, celnicy dodatkowo ujawnili w nim 550 płyt DVD zawierających filmy kinematografii rosyjskiej oraz torbę wypełnioną lekami – 7450 szt. tabletek, czopków, kapsułek. Postępowanie karne skarbowe w sprawie tego przemytu prowadzi Urząd Celny w Białej Podlaskiej”.

Tak tę sprawę przedstawił Urząd Celny. Sprawa zakończyła się w ten sposób, że nieodpłatnie wszystkie meteoryty i skamieniałości w ilości 751 szt., zostało przekazanych nieodpłatnie do siedmiu instytucji naukowych  z całego kraju m.in. otrzymali: Katolicki Uniwersytet Lubelski, Uniwersytet Śląski, Państwowy Instytut Geologiczny w Warszawie, Uniwersytet Adama Mickiewicza w Poznaniu. Teraz „skarby z kosmosu” posłużą dla celów badawczych i wystawienniczych (czytaj więcejm).

W dniu 18 stycznia 2010 roku spadł meteoryt w miejscowości  Lorton w Virgini. Upadek nastąpił na terenie prywatnej kliniki lekarzy rodzinnych, Williamsburg Square Family Practice, wpadł w zasadzie do pokoju badań. Lekarze Marc Gallini i Frank Ciampi postanowili nieodpłatnie przekazać meteoryt do  Smithsonian National Museum of Natural History, lecz właściciel posesji wniósł sprawę do sądu, że meteoryt należy do niego. W sprawę zostali również wmieszani studenci wydziału prawa, którzy wymyślili bardzo fajną argumentację, a mianowicie, „że doktorzy wynajmowali te pomieszczenia i płacili za wynajm to w takim razie przedmiot który skądś przyleciał nie należy do właściciela budynku tak jak przedmioty zgubione lub porzucone które nie mają właściciela, tylko należą do wynajmującego”. Właściciel budynku wycofał sprawę, a lekarze przekazali meteoryt do Smithsonian Muzeum, które wypłaciło nagrodę w wysokości  10 tys dolarów, którą to kwotę lekarze przekazali na organizację lekarzy bez granic- Doctors Without Borders (czytaj więcej).

Następna bardzo ciekawa sprawa pochodzi z Kanady z 13 kwietnia 2011 roku, która odbyła się przed Sądem Najwyższym Terytorium Yukonu. Niejaki Daniel Sabo, poszukiwacz złota wysłał do Instytutu Geologicznego w Toronto w maju 1999 roku, jak stwierdził w pozwie bardzo rzadki meteoryt, który jego zdaniem zawierał nie pochodzące z Ziemi formy życia. W swoim pozwie oskarżył pięciu pracowników tego rządowego instytutu oraz kaprala Policji RCMP, który prowadził wcześniej w tej sprawie dochodzenie o działanie wspólnie i w porozumieniu tych osób, które to działanie doprowadziło do kradzieży przez nich tegoż meteorytu. Według Daniela Sabo stracił $12,150,000 USA, obliczył tę sumę w ten sposób, że kamień miał wagę 243 gramów co przeliczył jako $50,000.00 USA za gram.!!!!!!!! Kamień ten znalazł w 1987 roku. Cóż sprawa została oddalona, ale trwała dosyć długo, gdyż powoływano eksperta. Wyszło również, że Daniel Szabo choruje na rzadką chorobę psychiczną, która była związana z dłuższym życiem w izolacji na dalekiej północy (czytaj więcej).

Bardzo sensacyjna sprawa była w czerwcu 2011 roku, kiedy to policja wietnamska w mieście Ho Shi Min, aresztowała dwóch mężczyzn zidentyfikowanych jako Dang Ngoc Thanh i Tran Van Sinh z Prowincji  Kien Giang. Otóż usiłowali oni sprzedać zwykły okaz skały jako meteoryt za ogromną sumę o równowartości 4,753,755 dolarów USA (czytaj więcej).

Wielu poszukiwaczy meteorytów podróżuje do państw Afryki Północnej, gdyż na terenach pustynnych jest łatwiej znaleźć upadłe „gwiazdki z nieba”. W Europie (w tym w Polsce) z uwagi na uwarunkowania terenowe nie jest łatwo znaleźć meteoryty. W piaskach Sahary czy nawet na pustyniach kamiennych łatwiej dostrzec „czarne kamienie”, które posiadają czarnego koloru skorupy obtopieniowe po przelocie przez atmosferę ziemską.

Oczywiście dobrze jest również poszukiwać meteorytów na lodowcach i np. na Antarktydzie, lecz tym rejonie są one pod ścisłą ochroną i są dostępne tylko dla naukowców.( http://www.ptmet.org.pl/old/psm/badania5.htm)

W Egipcie, Algierii, Libii i Maroku obecnie na wywóz takich meteorytów potrzebne jest oficjalne pozwolenie, teoretycznie jednak lokalne władze niewiele robią by naprawdę zwalczać przemytniczy proceder. W Egipcie na wywóz meteorytów potrzebne jest oficjalne pozwolenie, włoski zespół wywiózł legalnie 20kg materiałów meteorytu z Gebel Kamil, jednak spora ilość kamieni z tego regionu znalazła się na rynku nielegalnie. Teoretycznie podobne rozwiązania obowiązują obecnie w Maroku, Algierii i Libii, jednak lokalne władze niewiele robią by naprawdę zwalczać przemytniczy proceder.

Dlaczego zatem tak łatwo wywieźć meteoryty z tych krajów?

Ponieważ, po pierwsze zanim meteoryt otrzyma certyfikat jest zwykłym kamieniem, po drugie na lotniskach nie ma specjalistów mogących ocenić wartość danego kamienia, a po trzecie ocenia się, że roczna wartość nielegalnego handlu tymi przedmiotami wynosi niewiele ponad milion dolarów co przez rządy tych państw nie stanowi istotnego problemu w porównaniu z przemytem innych dóbr.

Do niedawna Oman był Eldorado jeżeli chodzi o znalezione meteoryty, które znaleźć później można było na rynku kolekcjonerskim i na giełdach. W 2011 roku było to 16 % wszystkich znalezionych na Świecie meteorytów, ale po dokonaniu przez policję tego kraju kilku aresztowań poszukiwaczy meteorytów, odstraszyło to potencjalnych poszukiwaczy.

Oman Daily Observer wydawany w stolicy Omanu w Muscat, podał w dniu 18 lutego 2018 roku, że w Sułtanacie obowiązuje ustawa, która ma zapobiec eksportowi meteorytów i wszelkiego rodzaju kamieni bez zgody właściwych władz. Powiadomił o tym dr Mohammed al Kindi, dyrektor generalny Geo Consultancy Centre. Według niego prawo ma chronić zasoby mineralne kraju, nakładając obowiązek uzyskania zgody Urzędu Górniczego oraz Ministerstwa Dziedzictwa i Kultury. Dr Al Kindi powiedział, że łowcy meteorytów odwiedzają Sułtanat w przebraniu turystów, ale w rzeczywistości mają inne plany. Królewska Policja Omanu we współpracy z władzami aresztowała wielu zagranicznych gości, którzy próbowali przemycić meteoryty. Meteoryty znalezione w Sułtanacie były również oferowane do sprzedaży w niektórych sklepach internetowych. Dr Al Kindi powiedział: „Meteoryty oferowane do sprzedaży na portalach społecznościowych to małe części prawdziwych próbek znalezionych w Sułtanacie, a następnie zabranych za granicę w celu zbadania przez międzynarodowych naukowców. Te małe kawałki były oferowane do sprzedaży ”. Rząd bardzo poważnie traktuje przemyt jakiegokolwiek bogactwa narodowego. Osoby naruszające są przedmiotem działań prawnych. Ochrona dziedzictwa geologicznego, w tym meteorytów, jest jednym z obowiązków Urzędu Górniczego. Posiada specjalną sekcję dotyczącą meteorytów w Departamencie Dziedzictwa Geologicznego, która zajmuje się wszystkimi meteorytami i zwraca na nie należytą uwagę ze względu na ich znaczenie naukowe i gospodarcze. Eksploracja, eksport i pozyskiwanie meteorytów to jedna z jego specjalności. Urząd współpracuje z Królewską Policją Omanu i innymi organami w śledzeniu nielicencjonowanych poszukiwań i handlu meteorytami (czytaj więcej).

Należy podkreślić, że grupa szwajcarskich geologów prowadzi w porozumieniu z Urzędem Geologicznym Omanu, cały czas systematyczne poszukiwania meteorytów w Omanie od 2001 roku. W ciągu ostatnich dziesięciu lat w Omanie zdaniem tych naukowców znaleziono prawie jedną piątą światowych meteorytów, czyli ponad 5000 próbek o wadze czterech ton. Znaleziska w Omanie obejmują jedną trzecią wszystkich znanych księżycowych meteorytów i kilka okazów z Marsa (czytaj więcej).

Na świecie za nielegalne poszukiwania meteorytów zostało w sumie aresztowanych i ukaranych 5  osób w tym troje z Polski. Okazuje się, że wszystkie aresztowania przeprowadziła Królewska Policja Omanu.  W 2010 roku zostało aresztowanych dwóch obywateli USA – Robert Ward i Michael Farmer za nielegalne poszukiwania i zbieranie meteorytów. Michael Farmer tak m.in. opisuje swoją historię w udzielonym wywiadzie w dniu 29 czerwca 2011 roku dla „New Scientist”.

„31 grudnia ubiegłego roku wraz z moim kolegą łowcą Robertem Wardem wybrałem się na 20. wyprawę na polowanie na meteoryty w Omanie. Studiowałem tam prawo od czasu aresztowania rosyjskich i amerykańskich myśliwych w 2005 roku i myślałem, że taka praktyka jest legalna. Znalazłem 35 meteorytów, w tym jeszcze trzy kawałki Dhofara 1180 Lunar, który pierwotnie znalazłem w 2005 roku, i inne fajne rzeczy. Ostatniego dnia udaliśmy się w kierunku Dubaju. 13 stycznia o 13:00 dojechaliśmy do blokady drogowej w miejscowości Adam. Nie było nic niezwykłego, dopóki policja nie rzuciła się na mój samochód z karabinami M16. Byli mili i wydawali się nie wiedzieć, dlaczego nas aresztowano, ale zmusili nas do wyjścia z naszych samochodów i rozerwali je na strzępy, znajdując meteoryty. Zabrano nas na komisariat i przesłuchiwano przez 10 godzin. Wiedzieli, że przyjeżdżamy. Ktoś na nas doniósł i chyba wiem, kto im powiedział. Zawieziono nas do Maskatu, stolicy Omanu, w kajdanach. Przyjechaliśmy o północy i zabrano nas do ośrodka przesłuchań w dzielnicy Qurum w mieście. Tam rozebrano nas i umieszczono w oddzielnych pokojach, około 9 na 9 na 12 stóp, z małą podkładką na podłodze i dwoma kocami. Pokoje były okropnie brudne, pełne karaluchów. Na podłogach i ścianach były rzeczy, których nie chcę opisywać. Małe światło było włączone 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, więc nigdy nie znałeś pory dnia. Słyszeliśmy, jak ludzie są bici, płaczą, krzyczą i są wleczeni.”

Dalej dodaje, że nie był to jego pierwszy przypadek  – Aresztowano mnie w północnej Arizonie, w Kraterze Meteorytowym. Byłem na ziemi państwowej z pozwoleniem, więc sąd odrzucił moją sprawę. Wypuszczono mnie i zwrócono mi wszystkie meteoryty. Trzy lata temu ledwo opuściliśmy Peru. Byliśmy tam, aby zbadać duży kamienny upadek meteorytu, który utworzył krater uderzeniowy o szerokości 14 metrów, w pobliżu miejscowości Carancas. Modele przewidywały, że taki meteoryt powinien eksplodować na tysiące kawałków, a nie trafić na ziemię w wystarczająco dużym kawałku. Wezwali mnie naukowcy, którzy chcieli się upewnić, że to naprawdę kamienny meteoryt. Byłem pewien, odkąd wykopałem go z błota! Później, kiedy próbowałem opuścić Peru, straż graniczna zabrała nas z powrotem do krateru i zażądała tysięcy dolarów. Kiedy odmówiliśmy, zagrozili, że wsadzą nas do więzienia. Wskoczyliśmy do taksówki, pojechaliśmy na kolejne przejście graniczne i uciekliśmy. Kiedy przyjechaliśmy do Boliwii i sprawdziliśmy e-mail, otrzymaliśmy wiadomość z ambasady USA, w której informowała, że ​​lokalna policja już zgłosiła nasze aresztowanie.” (https://www.newscientist.com/article/mg21128190-200-meteorite-hunter-my-two-months-in-an-omani-jail/)

Dla Roberta Warda i Michaela Farmera ta przygoda zakończyła się po dwóch miesiącach i mogli opuścić Oman.

Końcem marca 2015 roku podobną przykrą przygodę przeżyła trójka poszukiwaczy z Polski. Wszyscy byli członkami Polskiego Towarzystwa Meteorytowego. Gdy tylko się o tym dowiedziałem i o tym, że jednym z aresztowanych był Marcin Cimała z którym się dobrze znałem jak też z jego rodzicami, postanowiłem się włączyć, aby im pomóc. Członkowie, którzy zostali aresztowani przeprowadzali badania i poszukiwania meteorytów, praktycznie chyba nie zdając sobie sprawy, że jest to tak surowo zabronione, gdyż wielu innych przed nimi to robiło w tym kraju. W przeszłości jak i obecnie poszukiwacze oddawali wiele próbek meteorytów do badań do różnych placówek badawczych i uniwersyteckich w Polsce. W szczególności robił to kol. Marcin Cimała. Dlatego też wysłałem natychmiast emaila do Jego Eminencji Pana H.E. Dr. Mohammeda Al Barwani, Honorowego Konsula RP w Omanie i do Organizacji Polacy w Omanie do pani Reginy Dąbrowskiej. Skontaktowałem się również ze swoją znajomą, która pracowała kiedyś w Ambasadzie USA w Bagdadzie a później w Rijadzie i która znała tamtejsze uwarunkowania i kontakty.  Wreszcie w  dniu  3 kwietnia 2015 roku otrzymałem emaila, który częściowo zacytuję,(częściowo z uwagi na niektóre dane osobowe) –  „Ja już więcej niczego nie będę mogła się dowiedzieć, (………)  dając namiary na prawnika, szukając tłumacza,(….) jak wreszcie znajoma znająca arabski tam się dodzwoniła powiedziano jej, że są w dobrych warunkach, mają pokoje z łazienkami, dostają jedzenie, mają prasę i nie ma problemu z komunikacją z nimi, więcej policjanci nie chcieli jej powiedzieć….teraz wszystko w rękach prawników i prokuratora…pozdrawiam, Regina Dąbrowska.

Niestety sprawa skończyła się dla całej trójki dopiero po 75 dniach. Jedyne pocieszenie jest takie, że uruchomienie różnych osób spowodowało, że władze nie traktowały naszych członków PTM-tu tak jak np. Michaela Farmera. Cóż poszukiwania bez zezwolenia są oczywiście naganne, ale rozumiem też to, że robi się w swoim życiu różne niewłaściwe rzeczy z uwagi swoją pasję, na hobby i swoje zainteresowania. Należy podkreślić, że Marcin Cimała wystąpił niedawno w programie Dzień Dobry TVN. (więcej) Nadal współpracuje z naukowcami i legalnie sprowadza meteoryty do Polski. Jednocześnie prowadzi bardzo fajne programy edukacyjne w Internecie – pt.”Meteoryty bez ściemy”

Powyżej przedstawiłem tylko niektóre przykłady spraw sądowych i kryminalnych związanych z meteorytami. Można by również wspomnieć o tym, co może zabrzmi szokująco, ale meteoryty też w pośredni sposób są „przestępcami” powodującymi zniszczenia w mieniu a nawet obrażenia ciała. W przeszłości duże meteoryty i planetoidy były przyczyną wymierania gatunków oraz ogromnych zniszczeń na Ziemi. W czasach nam współczesnych również dochodziło do dużych zniszczeń jak np. Katastrofa Tunguska z 1908 roku, zresztą do dzisiaj nie wyjaśniona zagadka, której poświęcono wiele publikacji. Czy też niedawny spadek meteorytu w Czelabińsku, który spowodował również duże zniszczenia.  Dla przypomnienia, w dniu 15 lutego 2013 roku około godziny 9:20 lokalnego czasu duży bolid po wejściu w atmosferę Ziemi rozpadł się po 32,5 sekundach lotu na wysokości 29,7 kilometrów nad powierzchnią Ziemi nad obwodem Czelabińskim. Powstała w wyniku przelotu i eksplozji bolidu silna fala uderzeniowa spowodowała znaczne straty. Uszkodzonych zostało ponad 7500 budynków, a także spowodowała  obrażenia u ponad tysiąca pięciuset osób.

Należy też przypomnieć historię Ann Hodges, jedynej potwierdzonej osoby w historii, która została trafiona przez meteoryt 66 lata temu. W pogodne popołudnie w Sylacauga w stanie Alabama w 1954 roku Ann drzemała na kanapie okrytej kołdrami, kiedy kawałek czarnej skały wielkości piłki do futbolu przebił się przez sufit, odbił się od radia i uderzył ją w udo, pozostawiając siniak w kształcie ananasa. Historia Ann jest szczególnie rzadka, ponieważ większość meteorytów zwykle wpada do oceanu lub uderza w jedno z rozległych, odległych miejsc na Ziemi. Rządowy geolog pracujący w pobliskim kamieniołomie został wezwany na miejsce zdarzenia i ustalił, że obiekt jest meteorytem, ​​ale nie wszyscy w mieście byli tego pewni. Wielu sądziło, że samolot się rozbił – inni podejrzewali Sowietów.

Tak wielu ludzi przybyło do domu Hodgesa, że ​​kiedy jej mąż, Eugene Hodges, pracownik komunalny, wrócił do domu z pracy, musiał spychać gapiów z ganku, aby dostać się do środka. Ann była tak przytłoczona tłumem, że została przeniesiona do szpitala. Kiedy paranoja zimnej wojny narastała, szef policji Sylacauga skonfiskował czarny kamień i przekazał go Siłom Powietrznym. Kiedy siły powietrzne potwierdziły, że to meteoryt, pojawiło się pytanie, co z nim zrobić. Opinia publiczna zażądała zwrotu kosmicznej skały Ann, a ona się zgodziła. „Czuję, że meteoryt jest mój” – powiedziała, według muzeum. – Myślę, że Bóg przekazał to dla mnie. W końcu to mnie uderzyło! Prosty kraj prostych ludzi. Pojawił się też inny problem. Ann i Eugene byli najemcami, a ich gospodyni, niedawno owdowiała kobieta o imieniu Birdie Guy, chciała ten meteoryt dla siebie. Guy znalazł prawnika i pozwał ich, twierdząc, że kamień należy do niej, ponieważ spadł na jej własność. Prawo było po stronie właścicieli domu, ale opinia publiczna nie.

Wreszcie Guy rezygnowała z roszczenia do meteorytu w zamian za 500 dolarów. W końcu Hodgesowie przekazali meteoryt do Muzeum Historii Naturalnej w 1956 roku, gdzie nadal jest wystawiany. Ann później doznała załamania nerwowego i w 1964 roku rozstała się z mężem. Zmarła w 1972 roku w wieku 52 lat z powodu niewydolności nerek.(https://www.nationalgeographic.com/news/2013/2/130220-russia-meteorite-ann-hodges-science-space-hit/)

Ostatnią sensacją jest odkrycie, iż w  1888 roku spadł meteoryt, który zabił jednego człowieka i zranił drugiego. Naukowcy odkryli najwcześniejsze dowody uderzenia i śmierci osoby przez meteoryt spadający na Ziemię.

Otóż grupa tureckich badaczy dokonała odkrycia podczas przeszukiwania tureckich archiwów państwowych i odkryła, że zdarzenie, które zabiło jedną osobę, a zraniło drugą, miało miejsce w dzisiejszym Sulaymaniyah w Iraku 22 sierpnia 1888 roku. Od dawna pojawiają się doniesienia i historie o ludziach uderzonych meteorytami. Jednak wiele z tych historii nie jest popartych wystarczającymi dowodami, czy to pisemnym raportem, czy jakimś innym historycznym znacznikiem. „Problem ten może wynikać z faktu, że albo rękopis został napisany w języku innym niż angielski, albo nie ma wystarczającego zainteresowania zapisami historycznymi” – napisali naukowcy w nowym badaniu, w którym zapowiadają odkrycia. W tym badaniu naukowcy przeszukali archiwa państwowe Turcji. „Prawie każde zdarzenie zostało zarejestrowane w archiwach. To znaczy, zostało to w jakiś sposób zarejestrowane. Zdarzenia naturalne, problemy finansowe, wiadomości rządowe itp.” – mówi autor raportu Ozan Unsalan – Profesor Nadzwyczajny na Wydziale Fizyki Uniwersytetu Ege w wywiadzie dla Space.com.

Według tego raportu meteoryt, który zabił i poważnie zranił dwóch ludzi, był jednym z wielu, które spadły na Ziemię w ciągu 10 minut. Ponadto ludzie w pobliskim mieście donosili, że byli świadkami kuli ognia spadającej na Ziemię. Wśród tego bogactwa dokumentów znaleźli listy napisane przez lokalne władze wkrótce po tym, jak meteoryt spadł na Ziemię, wpadając na wzgórze w obecnym mieście Sulaymaniyah w Iraku 22 sierpnia 1888 r. W raporcie stwierdzono, że jeden człowiek został zabity, a inny sparaliżowany uderzeniem. W sumie znaleźli trzy listy, napisane w języku turecko-osmańskim, opisujące to wydarzenie. Znaleźli również dowody na to, że zdarzenie to zostało zgłoszone Abdulowi Hamidowi II, 34-mu Sułtanowi Imperium Osmańskiego. Teraz ten zespół naukowców nadal pracuje nad znalezieniem dodatkowych pisemnych i fizycznych dowodów o tym zdarzeniu.

– „Musimy znaleźć możliwą odpowiedź od Abdula Hamida, samego sułtana. Jesteśmy również bardzo ciekawi i musimy znaleźć tę prawdziwą próbkę [meteorytu] dostarczoną do muzeum” – powiedział Unsalan. „Następnie sklasyfikujemy typ próbki zgodnie z kryteriami naukowymi”. Unsalan dodał, że zamierzają kontynuować przeszukiwanie archiwów w poszukiwaniu takich jak ten niesamowitych zapisów. (https://www.space.com/earliest-evidence-meteorite-killed-person.html)

Były jeszcze inne doniesienia o bezpośrednich uderzeniach meteorytów w istoty żyjące na Ziemi, jak np. o tym, że w 1911 roku, w Egipcie, meteoryt Nakhla zabił psa.

Na zakończenie warto jeszcze wspomnieć o tym, że na rynku kolekcjonerskim pojawia się coraz więcej oszustów próbujących sprzedać zwykłe ziemskie kamienie jako meteoryty lub też szkło i szkliwo jako tektyty. Dlatego należy dokonywać zakupu u znanych sprzedawców i sprawdzać certyfikaty.

Natomiast wybierając się na poszukiwania meteorytów należy dobrze zaznajomić się z aktualnymi przepisami w Polsce a w Internecie poszukać przepisów dla państwa do którego zamierza się wyjechać (czytaj więcej).

Ilustracje dołączone do tekstu przedstawiają zdjęcie okładki broszury a także zdjęcia akwareli wykonanych dla mnie do moich artykułów o meteorytach przez Wiesława Ziębę z Warszawy, artystę malarza oraz twórcę i reżysera filmów animowanych.