Wyjątkowo rzadko zgadzam się z Markiem Rubio, sekretarzem stanu USA, ale w przypadku jego słów przytoczonych w tytule, na sto procent bo świata, który znamy już nie będzie.

Zacznijmy od cytatu z książki wybitnego historyka Adriana Goldsworthego pt. „Orzeł i lew” poświęconej zmaganiom militarnym imperium rzymskiego i Presji (obecnie Iranu).

We wprowadzeniu pisze on tak – „wyznawcy idei systemu międzynarodowego opartego na zasadach (lub podobnych koncepcji) powinni być świadomi jednego, że taki układ się sprawdza tylko wtedy, gdy owe zasady ( tak samo) rozumieją i przyjmują wszyscy”.

I powinniśmy to sobie wbić do głowy.

A tak się nie dzieje.

Zasady lub wartości łamane są każdego dnia, głównie przez mocarstwa takie jak USA, Rosja czy Chiny.
Jest to element szerszej strategii budowy „nowego świata” opartej na sile, potencjale militarnym i ekonomicznym.
I dzieje się tak już od nie od dziś, jak zauważa Rubio, ale od przynajmniej dziesięciu lat.

W przypadku Rosji, od aneksji Krymu, a potem, od wielkoformatowej wojny przeciwko Ukrainie.

W przypadku USA, od momentu opublikowania nowej strategii zagranicznej USA, podkreślającej wyłącznie interes Ameryki.
Zaowocowała ona już militarną ingerencją w Wenezueli czy próbą aneksji Grenlandii, a w zanadrzu, atak na Iran czy Kubę.

Chińczyki zaś od wielu lat „trzymają się mocno” w Azji Południowo- Wschodniej, Afryce, Ameryce Południowej.
Kupują ziemię, koncesje wydobywcze, budują porty i koleje jak np. ostatnio w Laosie.
A ceną jaką płacą uzależnione od nich państwa są wpływy polityczne.

Tylko „stara” Europa jeszcze śni, jak w malignie, o polityce opartej na zasadach czy wartościach.
Łącznie z naszymi politykami zwłaszcza Nawrockim i Tuskiem.
Chciałoby się im powiedzieć.
„Obudźcie się wreszcie” i popatrzcie na zmieniający się świat nie przez ich różowe okulary, ale pragmatycznie.
Bo jeśli tego nie uczynią, przebudzenie z zewnątrz, może być bardzo bolesne.

USA, nasz strategiczny sojusznik ( przynajmniej jeszcze dziś) będzie nim tak długo, dopóki będzie mu się to opłacać.
Bo Stany Zjednoczone nie mają „wiecznych sojuszników”, ale nieodmienne interesy.
I to one, nie zasady, traktaty, będą decydowały czy Polska będzie nim jeszcze za pięć lat.

Tę lekcję powinni odrobić zwłaszcza Nawrocki i PiS liżące buty Trumpa.