Dlatego red. Stanowski dość perwersyjnie stawia sprawę tak, że nie chce zostać Prezydentem, ale chce sprawdzić, ile dostanie głosów.
Jeśli dostanie dużo głosów, to będzie to jasny sygnał, że obecna klasa polityczna całkowicie rozmija się z oczekiwaniami znacznej części obywateli – że jest wsobna i wyalienowana.
Jak wiecie – zasadniczo zgadzam się z tą tezą!
Ze względu na ograniczone uprawnienia Prezydenta oraz fatalną konstrukcję naszej konstytucji, która w wielu miejscach pozostawia ogrom niejasności kompetencyjnych – rola Prezydenta w Polsce nie jest szczególnie wielka. Zauważyć też można, że nawet tam, gdzie prezydenci mogliby wykazać się inicjatywą – są na ogół mocno pasywni i uzależnieni od partyjnego zaplecza politycznego.
Nie twierdzę, że funkcja Prezydenta w Polsce jest bez znaczenia, ale jednak ustrój polityczny w naszym kraju ma więcej cech ustroju parlamentarno-gabinetowego z prezydentem-recenzentem a nie ustroju prezydenckiego, w którym Prezydent jest samodzielną figurą decydującą o czymkolwiek. Jest tak pomimo wysokiego mandatu, jaki Prezydent uzyskuje dzięki wyborom bezpośrednim. Pozycję Prezydenta próbował swego czasu podnieść Lech Wałęsa, ale po pamiętnym „obiedzie drawskim” został w tym „zgaszony” i zostało jak jest.
W tej sytuacji wybory prezydenckie w Polsce mają przede wszystkim charakter plebiscytowy i są pierwszym testem społecznego poparcia lub dezaprobaty dla obozu rządzącego.
Wielka polaryzacja polityczna w Polsce napędza frekwencję w wyborach prezydenckich, ale niekoniecznie oznacza poparcie dla konkretnego kandydata. Raczej – poparcie dla tej czy innej opcji politycznej, z którą dany kandydat jest kojarzony.
Jeśli zatem red. Stanowski otrzyma w pierwszej turze wysoki wynik, to będzie znaczyć, że jest w kraju ogromna rzesza ludzi poszukujących politycznej alternatywy, której jednak obecna scena polityczna im nie dostarcza. Ludzi głosujących „na mniejsze zło”.
Red. Stanowski występuje tu jako rzecznik budzącej się w kraju formacji pragmatyków, znużonych niekończącymi się sporami o charakterze symbolicznym i oczekujących zdecydowanej, szybkiej modernizacji Polski w duchu wysokiej narodowej asertywności, lecz wolnym od „kombatanctwa”. Stanowski, to „self-made-man”, który postawił się establiszmentowi i od zera zbudował imperium medialne dostarczające w atrakcyjny sposób pogłębionych analiz politycznych, gospodarczych i społecznych, które są wolne od partyjnej nawalanki. Zbudował personę opartą na wizerunku obiektywnego, choć zadziornego dziennikarstwa. W pewnym sensie – toutes proportions gardées – Stanowski jest takim trochę polskim Elonem Muskiem: Musk dał ludziom Twittera, a Stanowski – Kanał Zero.
Zobaczymy, jaki wynik wyborczy uzyska Krzysztof Stanowski. Ja na niego nie zagłosuję, ale z pewnością wielu zagłosuje. Czas pokaże!
Zostaw komentarz